poniedziałek, 28 lipca 2014

Z i pod górę


Hey ludziska!
Już dawno nie pisałem posta w tak przyjemnych warunkach: słońce świeci, małe obłoki fruną po intensywnie błękitnym niebie, a zimny kufel pokryły wielkie krople wody. Palce stukają leniwie, lecz nieprzerwanie o klawiaturę. W to mi graj! :)

I znowu wylądowałem w mojej ulubionej Wiśle, tym razem na dwa tygodnie w celach rekreacyjno-rehabilitacyjnych ;) Jak Wam pewnie wiadomo, Wisła leży w górach, a dokładniej w Beskidzie Śląskim. A jaki jest mój CrazyWill-owy stosunek do gór? Uwielbiam góry, lubię ten specyficzny klimat, a w dolinie, otoczony górami, czuję się bezpieczny i chroniony niczym otoczony murami gigantycznej twierdzy (choć jest to pewnie złudne, gdyż siły natury potrafią być nieprzewidywalne). W górach zawsze poznaję ciekawych ludzi, a imprezy są przednie ;) Ale plusy plusami, a największym minusem gór jest oczywiście nieubłagana FIZYKA: siłą rzeczy nie ma tu jednego poziomu i człowiek może porządnie się zmęczyć przez te wszystkie podjazdy i zjazdy. No, w moim przypadku bardziej zmęczyć się mogą osoby, które mi pomagają ;) Kiedyś mój przyjaciel w ciągu tygodnia spędzonego wspólnie w Wiśle częściowo starł sobie podeszwę w nowych trampkach od zwożenia i wwożenia mnie z i pod górę (droga brukowana), było to dosyć zaskakujące xD
W ramach przypomnienia z mojego małego poradnika prowadzenia wózka inwalidzkiego dla początkujących i osób o mniejszej tężyźnie, najlepszym sposobem na zwożenie wózkersa z ostrej stromizny jest zjazd tyłem.
Oczywiście są osoby (min. paraplegicy - uszkodzenie rdzenia kręgowego) które na wózku poradzą sobie same z takimi naturalnymi przeszkodami terenowymi (biedne opony :D). Są również wózkersi, którzy wybierają się na górskie szlaki i to nierzadko z użyciem specjalnego sprzętu. Co prawda nie do końca wiem, jak to wygląda, bo nie interesowałem się dostatecznie mocno tym tematem, ale pewnie to nadrobię i może opiszę w jakimś typowo górskim poście ;) Cóż, ten rodzaj rekreacji dla wózkersów zakwalifikowałbym do kategorii hardcore xD

Tak jak kiedyś, znów mam dla Was (choć tym razem tylko jedno) dosyć przyjemne dla mnie wydarzenie z pobytu w Wiśle. Szukaliśmy noclegów dla naszych znajomych, którzy mieli nas odwiedzić w weekend (w którym zresztą rozpoczynał się Tydzień Kultury Beskidzkiej, dlatego też nie było o nie łatwo). Akurat czekałem na mojego brata przed budynkiem Restauracji Ogrodowej i nagle podjeżdża samochód, z którego wysiada facet w okularkach w wieku między 50 a 60 lat. Był on prawdopodobnie właścicielem owej nieruchomości, bo podszedł do mnie, przywitał się bardzo serdecznie, po czym zaczął się tłumaczyć, dlaczego nie mają podjazdu. Widać było, że jest lekko zakłopotany, więc szybko mu przerwałem, bo nie lubię, jak ktoś się przede mną tłumaczy. Powiedziałem, że nie ma sprawy, bywało gorzej, a tutaj jest tylko pięć schodków. Było to miłe nie dlatego, że się tłumaczył, tylko bo mógł przecież mnie zignorować, a jednak przejął się; moje problemy związane z architekturą nie były mu obojętne. Po takiej sytuacji wzrosła moja wiara w ludzi i dzień od razu stał się lepszy ;) 

Dzięki, że zawitaliście do mnie poczytać :) Następny post pewnie dalej będzie urlopowy, może wrzucę trochę zdjęć, bo mało się tutaj pokazuje ;) Pozytywnego dnia ludziska! 

