poniedziałek, 9 czerwca 2014

Wyobraź sobie...

                                                           
Dziś postanowiłem zabrać się za temat, który dotyczy naszego wnętrza, psychiki, wyobraźni. Wnętrze to bywa skomplikowane, a emocjom i uczuciom przypisujemy przenośnie i metafory, zrozumiałe często tylko dla nas samych. Dlatego wybaczcie, jeśli nieco poniosą mnie dziś skrzydła wyobraźni. A że czasem trzeba poczuć, nie zrozumieć, więc mam nadzieję, że zabierzecie się ze mną na ten lot i że razem ze mną spojrzycie na to z mojej, CrazyWillowej, perspektywy. 

Mówi się, a potwierdza to doświadczenie, że kiedy jeden ze zmysłów przytępia się bądź całkowicie wysiada, w zamian inny zmysł ulega wyostrzeniu. Najbardziej znanym przykładem jest utrata wzroku - w takiej sytuacji najczęściej polepsza się słuch, więc gdyby ktoś chciał obgadać niewidomego, że jego biała laska jest mało stylowa, to nie radzę ;) Takie swoiste przystosowanie organizmu sięga oczywiście dalej: praworęczna osoba straciła głównodowodzącą rękę? Po jakimś czasie mózg będzie w stanie zaadaptować w jej miejsce lewą, która przystosuje się i będzie tak samo sprawna, jak niegdyś prawa. Można, to także zobaczyć na przykładzie osób całkowicie pozbawionych kończyn górnych, które praktycznie wszystko robią stopami, traktując je niemalże jak dłonie. Widać więc, że człowiek jest organizmem żywym, który szybko potrafi się dostosować do zaistniałych warunków.

A teraz spójrzmy na przykład, hmmm, no nie wiem, na mnie? Tak, na mnie ;) 
Moje ciało słabnie w całości i równomiernie, i jeśli chodzi o przystosowywanie się do tej sytuacji oczywiście także to robię, ale im bardziej słabnę, tym mniejsze mam pole manewru. Jeśli chodzi o moje zmysły, określiłbym je jako przeciętne - żaden z nich nie jest wybitny od urodzenia, a nigdy nie straciłem żadnego, żeby inny rozwinął się w zamian. W takim razie, czyżby nic, w żaden sposób, nie kompensowało mojego braku sprawności? Cóż, myślę, że coś takiego jednak jest. Silnie wykształciła się u mnie wyobraźnia, którą osobiście uważam za zmysł - choć totalnie nieempiryczny, tj. nie wliczający się w nasze zmysły poznawcze. W praktyce wygląda to tak, że tam, dokąd nie jestem w stanie wejść, na grzebiecie ogromnego czerwonego smoka poniesie mnie wyobraźnia. Na jej skrzydłach mogę wzlecieć tam, gdzie inni nie mogą.

Jest czwartek, godzina w zasadzie tak późna, że już prawie piątek (no i wydało się, że piszę post kiedy mam natchnienie, a nie w poniedziałkowy poranek ;) ). Można by więc pomyśleć, że piszę post siedząc w swoim pokoju, w słuchawkach rozbrzmiewa muzyka, a moimi jedynymi towarzyszami są lampka nocna i księżyc za oknem, ale to nieprawda. Co jakiś czas przymykam oczy i wtedy widzę siebie na bardzo wysokiej wieży, jestem okryty długim czarnym płaszczem ze szpiczastym kapturem, a z ust co jakiś czas wylatuje mi obłoczek pary. Pode mną rozpościera się ogromne miasto, końca którego nie potrafię dostrzec. Nazwijmy je Życiem. Nie jest ono miastem jutra, czy też wczoraj, tylko dziś. Zwrócony jestem ku północy, lecz na zachodzie widzę złowrogie czerniące się chmury wróżące niepogodę i grozę, a na wschodzie, na linii horyzontu, ledwo dostrzegalne blade światło, zapowiadające rychłe nadejście poranka, a wraz z nim nowych nadziei i szans na lepsze jutro. Przyglądam się uważnie temu miastu i wsłuchuję w jego dźwięki. Myślę o każdym mieszkańcu z osobna i o wszystkich na raz, zastanawiając się czego pragną i czego oczekują od życia, co chciałbym im powiedzieć, przekazać. Taką oto wizję jestem w stanie wygenerować w swojej głowie w ciągu sekundy - i to beż żadnych środków wspomagających ;)

