poniedziałek, 19 maja 2014

Pomocna dłoń




Hey ludziska! :D

Mam nadzieję, że wszyscy mieliście udany weekend :) Ja jestem jeszcze oszołomiony po koncercie zespołu ManOwaR w katowickim Spodku. Jak dla mnie rewelacyjny koncert (pierwszy raz w Polsce!). Nie żałuję ani chwili :)

Dzisiejszy post został zainspirowany przez jedną z moich Czytelniczek, której bardzo serdecznie dziękuję za podsunięcie takiego fajnego tematu :)
Jak pomagać osobie niepełnosprawnej, by nie przesadzić? Kiedy na ulicy, czy w innym miejscu publicznym natrafiamy na osobę niepełnosprawnę potrzebującą naszej pomocy, w głowie często rodzą nam się różne pytania: czy podejść i po prostu pomóc? czy nie zranimy uczuć tego człowieka? czy nietaktem będzie się zapytać, czy potrzebuje naszej pomocy? jak w ogóle osoba niepełnosprawna postrzega czyjąś chęć pomocy? Wiadomo - nikt nie chce się z pomocą narzucać. Aby pomóc Wam odnaleźć się w takich sytuacjach, podzielę się odpowiedziami na parę pytań, które sobie, w Waszym imieniu, zadałem.

Kiedy warto zaproponować pomoc?
Na pewno wtedy, kiedy ewidentnie widać, że osoba niepełnosprawna sobie nie radzi, przykładowo przewraca się, bądź w jakiś sposób zagraża własnemu życiu i zdrowiu.. Niestety, nie zawsze jest to takie oczywiste - często taka osoba stoi sobie gdzieś z boku, a jej milczenie wynika z dezorientacji lub wstydu przed poproszeniem o pomoc. Miałem takie sytuacje, choć wtedy co prawda na szczęście nie potrzebowałem pomocy tylko np. czekałem na znajomego: nagle ktoś podchodzi, uśmiecha się, po czym pyta, czy mi w czymś nie pomóc przypadkiem. Dla mnie osobiście jest to bardzo miłe i od razu czuję się bezpiecznie. Tylko należy pamiętać, że ludzie są różni i o ile ja akurat nie mam z tym problemu, ktoś inny może w tej samej sytuacji unieść się dumą i powiedzieć “jak to? myślisz że ja nie dam rady? JA?!’ - cóż, skucha xD W takich momentach mówi się trudno, jeśli ktoś sobie nie radzi sam ze sobą, nic na to nie poradzimy. Ma do tego prawo, w końcu mamy różną odporność psychiczną. Nie warto jednak zrażać się taką sytuacją, bo przez to może stracić ktoś naprawdę potrzebujący.

Czy osoba niepełnosprawna potrafi sama poprosić o pomoc?
Jak już wspomniałem wyżej, są osoby wstydliwe, ale myślę, że jest to normalne - osoby niepełnosprawne, tak samo jak zdrowe, mają przecież różne temperamenty i charaktery. A nawet i gorszy dzień im się trafia ;) Jeśli do tego kogoś przytłacza sytuacja, w której się znajduje, to już w ogóle może go ogarnąć strach przed poproszeniem o pomoc - w szczególności obcej osoby. Ja zupełnie nie mam z tym problemu, ale z drugiej strony, gdybym miał, to pewnie nie powstałby ten blog ;) Co prawda, nie przypominam sobie, abym poprosił kogoś o pomoc bezpośrednio na ulicy, ale na uczelni już tak. Na moją grupę mogłem liczyć, ale grupa ta była nieliczna i bywały dni, że większość chłopaków nie dotarła, a zajęcia miały się odbyć na drugim piętrze (windy brak). Wtedy o pomoc prosiłem osoby całkiem mi obce, bo na studiach niestacjonarnych brać studencka nie jest aż tak zżyta. Nigdy nie spotkałem się z odmową, tylko zwykle z entuzjazmem, i drużyna 4 facetów zamieniała mój wózek w lektykę xD za co jestem im ogromnie wdzięczny :)
Mam również mniej optymistyczną historię na podstawie wydarzeń, których naocznym świadkiem był mój dobry kumpel. Stał sobie na pasach dla pieszych (nie pamiętam w jakim mieście) w oczekiwaniu na zielone światło i podjeżdża chłopaczek na wózku inwalidzkim. Co prawda, podjechał o własnych siłach, ale było widać, że nie radził sobie tak sprawnie, jak by tego chciał. Tak więc, podjechał do pewnej Pani i zapytał, czy ta byłaby go uprzejma przewieźć przez pasy, a ta kobieta potraktowała go jak powietrze! Totalnie olała chłopaka. Mój kumpel zirytował się (mało powiedziane) i sam zaproponował swoją pomoc, na co chłopak z uśmiechem wdzięczności przystał. Postawa tej Pani także i mnie wyprowadziła z równowagi. OK, zdaję sobie sprawę, że mogła bać się, nie wiedzieć jak się to obsługuje, zdrowie jej nie pozwalało, miała ciężkie torby, czy cokolwiek. Ale, na Odyna, nie traktuje się tak człowieka! Wydawało by się, że dojrzała kobieta posiada jakieś obycie i mądrość życiową, że powinna dawać odpowiedni wzór, ale widzicie, najwyraźniej jednak nie. Mogła przynajmniej przepraszająco uśmiechnąć się i pomóc chłopakowi znaleźć kogoś innego do pomocy (tylko tyle, czy wręcz aż tyle). Dobra, mogę jeszcze wysunąć hipotezę, że może miała schizofrenię albo w jakiś inny sposób kulało jej zdrowie psychiczne, ale myślę, że to zbyt naciągana próba usprawiedliwienia tej babeczki ;)
Na pewno każdy potrafi znaleźć wiele innych przykładów dowodzących znieczulicy społecznej, która niewątpliwie występuje, ale przecież wiele zależy również od miejsca, czasu i sytuacji.
I dla ludzi po mojej stronie wózka jeszcze taka mała psychologiczna sztuczka: zwrócenie się o pomoc bezpośrednio do wybranej osoby z jakiejś grupy odnosi większy skutek, niż oczekiwanie, aż ktoś się z pomocą zaoferuje. Wiąże się to z wytworzonym poczuciem odpowiedzialności i jest zjawiskiem znanym psychologii społecznej. Także, jeśli potrzebujecie, nie krępujcie się prosić, naprawdę.

