poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Sprawni w sieci



Hey ludziska! 

Zwykle piszę o rzeczach konkretnych i namacalnych, dlatego dzisiaj, dla odmiany, przeniesiemy się do wirtualnego świata ;) Już kilka razy wspominałem o przydatności komputera i internetu w życiu osób niepełnosprawnych, ale to zawsze było przy okazji postu o zupełnie innej tematyce. Dlatego też dziś chciałbym popisać trochę o tym, w jaki sposób ta konkretna technologia pomaga w życiu wózkersów i innych osób niepełnosprawnych w XXI w. 

Na początku od razu przyznam się, że chociaż pochodzę jeszcze z pokolenia, które dzielnie i z wielką radością bawiło się poza domem z innymi dzieciakami (zauważam, że teraz coraz trudniej o takie zachowania wśród dzieci), to spędzam naprawdę bardzo dużo czasu przed komputerem. Czas ten przeznaczam na pracę, kontakt z innymi ludźmi, pisanie postów ;) oglądanie filmów, słuchanie muzyki, granie i wiele, wiele innych rzeczy. Jednym słowem jest to moje drugie życie, tyle że w wersji elektronicznej. W cybernetycznym świecie jestem wolny i nie ograniczają mnie przeszkody architektoniczne, urbanistyczne czy słabość mojego ciała, ewentualnie jedynie szybkość transferu ;) Jest to oczywiście bardzo ważne dla kogoś niesprawnego ruchowo, ale bariery fizyczne to nie jedyne bariery, jakie potrafi znieść internet. Załóżmy, że ktoś dostał porażenia nerwów twarzy i nie dość, że jego mimika wygląda dosyć groteskowo, to w dodatku mowa jest bardzo niewyraźna. Taka sytuacja dotkliwie ogranicza komunikatywność. Zanim człowiek w takim stanie wypowie całe zdanie tak, abyśmy zrozumieli, trochę czasu jednak mija, a nie wszyscy mają do tego dostatecznie dużo cierpliwości. Poza tym, taki sposób mówienia od razu bywa kojarzony z upośledzeniem intelektualnym. To wszystko ma wpływ na diametralną zmianę w postrzeganiu tej osoby przez środowisko zewnętrzne. Ale, kiedy taki człowiek włącza komputer i zaczyna z nami rozmawiać za pomocą komunikatora tekstowego, mamy możliwość przejrzenia jego wpisów np. na tablicy facebooka, co się okazuje? Że to całkiem normalny, inteligentny, bystry i oczytany gość z bogatą osobowością :) Komunikatory i portale społecznościowe to oczywiście nie jedyna metoda na umożliwienie innym poznania nas samych, ale na pewno jest prostsza i szybsza od wielu bardziej staroświeckich metod, jak np. pisanie listów. W końcu internet niewyobrażalnie przyśpieszył wymianę informacji na świecie.
Osoby niepełnosprawne przez swoją sytuację bywają zamknięte w sobie i nieśmiałe. Tu, jak już wspominałem, wiele zależy od odporności psychicznej, nastawienia oraz otoczenia takiej osoby. Również w tym przypadku pomocą może służyć komunikator internetowy - bez konieczności bezpośredniego kontaktu twarzą w twarz, taka osoba najprawdopodobniej szybciej się otworzy i przełamie pierwsze lody co ułatwi kontakty w realu (poza internetem). Ja też, chociaż trudno mi zarzucić nieśmiałość, sporo do Was napisałem, zanim ujawniłem swoją twarz ;)

Następnym ważnym elementem życia, w którym może pomóc dostęp do globalnej sieci jest praca, bo w końcu za coś żyć trzeba ;) Na przykład ja z moją jednostką chorobową nie mam szans dostać się do miejsca pracy bez pomocy osób trzecich i tutaj ponownie z odsieczą przychodzi internet. Globalna sieć umożliwiła utworzenie tzw. zdalnych stanowisk pracy, gdzie pracę wykonuje się za pośrednictwem komputera i telefonu w domu lub z właściwie dowolnego miejsca na świecie. Nie trzeba wspominać, że dzięki posiadaniu własnej pracy człowiek nie musi być uzależniony finansowo od bliskich, a co ważniejsze, nie musi być na łasce państwa - szczególnie, kiedy świadczenia socjalne nie są zbyt wysokie.

