poniedziałek, 26 maja 2014

Męski punkt siedzenia



“Uch - jak gorąco! Puff - jak gorąco! Uff - jak gorąco!” - nie, żebym narzekał na aurę, bo bardzo lubię ciepło, choć plażing i leżing to zdecydowanie nie dyscyplina dla mnie ;)

Oczywiście nieprzypadkowo nawiązuję do panującej ostatnimi czasy pogody - atmosfera nam się podgrzała i Panie ukazują nieco więcej swoich wdzięków ;) Czy zastanawialiście się kiedyś, na jakiej wysokości znajduje się wzrok mężczyzny poruszającego się na wózku inwalidzkim?. Odpowiem tak - na odpowiedniej :D
Czasem miewam gorsze dni, myśląc sobie, że wszystko jest do bani, jaki to los jest niesprawiedliwy, po czym wychodzę (wyjeżdżam xD) na ulicę w taką piękną pogodę. Ciśnienie lekko wzrasta, krążenie rewelacyjnie się poprawia (wszystko dla zdrowia ;) ) a ja uświadamiam sobie, że jednak w naturze istnieje równowaga: naprawdę wielu mężczyzn może pozazdrościć widoków, których doświadczają moje oczy, a moja głowa jest niczym olbrzymie portfolio naturalnego kobiecego piękna i wdzięku :D
Wybaczcie drogie Panie, ale po pierwsze, jestem facetem jak każdy inny, po drugie, patrząc ciągle w niebo bądź w bok na jakiś żywopłot wyglądałbym cokolwiek dziwnie lub co gorsza, ktoś mógłby pomyśleć, że nie gustuję w kobietach, co oczywiście byłoby zupełną nieprawdą ;)
Zdaję sobie sprawę, że wyjawiając tę wiedzę tajemną narażam się na to, że teraz większość Pań będzie wołała iść za mną niż przede mną, ale ryzyk-fizyk :D
Jak widzicie, moje podejście do płci pięknej jest całkiem normalne jak na faceta, aczkolwiek jak na CrazyWilla przystało mam także jakieś odchyły od normy, co uwarunkowane jest moim charakterkiem ;) Jeśli więc, drogie Panie, idąc gdzieś ugną wam się lekko nóżki i wylądujecie na czyichś kolanach to nie trzeba się martwić - to tylko ja zorganizowałem małe porwanie xD A czasem naprawdę strasznie kusi, żeby tak porwać i odjechać w siną dal ;)

Wspomniałem już o aspektach zdrowotnych związanych z moim punktem widzenia ;) ale jest jeszcze jedna sprawa z tym związana, do której chciałbym nawiązać. Jak wiadomo, kobieta może być naprawdę wielką motywacją dla mężczyzny, a dla mężczyzny na wózku inwalidzkim w szczególności - zwłaszcza gdy jest zakochany/zauroczony. Gdy wracam wspomnieniami do takich stanów, to naprawdę sam się dziwię, że mogło to nieść z sobą tak olbrzymie pokłady energii. Zdaję sobie sprawę, że relacje między mężczyzną a kobietą są bardziej złożone, ale chyba największego kopa ma człowiek na początku, przy bardzo silnej fascynacji drugą osobą ;)
Przypomniała mi się sytuacja, kiedy to umówiłem się z jedną wokalistką (a w tamtym czasie miałem przeogromną słabość do wokalistek! ;) Poszliśmy do sympatycznej knajpki, a potem ona zaproponowała, żeby się przespacerować. A jeśli chodzi o spacery, to w owym czasie byłem w takim stanie fizycznym, że jazda po mieście o własnych siłach nie była dla mnie łatwym zadaniem. Wtedy naprawdę znalazłem w sobie wielkie pokłady sił, bo trochę przegoniła mnie po tym mieście. Normalnie to chyba bym tam umarł xD ale NIE! Musiałem przecież pokazać, że jestem FACETEM. Wiecie, męskie ego i te sprawy ;) Nie jest to oczywiście jedyna taka historia, ale ta jako pierwsza przyszła mi na myśl.

