poniedziałek, 30 czerwca 2014

Ćwiczę, więc jestem


Hey ludziska!
Ostatnia notka była naszpikowana różnymi ciężkimi przemyśleniami, dlatego dziś, dla odmiany, coś lżejszego. Chciałbym podjąć temat szeroko rozumianej aktywności fizycznej: rehabilitacji, ćwiczeń, oraz ogólnie dbania o swoje ciało. Wymieniłem te rzeczy nie bez powodu oczywiście ;) Jak to miewam w swoim CrazyWillowym stylu, chcę wziąć uwagę zarówno tych sprawnych jak i tych sprawnych inaczej ;) ponieważ dotyczą nas te same trudy i radości życia. I absolutnie nie mam na myśli tego, że wszyscy jesteśmy tacy sami, po prostu czerpiemy z wspólnej “puli” doświadczeń ;)

Ponieważ jestem absolwentem katowickiego AWF-u, mogę uchodzić za specjalistę w tej dziedzinie. Nie mogłem się powstrzymać - za każdym gdy razem to mówię, brzmi równie zabawnie: tak, studiowałem na AWF-ie ;) Ale spokojnie, nie zostałem wf-istą ;) Studiowałem na kierunku Zarządzanie w fizjoterapii i sporcie os. niepełnosprawnych, więc siłą rzeczy dyskutowaliśmy tam o aktywności fizycznej, profilaktyce, porównywaliśmy, jak to wygląda w naszym i innych krajach. Jeszcze kilka lat temu nie było u nas z tym najlepiej, ale od pewnego czasu można zaobserwować taki boom, modę na bycie fit, co wiąże się z treningami i odpowiednią dietą. 
Materiałów na temat diety, treningów i motywacji jest w internetach cała masa i wciąż ich przybywa. Nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest to już pewnego rodzaju subkultura, na którą składają się różne zachowania. Mamy więc robienie zdjęć sobie (aby pokazać efekty treningów), czy też przygotowanym przez siebie zdrowym posiłkom (jedzenie bez fotki na Instagrama się nie liczy c’nie? ;) ) i wrzucanie ich w sieć. Mamy też chwalenie się poprzez urządzenia mobilne w jakim czasie przebyliśmy jaki dystans biegnąc, jadąc rowerem czy nawet płynąc. Internet, oprócz przydatnych informacji, zawiera również wiele różnych haseł związanych z tym trendem, od takich jak “najpierw masa później rzeźba” czy też bardziej zabawnych “co będziesz robił w sylwestra? biceps i klatę” ;) Pragnący być fit tworzą społeczność, którą łączy pasja prowadzenia zdrowego stylu życia i body buildingu, w której wymieniają się własnymi doświadczeniami i trenują ramię w ramię, wpierając się wzajemnie.
Zauważyłem również, że coraz więcej nawet starszych osób zaczyna maszerować z kijkami do Nordic Walkingu. Mimo, że często robią to w nieprawidłowy sposób, to liczy się przede wszystkim, że CHCĄ pokonać dystans dłuższy niż ten z domu do kościoła czy sklepu. Do tego oddychają świeżym powietrzem, mają szanse rozruszać i trochę rozciągnąć zastane ścięgna i mięśnie, od wysiłku poprawia się krążenie - mogę się założyć, że dzięki temu ci ludzie będą spędzać mniej czasu w i tak już za długich kolejkach do wszelkiego rodzaju lekarzy ;) Można zatem spokojnie stwierdzić, że z aktywnością fizyczną w naszym kraju jest coraz lepiej :)

Jeśli chodzi o moją własną aktywność fizyczną to, jak pewnie wiecie, jako osoba niepełnosprawna dla utrzymania swojej formy przechodziłem w życiu nie jedną rehabilitację, a w tej chwili jeździ do mnie dwa razy w tygodniu bardzo sympatyczna rehabilitantka ;) Ale to nie wszystko co robię. Ze dwa lata temu uświadomiłem sobie, że młodszy już, niestety, nie będę, silniejszy też nie, więc żeby utrzymać jak najdłużej mój stan muszę ćwiczyć nie tylko dwa razy w tygodniu, a codziennie, na własną rękę. I tak już od tych prawie dwóch lat ćwiczę sobie od poniedziałku do soboty, niedzielę, jak przystało ;) zostawiając sobie na odpoczynek lub jako taki dzień buforowy - jeśli nie uda mi się poćwiczyć w którymś dniu, nadrabiam to w niedzielę ;) Teraz już się przyzwyczaiłem, ale początki naprawdę były trudne i kosztowały mnie wiele samozaparcia i silnej woli. Do tego ograniczyłem węglowodany i napoje słodzone, teraz piję głównie wodę (w tym także ognistą ;) ). Ale warto było, bo teraz czuję się lepiej, trochę schudłem i w dodatku prawie w ogóle nie choruję, mimo że wcześniej choróbska dopadały mnie dość często. Jestem już na takim etapie, że jeśli z jakiegoś powodu nie poćwiczę, mam wyrzuty sumienia, co jest niezłą motywacją ;) Czy można to nazwać uzależnieniem od endorfin? ;)