Nie tylko praca oparta jest o platformy zdalne, w ten sam sposób można również się kształcić. W dzisiejszych czasach możliwe jest podjęcie studiów lub różnych kursów bez wychodzenia z domu. Takie możliwości stwarzają na pewno uczelnie wyższe; czy taki system istnieje gdzieś w gimnazjum czy szkole średniej - nie mam pojęcia. Z drugiej strony, czy młodsi ludzie potrafiliby się na tyle zdyscyplinować i sumiennie pracować, żeby taki typ kształcenia wypalił? Co do tego mam mieszane uczucia ;) Oczywiście, to nie jedyny sposób rozwijania się, w końcu internet to ogromna baza wiedzy. Chcesz się czegoś nauczyć? Nie ma problemu - po prostu tego poszukaj ;) Instrukcje, opisy, filmy instruktażowe, encyklopedie, mapy, słowniki - wszystko to można znaleźć w internecie i to zazwyczaj za darmo. A jednak, mając do dyspozycji te wszystkie jakże wspaniałe zasoby, często nasz czas potrafimy marnować na oglądaniu mało wnoszących w nasze życie materiałów i filmików.

Oprócz wykształcenia czy wiedzy, za pomocą internetu można rozwijać również swoje pasje i dzielić się nimi z szerokim gronem ludzi. Mogę Wam podać od ręki jeden bardzo dobry przykład, a mianowicie CrazyWillowy blog ;) Na pewno w taki sposób trudno zajmować się czymś związanym ze sportem bezpośrednio, np. grać w piłkę nożną, ale zawsze można o tym pisać, relacjonować mecze online, robić grafiki związane z tym sportem, udzielać się na forach sportowych itp. Myślę, że jest wiele dziedzin, które można rozbudować o działania w internecie. Nie ma więc co marudzić, że nie ma w sieci żadnego ciekawego zajęcia, bo przy takiej liczbie możliwości, to nawet statystycznie nie jest możliwe ;) Wystarczy tylko chcieć i zacząć od czegokolwiek :) Pamiętajcie, że w internecie wszyscy jesteśmy równi i każdy ma prawo do wyrażania swojego zdania (choć ma to i swoje minusy, jak można przekonać się po wejściu na dowolne forum dyskusyjne). Posiadanie hobby, jakiejś pasji w życiu jest ważne, bo to coś, co nas absorbuje, sprawia radość, satysfakcję, co pozwala na chwilkę zapomnienia w ferworze dnia powszedniego ;) 

Komputer i dostęp do internetu to nie tylko praktyczne rozwiązywanie spraw, spełnianie obowiązków i rozwój osobisty, ale także rozrywka. Mam na myśli oczywiście gry komputerowe, o których nie sposób nie wspomnieć. Uwielbiam wirtualny świat gier, ponieważ w nim też czuję się wolny, a ograniczenie wynika tylko i wyłącznie ze skończoności fabularnej czy teksturowej gry. Tam również wszyscy są równi (no, może nie licząc posiadaczy kont premium xD). Miło choć na chwilę zapomnieć o swojej fizycznej niedoskonałości i wcielić się np. w łowcę smoków czy członka wiekowego zakonu skrytobójców. Posiąść super moce, wyjątkowe umiejętności, wykazać się męstwem, odwagą czy bystrym umysłem i przeżyć historię pełną przygód i emocji, o które ciężko w prawdziwym życiu. Co prawda, ostatnimi czasy gram mniej, ponieważ przeznaczam czas na inne czynności (w tym na pisanie dla Was nowych postów xD), ale jeśli mam chwilkę i ochotę, bardzo lubię sobie pograć i uważam, że granie w granicach rozsądku jest dobrą rozrywką i sposobem na relaks, którego każdy z nas potrzebuje ;)