I na tym zakończę ten dzisiejszy gorący temat ;) Na nie raz jeszcze będę zahaczał o tematy damsko-męskie, oczywiście o ile będziecie chcieli to czytać ;)
Dzięki za Waszą uwagę :) Życzę Wam, ludziska, pogodnego i radosnego tygodnia ;)

Pamiętaj!
Dużo wdzięku masz, może komuś trochę energii dasz? ;)

Plus

Piosenka, można powiedzieć taki polski old school, ale w temacie ;)



poniedziałek, 19 maja 2014

Pomocna dłoń




Hey ludziska! :D

Mam nadzieję, że wszyscy mieliście udany weekend :) Ja jestem jeszcze oszołomiony po koncercie zespołu ManOwaR w katowickim Spodku. Jak dla mnie rewelacyjny koncert (pierwszy raz w Polsce!). Nie żałuję ani chwili :)

Dzisiejszy post został zainspirowany przez jedną z moich Czytelniczek, której bardzo serdecznie dziękuję za podsunięcie takiego fajnego tematu :)
Jak pomagać osobie niepełnosprawnej, by nie przesadzić? Kiedy na ulicy, czy w innym miejscu publicznym natrafiamy na osobę niepełnosprawnę potrzebującą naszej pomocy, w głowie często rodzą nam się różne pytania: czy podejść i po prostu pomóc? czy nie zranimy uczuć tego człowieka? czy nietaktem będzie się zapytać, czy potrzebuje naszej pomocy? jak w ogóle osoba niepełnosprawna postrzega czyjąś chęć pomocy? Wiadomo - nikt nie chce się z pomocą narzucać. Aby pomóc Wam odnaleźć się w takich sytuacjach, podzielę się odpowiedziami na parę pytań, które sobie, w Waszym imieniu, zadałem.

Kiedy warto zaproponować pomoc?
Na pewno wtedy, kiedy ewidentnie widać, że osoba niepełnosprawna sobie nie radzi, przykładowo przewraca się, bądź w jakiś sposób zagraża własnemu życiu i zdrowiu.. Niestety, nie zawsze jest to takie oczywiste - często taka osoba stoi sobie gdzieś z boku, a jej milczenie wynika z dezorientacji lub wstydu przed poproszeniem o pomoc. Miałem takie sytuacje, choć wtedy co prawda na szczęście nie potrzebowałem pomocy tylko np. czekałem na znajomego: nagle ktoś podchodzi, uśmiecha się, po czym pyta, czy mi w czymś nie pomóc przypadkiem. Dla mnie osobiście jest to bardzo miłe i od razu czuję się bezpiecznie. Tylko należy pamiętać, że ludzie są różni i o ile ja akurat nie mam z tym problemu, ktoś inny może w tej samej sytuacji unieść się dumą i powiedzieć “jak to? myślisz że ja nie dam rady? JA?!’ - cóż, skucha xD W takich momentach mówi się trudno, jeśli ktoś sobie nie radzi sam ze sobą, nic na to nie poradzimy. Ma do tego prawo, w końcu mamy różną odporność psychiczną. Nie warto jednak zrażać się taką sytuacją, bo przez to może stracić ktoś naprawdę potrzebujący.

Czy osoba niepełnosprawna potrafi sama poprosić o pomoc?
Jak już wspomniałem wyżej, są osoby wstydliwe, ale myślę, że jest to normalne - osoby niepełnosprawne, tak samo jak zdrowe, mają przecież różne temperamenty i charaktery. A nawet i gorszy dzień im się trafia ;) Jeśli do tego kogoś przytłacza sytuacja, w której się znajduje, to już w ogóle może go ogarnąć strach przed poproszeniem o pomoc - w szczególności obcej osoby. Ja zupełnie nie mam z tym problemu, ale z drugiej strony, gdybym miał, to pewnie nie powstałby ten blog ;) Co prawda, nie przypominam sobie, abym poprosił kogoś o pomoc bezpośrednio na ulicy, ale na uczelni już tak. Na moją grupę mogłem liczyć, ale grupa ta była nieliczna i bywały dni, że większość chłopaków nie dotarła, a zajęcia miały się odbyć na drugim piętrze (windy brak). Wtedy o pomoc prosiłem osoby całkiem mi obce, bo na studiach niestacjonarnych brać studencka nie jest aż tak zżyta. Nigdy nie spotkałem się z odmową, tylko zwykle z entuzjazmem, i drużyna 4 facetów zamieniała mój wózek w lektykę xD za co jestem im ogromnie wdzięczny :)
Mam również mniej optymistyczną historię na podstawie wydarzeń, których naocznym świadkiem był mój dobry kumpel. Stał sobie na pasach dla pieszych (nie pamiętam w jakim mieście) w oczekiwaniu na zielone światło i podjeżdża chłopaczek na wózku inwalidzkim. Co prawda, podjechał o własnych siłach, ale było widać, że nie radził sobie tak sprawnie, jak by tego chciał. Tak więc, podjechał do pewnej Pani i zapytał, czy ta byłaby go uprzejma przewieźć przez pasy, a ta kobieta potraktowała go jak powietrze! Totalnie olała chłopaka. Mój kumpel zirytował się (mało powiedziane) i sam zaproponował swoją pomoc, na co chłopak z uśmiechem wdzięczności przystał. Postawa tej Pani także i mnie wyprowadziła z równowagi. OK, zdaję sobie sprawę, że mogła bać się, nie wiedzieć jak się to obsługuje, zdrowie jej nie pozwalało, miała ciężkie torby, czy cokolwiek. Ale, na Odyna, nie traktuje się tak człowieka! Wydawało by się, że dojrzała kobieta posiada jakieś obycie i mądrość życiową, że powinna dawać odpowiedni wzór, ale widzicie, najwyraźniej jednak nie. Mogła przynajmniej przepraszająco uśmiechnąć się i pomóc chłopakowi znaleźć kogoś innego do pomocy (tylko tyle, czy wręcz aż tyle). Dobra, mogę jeszcze wysunąć hipotezę, że może miała schizofrenię albo w jakiś inny sposób kulało jej zdrowie psychiczne, ale myślę, że to zbyt naciągana próba usprawiedliwienia tej babeczki ;)
Na pewno każdy potrafi znaleźć wiele innych przykładów dowodzących znieczulicy społecznej, która niewątpliwie występuje, ale przecież wiele zależy również od miejsca, czasu i sytuacji.
I dla ludzi po mojej stronie wózka jeszcze taka mała psychologiczna sztuczka: zwrócenie się o pomoc bezpośrednio do wybranej osoby z jakiejś grupy odnosi większy skutek, niż oczekiwanie, aż ktoś się z pomocą zaoferuje. Wiąże się to z wytworzonym poczuciem odpowiedzialności i jest zjawiskiem znanym psychologii społecznej. Także, jeśli potrzebujecie, nie krępujcie się prosić, naprawdę.

Jak to jest z tym narzucaniem się?
Powiem Wam, że ja osobiście nigdy nie spotkałem się z narzucaniem się z pomocą osobie niepełnosprawnej i myślę, że w przestrzeni publicznej jest to rzadkie zjawisko. Bardziej występuje w rodzinach, kiedy ktoś bliski podchodzi do sprawy z przesadnym zamartwianiem się. W mojej rodzinie nigdy tak nie było. Co prawda, na początku mojej takiej już większej nieporadności, kiedy to nie do końca radziłem sobie z tym, że mam być uzależniony od innych do końca życia, zdarzało mi się warknąć np. “mamo, zostaw mnie, sam sobie z tym poradzę!” Ale w końcu ten “nerwowy okres” mi minął. Moi bliscy często pytali, czy nie trzeba mi w czymś pomóc, ale nie było tak, że ktoś chciał robić to na siłę i za wszelką cenę, nawet kiedy akurat tej pomocy nie potrzebowałem. Przypomniała mi się sytuacja, kiedy mój bardzo dobry przyjaciel zapytał, przy okazji jakiejś czynności (nie pamiętam jakiej), czy mi nie pomóc. Odpowiedziałem że nie, że sam sobie poradzę. Później znowu zapytał, czy nie jestem przypadkiem zły na niego, bo on na siłę nie chce mi pomagać, ale troszczy się o mnie i to tyle w temacie. Nie byłem zły, tylko jak zawsze szczęśliwy, że mam takie wsparcie od osoby, na której mi zależy.

Muszę też przypomnieć, że zawsze byłem uparty jak osioł i upierałem się robić wszystko, na co tylko miałem dość siły, choćby miało mi to zająć kupę czasu. Jedynie czasem, jeśli gdzieś trzeba było się pośpieszyć, to widząc jak się ślimaczę, w ostateczności prosiłem o pomoc.