Pamiętajcie!
Z góry czy pod górę, ostro dajesz, nie przestajesz! xD
_______________________________________________________________________________________________
Serdeczne pozdrowienia dla mojej ulubionej barmanko-fryzjerki (dziewczyna "orkiestra") z Wisły :D

poniedziałek, 21 lipca 2014

Szybciej, dalej, mocniej!

 Skating na wózku inwalidzkim + salto w tył                                                  

                                                                                       Skok z spadochronem
 Narciarstwo na Sit-ski
                                                                                       Downhill
 Skok na Bungee

Hey ludziska! :)

Dużo pisywałem tu na swój temat, ale dosyć tego samouwielbienia - dziś będzie notka zadedykowana innym osobom niepełnosprawnym poruszających się na wózkach inwalidzkich. Ponieważ jest to bardzo długie i do bólu neutralne określenie, umówmy się że takich jegomości będę nazywał po prostu WÓZKERSAMI. Brzmi to prosto, zwięźle, no i groźnie, niczym nazwa członka jakiegoś gangu motocyklowego ;) Grupa, o której dzisiaj chcę pisać jest mała ale bardzo bardzo specyficzna - są na tyle crazy, żeby wzmianka o nich pojawiła się na CrazyWillu ;) A mowa o wózkersach uprawiających sporty ekstremalne.
Zapytacie, jakie sporty ekstremalne mogą uprawiać wózkersi? Otóż, między innymi, skok z spadochronem, na bungee, skating na wózku inwalidzkim z ewolucjami w powietrzu, zjazd ze stromego, ośnieżonego zbocza na Sit-ski, downhill na specjalnie dostosowanym wózku i inne.

Ktoś zapyta, po co narażać swoje życie, skoro człowiek już wylądował na wózku i przeżył sporą dawkę życiowej traumy? Czy ci ludzie to jacyś szaleńcy, samobójcy bez instynktu samozachowawczego? To takie hobby - usiłowanie zrobienia sobie krzywdy?
Cóż, niektórych pewnie rozczaruje, że zupełnie nie o to chodzi w sportach ekstremalnych. Tu chodzi raczej o stawianie sobie wyzwań i przesuwanie granicy ludzkich możliwości, o udowadnianie, że możemy więcej. Gdy udaje się zrobić coś, co dotąd leżało na skraju naszych możliwości, zwykła ludzka ciekawość popycha do tego, by sprawdzić czy może uda się zrobić coś jeszcze bardziej ryzykownego. Co zatem popycha ludzi do ekstremalnych wyczynów?
Są takie charaktery, które potrzebują silnych emocji aby normalnie funkcjonować. Takie osoby, nie zawsze zdając sobie z tego sprawę, bardzo często wybierają zawody podwyższonego ryzyka lub uprawiają sporty ekstremalne. Przykładowo, strażak bądź policjant, który przeżył niejedną ciężką akcję, w kolejnej ma pecha - dochodzi do wypadku, który sadza go na wózku inwalidzkim. Niby po wypadku wszystko się ułożyło, bo człowiek ten ma silny charakter i kochającą rodzinę, która się nim zaopiekowała, ale mimo wszystko zaczyna czuć się coraz bardziej nieszczęśliwy nie potrafiąc racjonalnie wyjaśnić tego stanu rzeczy. A, to jego psychice po prostu brakuje silnych emocji, na które był narażony przez cały czas swojej ryzykownej pracy i poszukuje odpowiedzi na temat tego czym może zapełnić tę pustkę. W końcu okazuje się, że najlepszym relaksem dla takiej osoby jest przypięcie się do wózka i skok na spadochronie prosto z wysokiego mostu :D
Kolejnym powodem, dla którego wózkersów ciągnie do uprawiania sportów ekstremalnych może być ich własne poczucie wyjątkowości, wartości i pewności siebie - bo, mimo swoich fizycznych ograniczeń, robią coś szalonego, coś na co niewielu ludzi w ogóle (biorąc pod uwagę ilu nas żyje na Ziemi) ma odwagę się porwać.
Takie sporty mogą również pełnić rolę terapii szokowej w razie lęku pourazowego. Czasami, żeby pozbyć się lęku, trzeba się w nim zanurzyć po sam czubek głowy ;) Swoją drogą, wyobrażacie sobie, jak bardzo zawzięty musiałby być ktoś, kto przez sporty ekstremalne przestał chodzić, ale mimo wszystko dalej je uprawia? Człowiek z takim charakterem to chyba zawsze będzie się trzymał tego, co sobie postanowił ;)
Nie można również zapomnieć o adrenalinie, która buzuje we krwi i eksploduje w głowie niczym fajerwerki, wywołując nagły przypływ sił. Co prawda, istnieje możliwość uzależnienia się od adrenaliny, a jak wiadomo, żaden nałóg nie jest zdrowy. W tym wypadku może wiązać się ze złą oceną podejmowanego ryzyka bo liczy się tylko ten konkretny stan (adrenalinowy haj). Cóż, jak wiadomo, wszystko w życiu ma swoje plusy i minusy ;) Największym minusem jest oczywiście samo podejmowane ryzyko, ale jeśli jest to pasja, coś co pozwala nam żyć i szczęśliwie funkcjonować na co dzień, to kto wie, może jednak warto zaryzykować, mimo świadomości, że jeśli coś pójdzie źle to np. spadniemy z dużej wysokości i zostanie z nas taki gulasz węgierski ;) Dzięki świadomości zagrożenia, zwolennicy adrenaliny zwykle charakteryzują się wysoką odpornością psychiczną i potrafią odnaleźć się w trudnych sytuacjach. Jak znajdziecie się w niebezpiecznym położeniu obok mając “ekstremistę” to macie ogromne szczęście, bo prawdopodobnie zachowa zimną krew i coś wymyśli ;)

Nie powiem Wam czy sporty ekstremalne są dobre czy też nie - tak, jak zapewne większość z Was, jestem tu jedynie obserwatorem, więc mogę przedstawić jedynie swoje poglądy i przemyślenia. Osobiście bardzo podziwiam wózkersów (i nie tylko) którzy robią tak ekstremalne rzeczy. W niebezpieczne klimaty ciągnie mnie, jak przypuszczam, zbuntowana dusza ;) Liczy się również możliwość pokazania, że wózek to tylko urządzenie do poruszania się. Jest też w tym pewien elitaryzm, spowodowany właśnie tym że, jak już pisałem, mały odsetek ludzi uprawia tego typu sporty ;) Poza tym z powodu mojej słabości mięśniowej trochę brakuje mi silniejszych emocji ;) Kiedyś miałem pomysł jak to zmienić. Wymyśliłem downhill (zjazd z góry) po drodze asfaltowej z specjalnie skonstruowanymi w tym celu hamulcami (nie mam na tyle silnych rąk, aby z takich stromości skutecznie hamować rękami). Ryzyko tu jest związane z dużą prędkością, serpentynami i tym że hamulec, jak to urządzenie, może zawieść. Ale zrezygnowałem z tego pomysłu i to nie dlatego, że nie potrafiłbym podjąć wyzwania ani też nie przez samą wizję urazów. Problem tkwi w tym, że moje ciało przy genetycznym zaniku mięśni nie poradzi sobie z regeneracją po większych urazach, a to już brzmi niemal jak życzenie sobie śmierci (a bliskim dodatkowych kłopotów). A ja, oczywiście, nie życzę jej sobie w ogóle ;) Zatem, jak zwykle, pozostaje mi moja bujna wyobraźnia i kibicowanie innym :)
Co do wszelakich sportów ekstremalnych, wiem jedno: jeśli coś kochasz i się przy tym spełniasz nie robiąc nikomu krzywdy to myślę, że warto, nawet jeśli wiąże się to z pewnym ryzykiem. Lepiej wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności i fakty zanim nazwie się kogoś kompletnym świrem, chyba, że pozytywnym ;) 

Mam nadzieje że troszkę przybliżyłem Wam tematykę sportów ekstremalnych, przynajmniej od tej psychologicznej strony ;) Zauważcie, że nawet osoba, która nie jest w stanie chodzić, mimo wszystkich przeciwności również potrafi wzbić się na wyżyny ludzkich możliwości. Temat crazy to i CrazyWillowo Was pozdrawiam, do następnego, ludziska!