Chwała internetom! To dzięki nim niezależnie od tego, czym zaskoczy nas rzeczywistość: milionem schodów, ciasną windą, olbrzymi krawężnikami, jesteśmy w stanie aktywnie uczestniczyć w życiu bez opuszczania domostwa. Monitor stał się oknem na świat, i to znacznie większym, niż mogłoby się wydawać. Myślę, że warto z tego okna maksymalnie korzystać. Co prawda, wiadomo, że długie siedzenie przed monitorem krzywi kręgosłup, ale przecież można się pilnować i nie garbić, a samo siedzenie, cóż... w końcu nie robi mi wielkiej różnicy xD Tak już poważnie - wiadomo, że każda przesada nie jest dobra i warto wychodzić czasem z domu, pamiętając, że za oknem również czeka na nas wspaniały świat, z którego można korzystać :) Nie jesteśmy w końcu układami scalonymi, tylko ludźmi :) 
Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o dwóch facebookowych wydarzeniach, a mianowicie: jest już nas 355 (z okazji 300 lajków powstała specjalna grafika) oraz pojawiło się nowe zdjęcie, gdzie już totalnie odkrywam swoją twarz i to nie jedną ;) Mam nadzieję, że grafiki przypadły Wam do gustu, a podziękowania za ich stworzenie należą się mojemu serdecznemu przyjacielowi Jarkowi. Zdradzę Wam też, że to nie koniec naszej współpracy i jeszcze nie wszystko, co mamy Wam do pokazania, ale to niespodzianka i wybaczcie, ale zostawię Was z tym niedopowiedzeniem ;)
Dzięki wielkie za uwagę i do następnego poczytania, ludziska!
Cztery koła, wiara w siebie, spójrz przed siebie! 

Pamiętajcie! 
Z internetu korzystacie, lepszy żywot macie ;)


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dirty Dancing



Hey ludziska! 

Przybywam do Was z nowym postem i mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu :) Ale zanim przejdę do sedna, parę słów o tym, co ostatnio wywołało u mnie ogromną radość - liczba tzw. “lajków” na facebookowym profilu CrazyWilla od zeszłego poniedziałku nagle podskoczyła o ponad 80. Witam więc serdecznie nowych czytelników. Cieszy mnie, że znajdują się osoby ciekawe tego, co mam do powiedzenia o życiu osób niepełnosprawnych. Jest mi bardzo miło, że doceniacie pracę i energię, które wkładam w swoje treści, a przede wszystkim - mocno motywuje mnie to do dalszych działań :) Dziękuje Wam bardzo serdecznie :)
A teraz przejdźmy do dzisiejszego tematu, którym będzie… taniec.


“Taniec jest wyrażeniem za pomocą ruchów ciała (...) tych doznań
ludzkich, których nie można oddać słowami ani mimiką.”
- Roger Garaudy -


