poniedziałek, 5 maja 2014

Siedmiomilowe felgi


Hey ludziska!

No i jesteśmy po długim weekendzie majowym. Mam nadzieję, że spędziliście ten czas bardzo przyjemnie, czy to w domu przy grillu, czy też gdzieś na wyjeździe.
Ja wybrałem się z moimi znajomymi na dwa dni do Wisły. Mam sentyment do tej miejscowości i nie ma to nic wspólnego z skokami narciarskimi, chociaż oczywiście kibicuję naszym polskim Orłom ;) Po prostu bywam tam od dziecka, czy to z rodzicami, czy też w ramach wyjazdu rehabilitacyjnego organizowanego przez Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Dystrophie Musculorum, do którego należę. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że Wisła to taka moja druga miejscowość rodzinna, z którą łączy mnie naprawdę wiele dobrych wspomnień ;)

Ktoś mógłby zapytać, czy podróże dla osoby niepełnosprawnej (w tym wypadku poruszającej się z pomocą wózka inwalidzkiego) są dużym problemem? To, oczywiście, zależy od tego, co takiej osobie dolega i w jakim stanie się znajduje. Zwykle podróż to nie najłatwiejsze zadanie, ale dla kogoś chcącego, również nie niemożliwe ;) Oczywiście nie mówię tutaj np. o wspinaczce na górę Fudżi, czy do jakiegoś zakonu braci Shu Lien po milionie schodów xD (choć pewnie i to, przy odpowiedniej organizacji, można by załatwić). Mam na myśli bardziej konwencjonalne wyprawy - takie, w których mierzy się siły na zamiary, a w pobliżu nie ma cudownych rąk, które kaleczą tzn. leczą, miałem rzec ;D Największy problem z podróżami tkwi w głowie i związany jest ze strefą komfortu - granicą, którą tak często trudno przekroczyć. Zadając sobie tysiące pytań w stylu: czy nie napotkam na swojej drodze jakiejś przeszkody nie do przeskoczenia? czy toaleta będzie w miarę przystępna? itp., itd. coraz mocniej zaczyna ogarniać nas lęk, co jeszcze mocniej trzyma nas w strefie komfortu. To jak wychodzić z cieplutkiego łóżka o 5 rano w zimę: “nie ma bata, nigdzie nie idę, moja podusia” ;) Jednak, także w tym aspekcie życia z pomocą przychodzi Pan Internet i mówi: hello, mamy XXI wiek, wejdź we mnie i sprawdź to! ;) Proszę bardzo, dzięki technologii już trudniej o jakąś wymówkę. Mamy obecnie wiele ciekawych narzędzi, zaczynając od Google Maps Street View, gdzie właśnie można się naocznie przekonać, jak wygląda trasa, którą chcemy przemierzyć i jakie tam możemy napotkać przeszkody. Zresztą, to mniej cywilizowane miejsca powinny nas bardziej martwić. Taki Kijów na Ukrainie to miejsce, którego (nawet bez zamieszek;)) zdecydowanie nie polecam wózkersom, po prostu masakra. W znajdującym się tam najgłębszym metrze świata nie ma windy, tylko i wyłącznie ruchome schody. Byłem tam - mój starszy brat trzymał mnie na tych cholernych ruchomych schodach - ale wyobrażanie sobie, jak to jest spaść z takiej ilości metalowych stopni, nie jest najbardziej optymistyczną rzeczą na ziemi :D
Dlaczego popieram podróże? Wszyscy znamy przysłowie o tym, że kształcą (choć czasem mogą i odksztacać;) ), ale bardziej chodzi mi o to, że są związane z dobrymi wspomnieniami. Gdy zdrowie podupada, każdy stara się przywołać jakieś miłe chwile z swojego życia. A w momencie, kiedy zamykają się one tylko w czterech ścianach, zdecydowanie nie ma się z czego cieszyć. Dobre wspomnienia i świadomość, że coś przeżyliśmy, zobaczyliśmy, doświadczyliśmy, to coś, czego nikt nigdy nam nie odbierze. Dlatego, czy bosą stopą, czy też łysą oponą, podróżować WARTO ! ;)

Jeśli chodzi o wydarzenia związane z moją niepełnosprawnością podczas wypadu do Wisły, do głowy przychodzą mi dwa.
Pierwsze dosyć mnie rozbawiło. Siedzieliśmy ze znajomymi w knajpce na deptaku, na zewnątrz. Było troszkę ciasno, i pewien facet chciał przejść. Pomyślałem, że przesunę choć odrobinę wózek do przodu, a on poklepał mnie po ramieniu i powiedział: “spoko, siedź, nie wstawaj” xD Lubię takie sytuacje, było się z czego pośmiać.
Następne wydarzenie było bardziej neutralne. To było na drugi dzień: ta sama knajpka, siedziałem akurat tylko z bratem w środku, bo padało. Usiedliśmy przy dużym stoliku i zostało sporo wolnego miejsca. Do lokalu weszły dwie naprawdę ładne dziewczyny i myślę “ooo fajnie, pewnie przysiądą się do nas, bo w sumie nie ma gdzie”, ale jedna z nich dosyć dziwnie spojrzała na mnie i na wózek po czym wyszły. Widocznie muszę jeszcze poćwiczyć moje oczy kota z Shreka, wciąż nie wychodzą najlepiej xD Stwierdziłem, że zrobię sobie taką osłonę na szprychy z napisem “Zapraszam, nie gryzę, połykam w całości” :D Oczywiście nie byłem zły, jeśli ktoś ma się głupio czuć, to lepiej żeby nie robił nic na siłę ;)
Przygoda!
Tak, bardzo je lubię ;)


Pamiętaj!
Przemierzaj świat wzdłuż i wszerz, z każdej chwili się ciesz :D


1 komentarz: