niedziela, 30 marca 2014

Schody, nie zawsze ruchome



Hey ludziska!

CrazyWill siada i pisze! Zaraz, ja już przecież siedzę, SWAG :D
Ludziska, ubiegły tydzień przyniósł mi sporo przemyśleń, które doprowadziły mnie do pewnej refleksji na temat uwagi, jaką przywiązujemy i znaczenia, jakie nadajemy zdarzeniom oraz nawet tym najprostszym czynnościom w naszym życiu. Zacznę od tego, że wybrałem się do studia tatuażu. Marzyłem o tym od lat i w końcu udało się to marzenie zrealizować. Miało to dla mnie ogromne znaczenie, z kilku powodów. Po pierwsze, bo obiecaliśmy sobie z moim Przyjacielem, że zrobimy to razem. To było dla mnie ważne, gdyż wiedziałem że nie jestem osamotniony w tym dążeniu - wiadomo, że we dwójkę zawsze raźniej, szczególnie z kimś dla nas ważnym, z kim jesteśmy powiązani jakimiś konkretnymi emocjami, taka mała "drużyna pierścienia" ;) Zresztą, sama idea braterstwa też jest mi bardzo, bardzo bliska. Drugą sprawą jest to, że mój tatuaż, prócz roli ozdobnej którą pełni, ma także swoje znaczenie: wyraża mnie, to kim jestem, przez co musiałem przejść. W labiryncie tych przemyśleń doszedłem do wniosku że pomiędzy zamiarem, marzeniem a celem istnieje pewna przestrzeń zwana popularnie drogą ;), która czasem może okazać się dużo ważniejsza niż sam cel. Uważam, że to droga wartościuje obrany kurs. Wielu ludzi o tym zapomina, szczególnie przy porażce załącza im się "to było bez sensu" - nieprawda, bo to wszystko miało jak najbardziej swoją wartość: nauczyliśmy się czegoś nowego, staliśmy się przez to, przynajmniej w jakimś stopniu, lepsi. Czasem trzeba umieć przełknąć gorycz, dumę schować do kieszeni, unieść wzrok przed siebie i ruszyć dupsko.
A do wszystkich tych przydługich wniosków doszedłem, gdyż to nie jest tak że stwierdziłem że zrobię tatuaż i pstryk, tak się stało. Dla mnie to zawsze jest cała wyprawa bo fizycznie, powiedzmy sobie szczerze, bardzo wymiękam i jestem uzależniony od życzliwych mi osób. Sprawę trzeba było załatwić porządnie: najpierw wybór studia na konwencie tatuażu w Katowicach, więc musieliśmy: wsiąść do samochodu, wysiąść, na miejscu oczywiście schody no i z powrotem ta sama operacja, w odwrotnej kolejności ;). W końcu przyszedł dzień dziarania i znowuż dojazd samochodem i kolejne schody, ale takie Schody, po prostu hardcore (ciasna klatka z zakrętami). Może ktoś pomyśli że jestem zadufany w sobie, ale przez to wszystko uważam że zrobiłem TATUAŻ przez zajebiście wielkie T. Nie żałuję i nie zapomnę nigdy tego dnia ani całej tej wyprawy i mam nadzieje że jeszcze wiele wypraw przede mną w pogoni za marzeniami. Ktoś może powiedzieć "taa ale tobie łatwiej wartościować i doceniać błahe sprawy, bo już głupie schody są dla ciebie przeszkodą" ale to nie jest tak, ja po prostu mam okazję zastanawiania się nad rzeczami, które dla zdrowej osoby są tylko szczegółami a dla mnie przeszkodą, którą trzeba przeskoczyć ;). Może dlatego wierzę, że każdy oddech, krok, przelana łza czy nawet krew do czegoś się przyczynia, prowadzi do czegoś co sprawia że nasze życie staje się bardziej wartościowe. A póki zegar tyka, to piłka w grze ;) tylko trzeba działać, bo los niestety nie przychodzi do nas uśmiechnięty jak “oczytana” hostessa w locie pierwszej klasy, ze szczęściem na srebrnej tacy, mówiąc: "może Państwo się poczęstują"; drań jeden ;D
No i to tyle wynurzeń na dziś. Pamiętajcie, że na każde schody da się wleźć, jeśli ma się dość determinacji, czasem trzeba tylko sposobu ;) ale nie można też zapominać, że żeby wyciągnąć jakieś wnioski czasami człowiek musi spaść z tych schodów i nieźle stłuc sobie tyłek ;) Pozdrawiam Was, czytających, bardzo serdecznie i do następnego ;) WIARA W SIEBIE I PRZED SIEBIE!

niedziela, 23 marca 2014

Mój pierwszy raz



Hey ludziska!