Jak to jest z tym narzucaniem się?
Powiem Wam, że ja osobiście nigdy nie spotkałem się z narzucaniem się z pomocą osobie niepełnosprawnej i myślę, że w przestrzeni publicznej jest to rzadkie zjawisko. Bardziej występuje w rodzinach, kiedy ktoś bliski podchodzi do sprawy z przesadnym zamartwianiem się. W mojej rodzinie nigdy tak nie było. Co prawda, na początku mojej takiej już większej nieporadności, kiedy to nie do końca radziłem sobie z tym, że mam być uzależniony od innych do końca życia, zdarzało mi się warknąć np. “mamo, zostaw mnie, sam sobie z tym poradzę!” Ale w końcu ten “nerwowy okres” mi minął. Moi bliscy często pytali, czy nie trzeba mi w czymś pomóc, ale nie było tak, że ktoś chciał robić to na siłę i za wszelką cenę, nawet kiedy akurat tej pomocy nie potrzebowałem. Przypomniała mi się sytuacja, kiedy mój bardzo dobry przyjaciel zapytał, przy okazji jakiejś czynności (nie pamiętam jakiej), czy mi nie pomóc. Odpowiedziałem że nie, że sam sobie poradzę. Później znowu zapytał, czy nie jestem przypadkiem zły na niego, bo on na siłę nie chce mi pomagać, ale troszczy się o mnie i to tyle w temacie. Nie byłem zły, tylko jak zawsze szczęśliwy, że mam takie wsparcie od osoby, na której mi zależy.

Muszę też przypomnieć, że zawsze byłem uparty jak osioł i upierałem się robić wszystko, na co tylko miałem dość siły, choćby miało mi to zająć kupę czasu. Jedynie czasem, jeśli gdzieś trzeba było się pośpieszyć, to widząc jak się ślimaczę, w ostateczności prosiłem o pomoc.

Skoro wspomniałem już o rodzinie, wspomnę tu też o moim trzy lata młodszym bracie, który, od kiedy może, zawsze mi pomaga. Oprócz tej pomocy, za którą jestem mu wdzięczny, bywał także uszczypliwy, trochę złośliwy, dokuczał mi jak to brat bratu (nie miałem taryfy ulgowej), a że byłem zawsze słabszy, to co ja mogłem mu zrobić? xD Uwierzcie bądź nie, ale są to komplementy bo bardzo mnie to wzmocniło psychicznie; że tak ładnie powiem, zahartowałem się w tej braterskiej miłości i teraz jestem nie do zdarcia! :D

I to na tyle jeśli chodzi o dzisiejsze CrazyWillowe wywody. Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na pytanie Czytelniczki i przyczynić się nieco do zatarcia granicy między pełno- a niepełnosprawnymi. Trzymajcie się ciepło. Let’s Rock, Never Give Up! :D

Pamiętaj!
Pomagaj,
serce w to wkładaj,
lecz - nie przesadzaj!

1 komentarz:

  1. Powodzenia i wytrwałości oraz przyjemności z prowadzenia bloga!
    Pozdrawiam serdecznie, Edyta.

    OdpowiedzUsuń