Pamiętajcie!
Jeśli potrafisz podjąć wyzwanie,
to niewiele rzeczy na drodze Ci stanie ;)











poniedziałek, 14 lipca 2014

O tym co w duszy gra


Hey ludziska! 

Witajcie na początku tego nowego tygodnia :)
Muzyka jest niewątpliwie ważnym elementem kultury, a założę się, że dla wielu osób także ważnym elementem życia. Nie inaczej jest w przypadku CrazyWilla ;) dlatego dziś opowiem Wam, czym jest dla mnie muzyka i jaką rolę pełni w moim życiu.

Muzyka towarzyszy mi odkąd pamiętam i nigdy nie była mi obojętna. Oczywiście, nie bez znaczenia jest rodzaj tej muzyki. Nie jestem zamknięty na różne style muzyczne, jednak najbardziej bliskie mojemu sercu są rock i metal. 
Zapytacie, czemu akurat takie mocne klimaty? 
Cóż, wózek inwalidzki w dużej części składa się z metalu, więc czego innego mógłbym słuchać? xD A gdyby jeszcze dołożyć do tego efekty pirotechniczne rodem z koncertu Rammsteina, byłbym naprawdę spełniony (co prawda byłaby duża szansa na to, że mnie rozerwanie na kawałki lub podpali, ale czasem warto zaryzykować :D).
No dobrze, a teraz już na poważnie. No, w każdym razie poważnie jak na CrazyWilla ;)
Mocna muzyka odpowiada mojemu zbuntowanemu charakterowi, o którym to już nieco Wam pisałem. Można powiedzieć, że muzyka metalowa/rockowa to paliwo dla moich szalonych czterech kółek :) Odpowiednia moc tej muzyki sprawia, że gdy słyszę smakowity riff, zaciskam pięści i zęby, opony zaczynają płonąć, a głowa staje w płomieniach niczym u komiksowo-filmowego GhostRidera. W takim momencie nie liczą się smutki, trudy dnia codziennego ani to, że oglądam świat z perspektywy wózka. Jest tylko tu i teraz, jest tylko pragnienie, by przeć do przodu, niczym niepowstrzymany wojownik przez zastępy swoich wrogów (jak wyobrażam sobie różne przeciwności). W takich momentach czuję, że mogę naprawdę wiele ;) Wierzcie bądź nie, ale muzyka potrafi zahartować człowieka niczym wprawny kowal stal ;) Muzyka, w szczególności ta metalowa, porafi wykrzyczeć za mnie to, co naprawdę mnie wkurza, frustruje i boli. Czuję jak niemal dosłownie złość jest wyrywana ze mnie kawałek po kawałeczku, oczyszczam się, to niemal jak taki mentalny płacz ;) Dzięki temu nie przelewam negatywnych emocji na otoczenie, a przecież o to chodzi, czyż nie? :)

Gdy tak dzielę się z Wami, czym dla mnie jest muzyka, nachodzą mnie wspomnienia z lat młodzieńczych, kiedy to bardzo często chodziłem ;) na małe koncerty w pubach. Miałem wtedy piękne, gęste i długie włosy, którymi, jak to się mówi, “zamiatałem” podłogi ;) Po wieczorze koncertowych szaleństw zwykle byłem obolały i zmęczony, ale szczęśliwy i chciałem więcej ;) Wspominam o moich włosach, ponieważ nie były one dla mnie tylko manifestacją buntu czy symbolem muzyki, której słucham. Było w nich również coś mistycznego. Czasem myślałem, że niczym u biblijnego Samsona, moja siła pochodzi właśnie od nich i miałem wrażenie, że jeśli je zetnę, stracę całą moją moc. Lecz cóż, w końcu nadszedł dzień, w którym już nie bardzo radziłem sobie z dbaniem o nie i dla wygody je obciąłem. Nie była to dla mnie łatwa decyzja, bardzo się wahałem, ale życiowy pragmatyzm pomógł mi dokonać wyboru i - na szczęście - okazało się, że razem z włosami nie utraciłem swojej siły. Uff ;)