Skoro wspomniałem już o rodzinie, wspomnę tu też o moim trzy lata młodszym bracie, który, od kiedy może, zawsze mi pomaga. Oprócz tej pomocy, za którą jestem mu wdzięczny, bywał także uszczypliwy, trochę złośliwy, dokuczał mi jak to brat bratu (nie miałem taryfy ulgowej), a że byłem zawsze słabszy, to co ja mogłem mu zrobić? xD Uwierzcie bądź nie, ale są to komplementy bo bardzo mnie to wzmocniło psychicznie; że tak ładnie powiem, zahartowałem się w tej braterskiej miłości i teraz jestem nie do zdarcia! :D

I to na tyle jeśli chodzi o dzisiejsze CrazyWillowe wywody. Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na pytanie Czytelniczki i przyczynić się nieco do zatarcia granicy między pełno- a niepełnosprawnymi. Trzymajcie się ciepło. Let’s Rock, Never Give Up! :D

Pamiętaj!
Pomagaj,
serce w to wkładaj,
lecz - nie przesadzaj!

poniedziałek, 12 maja 2014

Pierwszeństwo obsługi



Hey ludziska!

Dziś mogę okazać się nieco mniej Crazy, bo jak każdemu i mi w końcu przytrafił się taki bardzo śpiący dzień. Postaram się jednak Was nie zanudzić i nie zarazić tym stanem ;)

Do dzisiejszego posta zainspirował mnie motyw z filmu, którego tytułu niestety nie pamiętam (może ktoś odświeży mi pamięć?). Film opowiadał o młodym facecie, który po wypadku wylądował na wózku inwalidzkim i nie potrafił się pogodzić z niepełnosprawnością. To, że ludzie zaczęli go traktować inaczej, “specjalnie”, bardzo go frustrowało. Na ten przykład, główny bohater dopuścił się kradzieży w taki sposób, aby została odkryta przez sprzedawcę, ten jednak nie chciał wyciągać konsekwencji wobec chłopaka . No i oczywiście dramat: dlaczego mnie tak traktujecie? czym się różnię od was? itd. Myślałem w podobny sposób, w sensie, nie wyobrażałem sobie, żeby ktoś mógł mnie traktować inaczej, litować się nade mną. Na samą myśl o tym, krew się we mnie burzyła i się wkurr… denerwowałem ;)

Nieco dawniej, kiedy Wasz CrazyWill był młody i jeszcze bardziej Crazy, zawsze walczyłem o to, żeby nie być kimś “specjalnym” tylko normalnym człowiekiem, mimo wózka. Nie uznawałem udogodnień dla niepełnosprawnych (oprócz, z konieczności, wind i podjazdów). Przykładowo, nawet jeśli w jakiejś instytucji nie musiałem stać w kolejce bo miałem pierwszeństwo, mimo wszystko uparcie w niej stałem. Miałem prawdziwego bzika na tym punkcie. A gdyby ktoś powiedział, że jestem inny, to chyba zapomniałbym, że nie mogę chodzić i rzuciłbym się takiej osobie do gardła. Cóż zrobić - natura wojownika, która pomogła mi wiele przetrwać ;)
Ale tamte czasy już minęły. Na początku myślałem, że zmiękłem i że moja natura wojownika ucichła; na szczęście tak nie jest, po prostu nabrałem nieco więcej oleju do łepetyny. Bo przecież te udogodnienia nie są tworzone po to, aby kogoś upokorzyć :P Są różne jednostki chorobowe, mi tam nic specjalnie nie dolega i przecież spokojnie mogę postać ;) w tej kolejce, ale weźmy takie poważne złamanie nogi, zdrutowane, które boli dość mocno. Trudno, żeby taki człowiek przy załatwianiu jakiejś pilnej sprawy stał w kolejce i cierpiał, skoro może szybko myk myk bez kolejeczki, po czym wrócić do domu, przyćpać ulubioną tabletkę przeciwbólową i gitara ;) Jak widać, z udogodnień dla niepełnosprawnych wcale nie musi korzystać osoba trwale niepełnosprawna.
Unosić honorem i nie wiadomo jaką dumą odechciało mi się, kiedy poszedłem na studia i zobaczyłem, jak wyglądają kolejki do dziekanatu xD Człowiek w ogóle z natury dąży do ułatwiania sobie życia. Czy przedsiębiorca rezygnuje z jakiejś ulgi podatkowej unosząc się dumą, przekonany, że jest na tyle dobry, że poradzi sobie bez łaski ze strony Państwa? Oczywiście, że nie, musiałby chyba upaść na głowę - jeśli jest możliwość, to czemu z niej nie skorzystać? Gorzej, jeśli sami tworzymy sobie możliwości krzywdząc innych, ale to już całkiem inna bajka. Ze strony ludzi, których spotykałem w swoim życiu, raczej nie czułem się traktowany w jakiś specjalny sposób. No, może przez jedną wykładowczynię z uczelni, ale zacisnąłem zęby bo najbardziej zależało mi, aby rozstać się z tą Panią po sesji ;)