Chociaż może taniec nie jest specjalnie kojarzony z wózkersami ;) znajdzie się naprawdę sporo osób, drużyn czy nawet zawodów związanych z tańcem na wózku inwalidzkim. Istnieje taniec integracyjny, gdzie przynajmniej jedna osoba porusza się na wózku. W tańcu integracyjnym w klasie standard tańczy się: walca, walc wiedeński, tango, fokstrot oraz quickstep (nazwa tego tańca brzmi szczególnie zabawnie w kontekście wózkersów ;) W klasie tańców latynoamerykańskich mamy: sambę, cha-che, rumbę, pasodoble i jive. Oczywiście, nie jest to jedyna forma tańca dla osób na wózkach - ogranicza nas właściwie tylko wyobraźnia, bo wybór jest prawie tak samo szeroki, jak dla osoby nie mającej problemów z poruszaniem się. Na pewno bardzo interesującą formą jest taniec grupowy, show często w klimatach tańca nowoczesnego, gdzie występują tylko wózkersi bądź składy mieszane, jest na co popatrzeć ;) Kolejnym ciekawym pojęciem z zakresu tańca jest taniec rehabilitacyjny i oczywiście nie dotyczy on tylko i wyłącznie wózkersów, ale ogólnie niepełnosprawnych, cierpiących na różne schorzenia oraz seniorów. W tej formie rehabilitacji zamiast typowych ćwiczeń prowadzone są zajęcia taneczne. Nie tańczy się jednego konkretnego stylu tylko wykorzystuje się ruchy z różnych tańców tak, aby skutecznie uruchomić do działania jak największą ilość mięśni, plus muzyka i zachowanie odpowiedniego rytmu, ma się rozumieć ;) Jest to na pewno dużo ciekawsza forma rehabilitacji niż monotonne powtarzanie tych samych ćwiczeń. Oczywiście, jest to forma tańca przede wszystkim dla wózkersów, którzy dopiero obywają się z swoim wózkiem, uczą się tańczyć czy wstydzą się pokazać publicznie. Bo przecież jak ktoś już potrafi i lubi tańczyć to może sam sobie zrobić taką terapię w lokalu, na zawodach bądź na scenie, przyjemne z pożytecznym :)
No dobrze, ale dlaczego uważam, że taniec jest dobrą formą aktywności dla wózkersów? Cóż, po pierwsze, taniec ma zbawienny wpływ dla zdrowia. Podczas tańca pobudzamy wiele grup mięśniowych, wzrasta krążenie krwi w organizmie, przyspieszony oddech sprawia, że do naszych tkanek dociera więcej tlenu. Taki wysiłek fizyczny zdecydowanie pozytywnie wpływa na kondycję naszego ciała. Możemy również wytańczyć sobie szczęście i choć brzmi to trochę jak tekst z jakiegoś musicalu, to poniekąd jest to prawda, ponieważ podczas tańca wydzielają się endorfiny (hormony szczęścia). Ponadto w tańcu możemy się wyżyć, wyrazić nasze frustracje, naszą złość, pasję, szczęście, namiętność, a jeśli brakuje nam energii do życia, możemy ją zaczerpnąć z tańca niczym ze studni pełnej wody. Oczywiście nie możemy zapomnieć o tym że, dodatkowo działa na nas sama muzyka, która także wpływa na nasze dobre samopoczucie; jest nawet w stanie łagodzić ból. To wszystko razem sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, nabieramy pewności siebie, zmienia się nasze nastawienie do życia, a depresja i złe nastroje nas nie dotykają. Dlatego uważam, że ta forma aktywności jest szczególnie dobra dla wózkersów - osoba, która niekoniecznie psychicznie radzi sobie z tym, że znalazła się na wózku, może jednak znaleźć szczęście w tańcu, wzmacniając się psychicznie i fizycznie. Taniec to także dodatkowa motywacja, taki kopniak do życia ;) Zawsze dobrze mieć taką odskocznię od szarej codzienności. 

Czy CrazyWill tańczy? Owszem. Lubię tańczyć, choć robiłem to dużo chętniej, kiedy miałem nieco więcej siły. Oczywiście, nie jest tak, że w ogóle nie miałem oporów, nie wstydziłem się tańczyć, ale na szczęście są sposoby na wyluzowanie się i przełamanie lodów ;) Moim ulubionym partnerem do tańca był i pozostaje mój przyjaciel Grzesiu. Mimo słabości moich mięśni wie, gdzie mnie złapać, jak poprowadzić, obrócić, no i ma silne ręce, które potrafią opanować mój pędzący rydwan xD Po prostu w tańcu potrzebuję silnego chłopa (bardzo Was proszę, aby to zdanie nie przesądziło o mojej orientacji seksualnej w Waszych oczach ;D). Za to przy rock’n’rollu robimy z Grzegorzem naprawdę niezłe show ;) Zdradzę Wam też, że kiedy już tańczę na imprezach czy w jakiś lokalach, bardzo często jestem odbierany bardzo pozytywnie, co naoczni świadkowie ;) wyrażają gestami, słowami lub miłymi uśmiechami. Ogólnie pozytywna atmosfera :) Dlatego też chciałbym zachęcić do tańca wszystkich wózkersów, którzy mają na to ochotę, ale obawiają się reakcji ludzi - jak to się mówi, nie taki diabeł straszny, jak go malują ;) Poza tym, ludzie naprawdę potrafią docenić to, że ktoś mimo przeciwności w swoim życiu żyje normalnie albo przynajmniej stara się tak żyć ;) A alienowanie się nie dość, że nie pomaga, to zwykle przynosi odwrotny skutek. Dlatego nie bójcie się, tańczcie!

I tym sposobem dotarliśmy do końca tej, jakże tanecznej, notki :) Jak zwykle mam nadzieję, że przybliżyłem Wam temat, jak również, że przekonałem Was do dobrodziejstw, jakie niesie z sobą taniec nie tylko dla osób niepełnosprawnych, ale dla wszystkich :) Ponieważ niełatwo opisać, jak wygląda taniec wózkersa, postanowiłem pokazać Wam to na kilku filmikach, do których linki znajdziecie poniżej - zachęcam do klikania i oglądania ;) Do następnego poczytania, zapewne czas ten minie tak szybko, że nawet się nie zorientujemy ;) Udanego tygodnia Wam życzę! 





poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Kąt ciasny, ale własny


Hey ludziska! 