Wracając do tematu muzyki - na pewno gdyby nie ona, inne byłoby moje podejście do świata i z pewnością nie byłbym tą samą osobą, którą jestem. Muzyka przyczyniła się również do stworzenia tego bloga - a konkretnie kawałek rockowej kapeli Luxtorpeda “Hymn”, który możecie zobaczyć po prawej stronie :) Utwór ten został napisany specjalnie dla drużyny niepełnosprawnych rugbystów Balian. Z czystym sumieniem mogę Wam polecić całą twórczość Luxtorpedy, którą sam bardzo lubię ;) jednak właśnie ten konkretny utwór dał mi naprawdę mocnego kopa w dupę, żeby postarać się zrobić coś fajnego. To między innymi dzięki niemu mogę powiedzieć, że się spełniam, tworząc ten CrazyWillowy blog i nie chciałbym zamienić tego na nic innego :)

Parafrazując znane powiedzenie: muzyka nie pyta, muzyka rozumie. Wiem, że odbiór muzyki jest bardzo indywidualną sprawą i każdy rodzaj muzyki działa w inny sposób na daną osobę. A w jaki sposób Was napędza muzyka? Odpowiedzi w komentarzach tu na blogu bądź na facebooku mile widziane, jeśli oczywiście zechcecie się podzielić ze mną tą wiedzą tajemną :)

Także, moi drodzy, odpalajcie wszelki sprzęt audio z swoimi ulubionymi utworami i życzę Wam miłego dnia pod znakiem muzyki, która przemawia do Was ;) Nie dajcie się!

Pamiętajcie!
“Wiara, siła, męstwo - to nasze zwycięstwo!”
- Luxtorpeda, “Hymn”

niedziela, 6 lipca 2014

Wakacyjna przygoda

Hey ludziska! xD

Chciałem dziś napisać krótką notkę. Już parę razy miałem taki zamiar i zwykle nic z tego nie wychodziło. Tkwiące w mojej dłoni wirtualne “pióro” bardzo często porywa mnie na na nieznane tereny, które z wielką chęcią odkrywam. Bardzo się cieszę, że nigdy nie przeżywam tej przygody sam: z Wami, drodzy Czytelnicy, jest o wiele raźniej ;) 

A propos przygód, chyba zgodzicie się ze mną, że największą ich kopalnią są wakacje, które zresztą rozpoczęły się ponad tydzień temu. Co prawda, na początku pogoda niestety nie dopisała, ale nie martwmy się na zapas - pewnie jeszcze będziemy mieli okazje ponarzekać na hiszpańskie temperatury ;) 
No dobrze, jak lato, wakacje, to wiadomo - mnóstwo pomysłów na miłe spędzenie czasu i na wspomniane wyżej przygody :) Ale niestety, jak to już w naturze bywa, istnieje również to ciemna strona mocy, związana z mniej przemyślanymi sposobami na spędzenie wolnego czasu, a które bardzo często kończą się wypadkami czy innymi, mniej groźnymi ale mało przyjemnymi konsekwencjami.
Ponieważ martwię się i dbam o moich Czytelników i inny bliskie mi osoby ;) dziś będą trochę jak ta stara reklama społecznościowa (stworzona z inicjatywy organizacji INTEGRACJA), którą za pewne większość z Was kojarzy: “płytka wyobraźnia to kalectwo”. Zdaję sobie sprawę, że nie raz opisywałem Wam jakie “rewelacyjnie” jest to moje życie na wózku inwalidzkim, ale absolutnie nie chciałbym, żeby ktoś w te wakacje uznał, że jest to niezły fun i poszedł w moje ślady ;) Tak naprawdę szalone rajdy na wózku są przereklamowane xD Nie idźcie w tę stronę!
Mógłbym zacząć tu mędrkować i pisać co wolno robić a czego warto unikać, ale uważam, że po pierwsze, każdy z nas ma swój rozum, a po drugie, wszystko, w granicach rozsądku, jest dla ludzi. Myślę też, że te niewątpliwe przyjemności jak zmiażdżone kręgosłupy, zawały serca, pogruchotane kości, porażenia, lepiej odłożyć na inny okres, nazwijmy go “nigdy” ;)
Wiem, że jest taki wiek, w którym najpierw się działa, a dopiero później myśli (sam to przechodziłem i chyba nawet nie do końca z niego wyrosłem ;) ) ale może lepiej czasem zatrzymać się na chwilę i przemyśleć sprawę, zanim będzie troszkę za późno, a teoretycznie dobra zabawa znienacka zamieni się w najgorszy koszmar.