Kolejnym impulsem do poruszenia tego tematu byłą moja niedawna rozmowa z mamą pewnego chłopca, niestety również chorego na zanik mięśni. Obsypany przez nią komplementami: że dobrze wyglądam, że wyszczuplałem, odpowiedziałem, że pracuję na to, ćwicząc codziennie. Skwitowała to stwierdzeniem, że podziwia, bo sama chciałaby trochę potrenować, ale nie potrafi się do tego zmobilizować. To dało mi do myślenia, bo faktycznie - kto nie miał, albo nie ma, problemów z motywacją? Wydaje mi się, że znajdzie się tylko garstka takich osób. Co więc jest moją motywacją? Moją motywacją jest moje życie, bo nie ćwiczę, jak ktoś fizycznie sprawny, dla formy czy lepszego wyglądu. W moim przypadku chodzi o to, że chcę utrzymać się w jak najlepszej kondycji fizycznej, aby jak najdłużej móc żyć komfortowo. A czy tak się stanie zależy tylko i wyłącznie ode mnie, bo mój los spoczywa w moich rękach. 
Oczywiście, każdy powód jest dobry, aby dbać o swoje ciało, zdrowie i kondycję ;) Jeśli więc chcesz zawalczyć o siebie, o swoje ciało to myślę, że naprawdę warto. Już nawet pomijając wszystkie pozytywne aspekty zdrowotne, pomyślcie, jakie to musi być zajebiste uczucie, kiedy po wielu wyrzeczeniach, kilkudziesięciu tygodniach solidnego wysiłku, gdzie wylaliście hektolitry potu, pochłonęliście jeszcze większe ilości wody, stajecie przed lustrem i wyraźnie widać efekty Waszej ciężkiej pracy. Jak tu się nie cieszyć, gdy widać, że te wszystkie wysiłki przyniosły efekty? Mówi się, że wszystko co jest dla nas ważne, warte jest wysiłku i zgadzam się z tym powiedzeniem w 100% :)
Zatem, mimo, że moje mięśnie się nie regenerują ("CrazyWill na wojennej ścieżce."), a tych, które mi pozostały, nie mogę zbytnio przemęczać, nie jestem zazdrosny o wysportowane sylwetki. Jestem za to pełen podziwu dla wszystkich tych, którzy podjęli wyzwanie i osiągnęli sukces :)

Podsumowując, zgadzam się, że niedostateczna motywacja może być przeszkodą do zadbania o siebie poprzez wysiłek fizyczny. Nie jest to droga łatwa, a na samym początku może wydać się bardziej niż mało przyjemna, o czym przekonałem się na własnej skórze ;) Warto jednak pamiętać o tym, że nasze życie i zdrowie leży w naszych rękach, a życie przecież, przynajmniej w tej formie, w której się teraz znajdujemy, mamy tylko jedno. Jeśli ktoś akceptuje siebie samego i jest szczęśliwy - okej, fajnie, ale jeśli jest inaczej, to wyjście z naszej strefy komfortu i podjęcie wyzwania jest możliwe i warte tego “garnuszka z złotem” po drugiej stronie tęczy ;) Człowiek bardzo często bywa taką szczwaną “bestią”, że kiedy bardzo czegoś chce i się uprze, potrafi dojść do wyznaczonego sobie celu - tak przynajmniej uważam, ale jestem gotów podyskutować na ten temat, jeśli się ze mną nie zgadzacie :) Jak to mówi Robert Burneika (Hardkorowy Koksu), od którego sam bardzo chętnie bym ukradł trochę masy mięśniowej ;) NIE MA LIPY! Nie może być lipy ;)

Jak zawsze bardzo się cieszę, że czytacie te moje wypociny ;) wiem też, że łatwiej powiedzieć/napisać niż zrobić, dlatego nie wiem jak Wy, ale ja zaraz idę poćwiczyć, bo od tego całego pisania nabrałem na to ochoty ;) Może sami się przekonacie, że w końcu staje się to czymś, bez czego nie można żyć :) Pozdrawiam i życzę Wam silnej woli, wiele determinacji i dyscypliny w wszystkim co robicie! :)

Pamiętaj
W wysiłku moc, w wysiłku siła
bądź nie do zdarcia, jak diamentowa piła xD

4 komentarze:

  1. Naprawdę cię podziwiam, że mimo takich przeciwności się nie poddajesz :) Jesteś jednak uzbrojony w wielkie siły psychiczne, bo niektórzy, niestety, nie mają tej "mocy" i nie potrafią zrobić czegoś ze sobą. Mam styczność właśnie z taką osobą, której chcę pomóc, ale jest tak słaba wewnętrznie, że czasem ręce opadają. Gratuluję ci tego, że wciąż się nie poddajesz i życzę ci jeszcze więcej siły i motywacji, bo nie jesteś gorszy od jakiegokolwiek innego człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle bardzo dziękuję i jestem wdzięczny za tak miłe słowa, aczkolwiek ja po prostu staram się robić swoje i oto cała moja filozofia :) Życzę osobie, której chcesz pomóc wiele sił, bo na pewno ma je w sobie a Tobie dużo cierpliwości :) Pozdrowienia :)

      Usuń
  2. Ja ćwiczę,bo po porodzie mi zostało tu i owdzie, ale również dlatego, że bolą mnie plecy. Ćwiczenia wzmacniają o przez to czuje się lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejny dowód że warto ćwiczyć :)

      Usuń