Powróciłem z urlopu - niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy ;) Jak pewnie zauważyliście, w ubiegłym tygodniu nie pojawił się poniedziałkowy post, ale (już pisałem o tym na facebooku, lecz rozumiem, że nie wszyscy korzystają) końcówka mojego wyjazdu była dosyć napięta i nie miałem zbytnio możliwości stworzenia nowej notki. Przez tą małą przerwę w pisaniu czuję, że czegoś mi brakuje, dlatego szybko pragnę to nadrobić :) 

Poruszałem tu już różne aspekty związane z życiem wózkersów, ale jeszcze nie wziąłem na warsztat ważnej rzeczy, jaką jest miejsce, w którym taka osoba mieszka. W moim przypadku jest to dom jednorodzinny w małej miejscowości. Cóż, w przypadku domów prywatnych ma się ten luksus, że można robić z nimi właściwie co nam się podoba - przebudować, rozbudować, przystosować do aktualnych potrzeb. Inaczej sprawy się mają w przypadku mieszkania i nie mam tu na myśli nowoczesnych apartamentowców czy luksusowych osiedli, takie miejsca często są dobrze przystosowane ale kosztują też odpowiednio i mało kogo na nie stać. Chciałbym skupić się raczej na najzwyklejszych mieszkaniach w blokach, kamienicach itd., bo to w takich warunkach na ogół przypada wózkersom mieszkać. Problemy zaczynają się już przy dostępie do takiego mieszkania - jeśli nawet winda działa (i w dodatku nie jest zbyt wąska dla wózka), to na ogół, żeby się do niej dostać, trzeba pokonać kilka schodków. Mieszkanie na parterze też nie zawsze rozwiązuje problem - nigdy nie spotkałem się z mieszkaniem w kamienicy na parterze, do którego nie prowadziłoby choć kilka stopni (stare budownictwo). Słyszałem o przypadkach, że przez tego typu problemy osoba na wózku wychodzi z domu tylko kilka razy do roku i to wyłącznie dzięki uprzejmości i pomocy innych. Dalsze problemy sprawia samo wnętrze: wąskie korytarze czy futryny, przez które koła przechodzą na styk. Najgorzej jest w przypadku ciasnej łazienki - ani sobie w niej samemu poradzić, ani przerobić, bo na większe przeróbki też brakuje miejsca. Jak widzicie, mieszkanie to dosyć problematyczna dla wózkersa sprawa.