Oczywiście, niewątpliwie znajdą się osoby, które nie wierzą w siłę umysłu i rozsądku jednostki, i uważają, że najlepszym sposobem na uchronienie kogoś od złego jest metoda zakazów i nakazów. Ja osobiście uważam jednak, że jest to metoda co najmniej mało skuteczna i na ogół daje odwrotny efekt niż powinna. Można to porównać do nauki znaków z alfabetu np. japońskiego: możemy się nauczyć je rozpoznawać i pisać, ale jeśli ktoś nie nauczy nas ich znaczeń, to nasze wysiłki na nic się zdadzą. Dlatego też sądzę, że dużo skuteczniejszą metodą jest nauka logicznego myślenia, pokazanie, że za każdą akcją podąża reakcja.
Wiem, że są wakacje, ale najwłaściwszym miejscem do takiego nauczania myślenia przyczynowo-skutkowego jest, tadam, szkoła (jęki i lamenty w tle), w której zbyt często naucza się rzeczy zupełnie w życiu nieprzydatnych. A gdyby tak, zamiast części tego, rozważać na konkretnych tematach lekcji przykłady wzięte prosto z życia? 
Fizyka. Temat gęstości i wyporności to doskonała okazja, by pokazać jak te właściwości działają na pływającego i skaczącego do wody człowieka. Przykładowe zadanie: oblicz, ile metrów głębokości powinna mieć woda, żeby Michał o masie m, skacząc z wysokości x metrów nie dotknął dna i nie zrobił sobie krzywdy.
Przy okazji, w konsultacji z nauczycielem/ką z biologii, można pokazać, jakie siły działają na kręgosłup człowieka w przypadku zderzenia się z dnem zbiornika wodnego i jakie są tego konswekwencje. 
Chemia/biologia. Alkohol. Można wyjaśnić, jak alkohol działa na nasz układ nerwowy i w jakie są kolejne stadia tzw. urywania filmu, gdy się przesadzi z procentami. Przy okazji, ponieważ upijanie się stanie się kolejnym nudnym tematem przerabianym na lekcji, straci powab zakazanego owocu i mniej będzie interesować zbuntowaną młodzież. Profit! ;)
W przytoczonych przykładach, młody człowiek oprócz tego, że poznaje fakty, uczy się łączyć ze sobą wiadomości z różnych dziedzin. Różne nakazy i zakazy przestaną być dla niego tylko, jak by to nazwał, “ględzeniem rodziców” kiedy pozna stojące za nimi fakty. Będąc nad jeziorem będzie w stanie ocenić, czy dana głębokość jeziora nadaje się do skoku do wody, czy też lepiej nie ryzykować. Nie jestem pedagogiem, ale myślę, że dobre i ciekawe przykłady nie tylko pomagają w nauce ale, jak starałem się pokazać, mogą także skutecznie wpłynąć na czyjeś życie oraz sposób myślenia.

No, mam nadzieje że w końcu udało mi się napisać coś w miarę krótkiego xD A dziś na zakończenie chciałbym wam życzyć abyście przede wszystkim wrócili cali i zdrowi z wakacji oraz urlopów i niech będzie to dla Was niezapomniany czas wypełniony epickimi przygodami, nowymi ciekawymi znajomościami, szerokimi uśmiechami, miłościami i wszystkim, czego tylko sobie życzycie. Odpoczywajcie umysłowo po wyczerpującym roku szkoły czy pracy, ale nie wyłączajcie mózgów całkowicie i bądźcie czujni ;) 

Pamiętajcie!
Jeśli oleju w głowie nie macie, to wnet na wózku zasuwacie xD