Jeszcze jedna rzecz, która przyszła mi do głowy - nigdy nie brałem udziału w bójce, w twarz nigdy nie dostałem, po prostu męska mordka nieśmigana xD Czy to dlatego, że jestem bezkonfliktowym ideałem? Absolutnie nie, po prostu kto by uderzył niepełnosprawnego (choć pewnie jakiś mały odsetek ludzi jest do tego zdolny)? Nie, żebym chciał tutaj propagować przemoc fizyczną, ale po prostu jak czegoś CrazyWill nie przeżył, to jest tego ciekaw. Mam dar do poznawania ludzi, nawet typów spod ciemnej gwiazdy, i ani razu nie spotkała mnie nieprzyjemność. Pewnie i dobrze, ale gdyby ktoś kiedyś mi wymierzył uzasadniony cios, to chyba i tak nie osiągnąłby swojego celu, bo bym go przytulił i powiedział, że dla mnie było to niezwykle wartościowe uderzenie xD Ja wiem, że to niepoważne i szalone, ale HELLO, jeśli jeszcze nie zauważyliście, nie na darmo jestem CrazyWill! Ja nie potrafię (ani nie chcę) normalnie xD

Podsumowując: uważam, że osoba niepełnosprawna jak najbardziej ma szansę być wyjątkowa, ale ze względu na swoją osobowość, a nie stan ;)
A jak Wy postrzegacie osoby korzystające z swoich przywilejów, takich jak np. załatwianie spraw poza kolejką? Jak już wiecie, kiedyś takie zachowanie z mojej strony wydawało mi się bardzo nie w porządku w stosunku do innych, choć mój pogląd zmienił się nieco od tamtego czasu ;) Nie bójcie się wyrażać własnego zdania, jestem człowiekiem o ogromnych pokładach empatii :D Jak to się woła na koncertach ZRÓBCIE HAŁAS! ;)

Pamiętaj!
Nie ważne co się stanie.
Najgorsze jest, litością traktowanie.



poniedziałek, 5 maja 2014

Siedmiomilowe felgi


Hey ludziska!

No i jesteśmy po długim weekendzie majowym. Mam nadzieję, że spędziliście ten czas bardzo przyjemnie, czy to w domu przy grillu, czy też gdzieś na wyjeździe.
Ja wybrałem się z moimi znajomymi na dwa dni do Wisły. Mam sentyment do tej miejscowości i nie ma to nic wspólnego z skokami narciarskimi, chociaż oczywiście kibicuję naszym polskim Orłom ;) Po prostu bywam tam od dziecka, czy to z rodzicami, czy też w ramach wyjazdu rehabilitacyjnego organizowanego przez Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Dystrophie Musculorum, do którego należę. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że Wisła to taka moja druga miejscowość rodzinna, z którą łączy mnie naprawdę wiele dobrych wspomnień ;)