Przy tych rozważaniach przypomniał mi się pomysł budowy w Katowicach specjalnego osiedla dla osób poruszających się na wózkach wraz z rodzinami bądź opiekunem. Na pomysł ten wpadł katowiczanin Bronisław Grabiec (też wózkers) ze Śląskiego Stowarzyszenia Edukacji i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych "Akcent". Osiedle miało nazywać się Oaza. Czytałem o tym w 2005 r., a dziś cisza, więc wnioskuję, że ostatecznie nic z tego nie wyszło. Ale nie to jest akurat najważniejsze. W projekcie nie ma ani jednego schodka czy krawężnika. Na miejscu przewidziane zostały sklepy, kawiarnie, teatr, basen, kaplica, zakład pracy. Na wyciągniecie ręki: fryzjer, lekarz, rehabilitant, masażysta, psycholog, nauczyciele języków i gry na instrumentach. Część mieszkalna miała składać się ze 100 niskich, przystosowanych odpowiednio domków. Całość z kolei miał ogrodzić mur z bramą otwieraną na kartę magnetyczną. I teraz rodzi się takie pytanie: czy takie rozwiązanie to rzeczywiście Oaza, czy też może raczej getto? No cóż, to zależy od perspektywy. Dla osoby, która ledwo potrafi wydostać się z własnego mieszkania i co chwilę napotyka jakieś przeszkody w życiu codziennym, może być to raj absolutny. Ktoś inny z kolei powie, że niepełnosprawni powinni się integrować ze społeczeństwem no i ok, zgadzam się, ale przecież nikt nie zabroni im opuszczać osiedla, zapraszać znajomych i (z tego co wiem) nie przewidzieli w projekcie strażników na murze z karabinami xD Poza tym, ostatnio nawet zwykłe małe osiedla domków jednorodzinnych potrafią być ogrodzone i nikt nie nazywa ich gettem ;) Jedno takie jest w mojej miejscowości, ale to taka spokojna okolica, że nie wiem, czego się boją - może tego, że miejscowi, którzy żyją tu od lat (np. ja) zamienią się w zombie. Żywy trup na wózku xD cóż, może chociaż nie przemieszczałbym się tak wolno jak zombie na nogach, a z górki to już w ogóle byłbym zabójczy xD I chociaż starałem się pokazać, że nie ogrodzenie czy mur świadczą o getcie, to ja bym postawił takie osiedle w miłej okolicy bez muru, bo to całkiem niepotrzebne. Jestem otwartym człowiekiem, toteż wolę otwarty świat, a nie terrarium ;)
Jest jeszcze zbliżona alternatywa, która została zrealizowana, mianowicie jeden blok mieszkalny w Wodzisławiu Śląskim, całkowicie pozbawiony barier architektonicznych, przeznaczony dla emerytów i niepełnosprawnych. Nie znam szczegółów usytuowania tego budynku, ale za takim rozwiązaniem byłbym obiema rękami: gdyby na normalnych, dużych osiedlach na kilka zwykłych bloków przypadał taki jeden. Mamy wygodę funkcjonowania na co dzień, mamy integrację, nie ma zamknięcia - sytuacja idealna :)

Reasumując: nie uważam, żeby osiedle typu Oaza było jakimś rodzajem getta i na pewno takie ułatwienie życia codziennego wózkersa może go tylko uszczęśliwić. Z drugiej strony, gdyby infrastruktura miejska była przystosowywana w szybszym tempie i dawałaby równe szanse wszystkim, ludzie na wózkach nie musieliby szukać alternatyw takich jak np. osiedle Oaza. Takie rozwiązanie uważam tylko i wyłącznie za półśrodek. Co prawda, dotąd w planach było tylko jedno takie miejsce, ale pomyślcie - gdyby za tym trendem poszli inni, zaczęlibyśmy się odgradzać i niebawem jedna strona nie potrafiłaby zrozumieć drugiej. Dlatego też takie rozwiązanie na małą skalę uważam za dobre, na dużą zaś za złe. Nie chciałbym aby wózkersi zostali osobnym “gatunkiem”, bo, jak już wielokrotnie podkreślałem, poza wózkami jesteśmy całkiem normalnymi ludźmi ;) 

A teraz już zupełnie z przymrużeniem oka - wyobraźcie sobie, że powstały duże dzielnice tylko i wyłącznie dla wózkersów, a w nich uformowały się gangi jak w niektórych gettach, tylko że złożone z gości na wózkach. Nie mówię, że nie wyglądaliby groźnie, bo silne ręce wiele mogą, ale wyobraźcie sobie scenkę, w której okradają kogoś z roweru. Co musiałby sobie pomyśleć taki okradany, patrząc na chłopaków? “Rower? A na co wam rower, chłopaki? Daleko na nim nie ujedziecie” xD No i również policja miałaby ułatwione zadanie: po co stosować areszt, skoro są blokady na koła xD Zawsze można też wyjąć delikwentowi oba koła i postawić go na ziemi (tzw. świnks) i po kłopocie ;) 

Mam nadzieję, że zarysowałem Wam perypetie mieszkaniowe z perspektywy czterech kółek ;) W tekście jest tylko moje zdanie na temat osiedla Oaza, a ciekawi mnie Wasze, jak uważacie: raj, czy getto? To tyle jeśli chodzi o dzisiejszą notkę mam nadzieje że wniosła ona coś w Wasz pogląd na temat wózkersów ;) Bardzo się cieszę, że odwiedzacie zaciętego w swoim pisaniu CrazyWilla, moje drzwi są zawsze otwarte :) Nie dajcie się, tydzień przetrwajcie! Pozdrawiam, trzymajcie się ludziska! :D 

Pamiętajcie! 

“Wolnoć, Tomku, w swoim domku”
- Aleksander Fredro, Paweł i Gaweł