Tak zgadza się, jest to mój pierwszy raz, mam nadzieję że stracę swoje blogowe dziewictwo z wieloma z was ; ) Mój pierwszy post zacznę, hmm, najlepiej od początku. Może znajdą się osoby, które zapytają "CrazyWill, co ty tu do cholery robisz?", a ja nie mam jednej konkretnej odpowiedzi, po prostu chciałem zrobić coś fajnego, trochę popisać, pokazać Wam świat z mojej perspektywy.

Zastanawiałem się spory kawałek czasu o czym mógłbym napisać i z racji tego że jestem na tym szalonym wózku inwalidzkim, na początek wpadła mi do głowy pewna myśl: w naszym polskim społeczeństwie istnieją wyraźne granice między niepełnosprawnymi (nie tylko tymi na czterech kółkach, tylko ogólnie) a zdrowymi, co będę chciał Wam udowodnić w moich postach. Wynika to z wielu czynników, takich jak np.: niewiedza czy irracjonalny strach przed nieznanym. Z drugiej strony, jest sporo niepełnosprawnych którzy nie mają dystansu do siebie i świata, zamykają się w sobie, albo sami rodzice izolują taką osobę bo świat jest “okrutny i zły”. I pewnie że tak, ale bez ryzyka nie ma zabawy ;-) No i przecież jest jeszcze ta druga strona medalu - świat naprawdę potrafi być zajebiście piękny - jest przecież tak wiele rzeczy do zrobienia i zobaczenia, przeżycia ;-) Wiedzcie, że nie jestem tu aby na siłę motywować kogokolwiek, a już na pewno nie będę wmawiał Wam że świat jest jak różowy jednorożec wypróżniający się tęczą ;-) ale, jeśli kogoś zmotywuję czy jakoś zainspiruję do czegoś fajnego to na pewno nie będzie mi smutno (to w końcu dobry uczynek). W moich postach będę starał się podejmować tematy, które, mam nadzieję, pomogą nieco zatrzeć te funkcjonujące w społecznej świadomości granice i odpowiedzieć na nurtujące Was w tej tematyce pytania - nie ważne, zdrowych czy niepełnosprawnych- bo tu, u mnie na blogu, nie ma i nie będzie tej przeklętej granicy ;-)
Ale to działa także w drugą stronę - i w mojej głowie są zagwozdki i nurtujące mnie pytania. Dajmy na to taki przykład: wybieram się z znajomymi do knajpki zrelaksować się (nie ukrywajmy, nie przy mleku ;-) ale no nie w tym rzecz). Może tylko mi się wydaje (choć wątpię w to), ale mam wrażenie że kobiety wokoło gapią się na mnie, dosłownie czuję ich wzrok na sobie. I tak się zastanawiam dlaczego tak się dzieje, bo nie mam przecież dwóch głów, czterech rąk; wyglądam w zasadzie normalnie, wózek? No okej, nie ma problemu, można się poprzyglądać ale na dłuższą metę to nic ciekawego: cztery koła i parę rurek. I tak główkuję: co myślicie, drogie Panie, w takiej sytuacji? Nie wiem, może "ciekawe co mu się stało", "jak może wyglądać mobilny seks", "jak on sobie radzi w życiu" etc. Ja jestem otwarty na wszelki dialog i nie ma chyba żadnego tematu tabu którego bym nie podjął, także walcie jak w dym ;-) To był tylko taki spory przykład bo na pewno będę podejmował tematykę damsko-mięskom ;-) gdyż jest to ważny i w sumie niełatwy temat. Biorąc pod uwagę jak wygląda w naszym kraju edukacja seksualna, to na tematy damsko-męskie czy jakiejkolwiek seksualności mogą być przeróżne reakcje, ale to są naturalne sprawy o których można i trzeba rozmawiać, i nie wstydzić się tego. Jak to bardzo, bardzo dawno temu napisał na swoim blogu Terencjusz ;-) "Człowiekiem jestem; nic co ludzkie nie jest mi obce". Chciałbym także wrzucać tutaj różne ciekawe sytuacje z mojego życia, zwariowane pomysły, które narodziły się w mojej głowie, czy opisać miejsca które odwiedziłem :-)
No, chyba na teraz to tyle ludziska, macie już pojęcie czego się po mnie spodziewać, żeby nie było że nie ostrzegałem! ;-) Trzymajcie się ciepło i pamiętajcie "Let's Rock, never give up!!!" ;-)