Ktoś mógłby zapytać, czy podróże dla osoby niepełnosprawnej (w tym wypadku poruszającej się z pomocą wózka inwalidzkiego) są dużym problemem? To, oczywiście, zależy od tego, co takiej osobie dolega i w jakim stanie się znajduje. Zwykle podróż to nie najłatwiejsze zadanie, ale dla kogoś chcącego, również nie niemożliwe ;) Oczywiście nie mówię tutaj np. o wspinaczce na górę Fudżi, czy do jakiegoś zakonu braci Shu Lien po milionie schodów xD (choć pewnie i to, przy odpowiedniej organizacji, można by załatwić). Mam na myśli bardziej konwencjonalne wyprawy - takie, w których mierzy się siły na zamiary, a w pobliżu nie ma cudownych rąk, które kaleczą tzn. leczą, miałem rzec ;D Największy problem z podróżami tkwi w głowie i związany jest ze strefą komfortu - granicą, którą tak często trudno przekroczyć. Zadając sobie tysiące pytań w stylu: czy nie napotkam na swojej drodze jakiejś przeszkody nie do przeskoczenia? czy toaleta będzie w miarę przystępna? itp., itd. coraz mocniej zaczyna ogarniać nas lęk, co jeszcze mocniej trzyma nas w strefie komfortu. To jak wychodzić z cieplutkiego łóżka o 5 rano w zimę: “nie ma bata, nigdzie nie idę, moja podusia” ;) Jednak, także w tym aspekcie życia z pomocą przychodzi Pan Internet i mówi: hello, mamy XXI wiek, wejdź we mnie i sprawdź to! ;) Proszę bardzo, dzięki technologii już trudniej o jakąś wymówkę. Mamy obecnie wiele ciekawych narzędzi, zaczynając od Google Maps Street View, gdzie właśnie można się naocznie przekonać, jak wygląda trasa, którą chcemy przemierzyć i jakie tam możemy napotkać przeszkody. Zresztą, to mniej cywilizowane miejsca powinny nas bardziej martwić. Taki Kijów na Ukrainie to miejsce, którego (nawet bez zamieszek;)) zdecydowanie nie polecam wózkersom, po prostu masakra. W znajdującym się tam najgłębszym metrze świata nie ma windy, tylko i wyłącznie ruchome schody. Byłem tam - mój starszy brat trzymał mnie na tych cholernych ruchomych schodach - ale wyobrażanie sobie, jak to jest spaść z takiej ilości metalowych stopni, nie jest najbardziej optymistyczną rzeczą na ziemi :D
Dlaczego popieram podróże? Wszyscy znamy przysłowie o tym, że kształcą (choć czasem mogą i odksztacać;) ), ale bardziej chodzi mi o to, że są związane z dobrymi wspomnieniami. Gdy zdrowie podupada, każdy stara się przywołać jakieś miłe chwile z swojego życia. A w momencie, kiedy zamykają się one tylko w czterech ścianach, zdecydowanie nie ma się z czego cieszyć. Dobre wspomnienia i świadomość, że coś przeżyliśmy, zobaczyliśmy, doświadczyliśmy, to coś, czego nikt nigdy nam nie odbierze. Dlatego, czy bosą stopą, czy też łysą oponą, podróżować WARTO ! ;)

Jeśli chodzi o wydarzenia związane z moją niepełnosprawnością podczas wypadu do Wisły, do głowy przychodzą mi dwa.
Pierwsze dosyć mnie rozbawiło. Siedzieliśmy ze znajomymi w knajpce na deptaku, na zewnątrz. Było troszkę ciasno, i pewien facet chciał przejść. Pomyślałem, że przesunę choć odrobinę wózek do przodu, a on poklepał mnie po ramieniu i powiedział: “spoko, siedź, nie wstawaj” xD Lubię takie sytuacje, było się z czego pośmiać.
Następne wydarzenie było bardziej neutralne. To było na drugi dzień: ta sama knajpka, siedziałem akurat tylko z bratem w środku, bo padało. Usiedliśmy przy dużym stoliku i zostało sporo wolnego miejsca. Do lokalu weszły dwie naprawdę ładne dziewczyny i myślę “ooo fajnie, pewnie przysiądą się do nas, bo w sumie nie ma gdzie”, ale jedna z nich dosyć dziwnie spojrzała na mnie i na wózek po czym wyszły. Widocznie muszę jeszcze poćwiczyć moje oczy kota z Shreka, wciąż nie wychodzą najlepiej xD Stwierdziłem, że zrobię sobie taką osłonę na szprychy z napisem “Zapraszam, nie gryzę, połykam w całości” :D Oczywiście nie byłem zły, jeśli ktoś ma się głupio czuć, to lepiej żeby nie robił nic na siłę ;)
Przygoda!
Tak, bardzo je lubię ;)


Pamiętaj!
Przemierzaj świat wzdłuż i wszerz, z każdej chwili się ciesz :D