- I co ci, chłopie, po całej tej wyobraźni? - pada pytanie z widowni. Z fizycznego punktu widzenia, racja, zupełnie nic. Ale nie szkodzi, bo uważam, że o człowieku nie świadczy jego zewnętrzna powłoka, tylko jego sposób myślenia, rozwinięta sfera emocjonalna i przede wszystkim psychika, powiązana z naszą osobowością A to wszystko wspomagają różne czynniki, w tym właśnie wyobraźnia, mogąca pomóc uporać się z problemami dotyczącymi naszego wnętrza. Zapytacie, w jaki konkretnie sposób?
Cóż, zacznijmy od tego, że najgorzej mieć niewidzialnego wroga, na przykład nieuleczalną chorobę: komu za to przyłoić? kogo winić? gdzie szukać sprawiedliwości? Kiedy brak materialnego odpowiednika, człowiek samotnie miota się między tymi pytaniami. A ja, dzięki wyobraźni, materializuję sobie w głowie tego mojego wroga, tak samo jak inne demony, które mnie nękają. Od lat prowadzę z nimi heroiczną i zawziętą walkę, mocno dzierżąc oręż w moich dłoniach. To również przekłada się na mój wojowniczy styl bycia w stosunku do wszelkich przeciwności losu, bo lepiej wrócić z tarczą, niż na tarczy. Jak już pisałem, myślę, że warto wyzwolić w sobie wewnętrznego, nieugiętego wojownika ;)

Czasem, kiedy przytłaczały mnie moje troski, to wyobrażałem sobie… a co mi tam, przyznam Wam, że dalej sobie wyobrażam (choć w tej chwili to może już mało dojrzałe), że mimo, że jestem chory i siedzę na wózku, posiadam jakąś super moc; posiadam coś, co czyniłoby mnie wyjątkowym. Co to nie było! Wspomnę tu przykładowo, moc telekinetyczną, umożliwiającą poruszanie różnych przedmiotów (m.in. koła wózka inwalidzkiego) za pomocą siły woli, zdolność lewitacji, umiejętność spoglądania w ludzkie umysły, umiejętność porozumiewania się z zwierzętami, a nawet, w pewnym bardzo niedojrzałym okresie, moc widzenia przez ubrania xD Snucie takich marzeń bardzo poprawia mi humor :D 

Powiedziałem wcześniej, że gdzie sam nie wejdę, poniesie mnie wyobraźnia i rzeczywiście tak jest, bez ściemy. Są miejsca, które bardzo chciałbym zobaczyć, ale są dla mnie niedostępne. A jednak, dzięki opowiadaniom znajomych, zdjęciom i wyczytanym informacjom, jestem w stanie, po zamknięciu powiek, wyobrazić sobie takie miejsce i przebywać w nim choć przez chwilę. Skoro nie mam zamiaru narzekać na to, że czegoś nie mogę, muszę sobie radzić jakoś inaczej ;)

Ale moja wyobraźnia to nie tylko mechanizm do kreacji irracjonalnych obrazów w mojej głowie, to także narzędzie do obserwacji świata i wyjaśniania pewnych wydarzeń czy zjawisk. Często jest tak, że nie muszę się zastanawiać, ja po prostu widzę wyjaśnienie, które pojawia się w mojej głowie i już. Potrafię w prosty sposób wyobrazić sobie przebieg zdarzeń. Dodatkowo pomaga mi w tym moja wrodzona ciekawość świata: już siedząc w wózeczku dziecięcym, potrafiłem gapić się z otwartą buzią na byle spadający liść. Nie miałem wtedy oczywiście jeszcze bladego pojęcia o efekcie motyla i nie zastanawiałem się (jak teraz mi się zdarza), czy akurat ten spadający liść może np. przyczynić się do powstania tsunami w Azji, ale na pewno myślałem coś w stylu “łał liść spada, dlaczego? co się dzieje? jak?” xD Najwyraźniej już od dziecka moja wyobraźnia silnie rwała się do pracy ;)

Chciałem Wam przekazać to wszystko, ponieważ jestem mocno przekonany, że wyobraźnia to naprawdę wielka siła, dzięki, której możemy widzieć świat w zupełnie innych, bardziej soczystych, barwach ;) Dzięki niej życie może stać się zabawniejsze, lżejsze i przyjemniejsze ;) dlatego warto tę siłę w sobie rozwijać. Uważam, że dobrze jest docenić wyobraźnię jako taki pozytywny dopalacz w naszym życiu ;) Zatem, na zakończenie poradzę Wam tylko tyle: OTWÓRZCIE bramy UMYSŁU jak najszerzej :) Trzymajcie się ciepło!

Pamiętaj!

W Twojej jaźni istnieje bogaty świat wyobraźni

Nie ręką, nie nogą, tylko swoją głową ;)

2 komentarze:

  1. Uwielbiam ludzi, którzy cenią sobie własne wnętrze i się z nim "zaznajamiają" :)
    Myślałeś kiedyś o pisaniu opowiadań? Zwłaszcza fantastycznych ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trafiłaś w dziesiątkę Carolyn-o ;) a owszem myślałem o pisaniu, nie tylko opowiadań i ciągle o tym myślę może coś z tego wyjdzie :) na pewno bardzo bym tego chciał :)

      Usuń