poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Kąt ciasny, ale własny


Hey ludziska! 

Powróciłem z urlopu - niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy ;) Jak pewnie zauważyliście, w ubiegłym tygodniu nie pojawił się poniedziałkowy post, ale (już pisałem o tym na facebooku, lecz rozumiem, że nie wszyscy korzystają) końcówka mojego wyjazdu była dosyć napięta i nie miałem zbytnio możliwości stworzenia nowej notki. Przez tą małą przerwę w pisaniu czuję, że czegoś mi brakuje, dlatego szybko pragnę to nadrobić :) 

Poruszałem tu już różne aspekty związane z życiem wózkersów, ale jeszcze nie wziąłem na warsztat ważnej rzeczy, jaką jest miejsce, w którym taka osoba mieszka. W moim przypadku jest to dom jednorodzinny w małej miejscowości. Cóż, w przypadku domów prywatnych ma się ten luksus, że można robić z nimi właściwie co nam się podoba - przebudować, rozbudować, przystosować do aktualnych potrzeb. Inaczej sprawy się mają w przypadku mieszkania i nie mam tu na myśli nowoczesnych apartamentowców czy luksusowych osiedli, takie miejsca często są dobrze przystosowane ale kosztują też odpowiednio i mało kogo na nie stać. Chciałbym skupić się raczej na najzwyklejszych mieszkaniach w blokach, kamienicach itd., bo to w takich warunkach na ogół przypada wózkersom mieszkać. Problemy zaczynają się już przy dostępie do takiego mieszkania - jeśli nawet winda działa (i w dodatku nie jest zbyt wąska dla wózka), to na ogół, żeby się do niej dostać, trzeba pokonać kilka schodków. Mieszkanie na parterze też nie zawsze rozwiązuje problem - nigdy nie spotkałem się z mieszkaniem w kamienicy na parterze, do którego nie prowadziłoby choć kilka stopni (stare budownictwo). Słyszałem o przypadkach, że przez tego typu problemy osoba na wózku wychodzi z domu tylko kilka razy do roku i to wyłącznie dzięki uprzejmości i pomocy innych. Dalsze problemy sprawia samo wnętrze: wąskie korytarze czy futryny, przez które koła przechodzą na styk. Najgorzej jest w przypadku ciasnej łazienki - ani sobie w niej samemu poradzić, ani przerobić, bo na większe przeróbki też brakuje miejsca. Jak widzicie, mieszkanie to dosyć problematyczna dla wózkersa sprawa.

Przy tych rozważaniach przypomniał mi się pomysł budowy w Katowicach specjalnego osiedla dla osób poruszających się na wózkach wraz z rodzinami bądź opiekunem. Na pomysł ten wpadł katowiczanin Bronisław Grabiec (też wózkers) ze Śląskiego Stowarzyszenia Edukacji i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych "Akcent". Osiedle miało nazywać się Oaza. Czytałem o tym w 2005 r., a dziś cisza, więc wnioskuję, że ostatecznie nic z tego nie wyszło. Ale nie to jest akurat najważniejsze. W projekcie nie ma ani jednego schodka czy krawężnika. Na miejscu przewidziane zostały sklepy, kawiarnie, teatr, basen, kaplica, zakład pracy. Na wyciągniecie ręki: fryzjer, lekarz, rehabilitant, masażysta, psycholog, nauczyciele języków i gry na instrumentach. Część mieszkalna miała składać się ze 100 niskich, przystosowanych odpowiednio domków. Całość z kolei miał ogrodzić mur z bramą otwieraną na kartę magnetyczną. I teraz rodzi się takie pytanie: czy takie rozwiązanie to rzeczywiście Oaza, czy też może raczej getto? No cóż, to zależy od perspektywy. Dla osoby, która ledwo potrafi wydostać się z własnego mieszkania i co chwilę napotyka jakieś przeszkody w życiu codziennym, może być to raj absolutny. Ktoś inny z kolei powie, że niepełnosprawni powinni się integrować ze społeczeństwem no i ok, zgadzam się, ale przecież nikt nie zabroni im opuszczać osiedla, zapraszać znajomych i (z tego co wiem) nie przewidzieli w projekcie strażników na murze z karabinami xD Poza tym, ostatnio nawet zwykłe małe osiedla domków jednorodzinnych potrafią być ogrodzone i nikt nie nazywa ich gettem ;) Jedno takie jest w mojej miejscowości, ale to taka spokojna okolica, że nie wiem, czego się boją - może tego, że miejscowi, którzy żyją tu od lat (np. ja) zamienią się w zombie. Żywy trup na wózku xD cóż, może chociaż nie przemieszczałbym się tak wolno jak zombie na nogach, a z górki to już w ogóle byłbym zabójczy xD I chociaż starałem się pokazać, że nie ogrodzenie czy mur świadczą o getcie, to ja bym postawił takie osiedle w miłej okolicy bez muru, bo to całkiem niepotrzebne. Jestem otwartym człowiekiem, toteż wolę otwarty świat, a nie terrarium ;)
Jest jeszcze zbliżona alternatywa, która została zrealizowana, mianowicie jeden blok mieszkalny w Wodzisławiu Śląskim, całkowicie pozbawiony barier architektonicznych, przeznaczony dla emerytów i niepełnosprawnych. Nie znam szczegółów usytuowania tego budynku, ale za takim rozwiązaniem byłbym obiema rękami: gdyby na normalnych, dużych osiedlach na kilka zwykłych bloków przypadał taki jeden. Mamy wygodę funkcjonowania na co dzień, mamy integrację, nie ma zamknięcia - sytuacja idealna :)

Reasumując: nie uważam, żeby osiedle typu Oaza było jakimś rodzajem getta i na pewno takie ułatwienie życia codziennego wózkersa może go tylko uszczęśliwić. Z drugiej strony, gdyby infrastruktura miejska była przystosowywana w szybszym tempie i dawałaby równe szanse wszystkim, ludzie na wózkach nie musieliby szukać alternatyw takich jak np. osiedle Oaza. Takie rozwiązanie uważam tylko i wyłącznie za półśrodek. Co prawda, dotąd w planach było tylko jedno takie miejsce, ale pomyślcie - gdyby za tym trendem poszli inni, zaczęlibyśmy się odgradzać i niebawem jedna strona nie potrafiłaby zrozumieć drugiej. Dlatego też takie rozwiązanie na małą skalę uważam za dobre, na dużą zaś za złe. Nie chciałbym aby wózkersi zostali osobnym “gatunkiem”, bo, jak już wielokrotnie podkreślałem, poza wózkami jesteśmy całkiem normalnymi ludźmi ;) 

A teraz już zupełnie z przymrużeniem oka - wyobraźcie sobie, że powstały duże dzielnice tylko i wyłącznie dla wózkersów, a w nich uformowały się gangi jak w niektórych gettach, tylko że złożone z gości na wózkach. Nie mówię, że nie wyglądaliby groźnie, bo silne ręce wiele mogą, ale wyobraźcie sobie scenkę, w której okradają kogoś z roweru. Co musiałby sobie pomyśleć taki okradany, patrząc na chłopaków? “Rower? A na co wam rower, chłopaki? Daleko na nim nie ujedziecie” xD No i również policja miałaby ułatwione zadanie: po co stosować areszt, skoro są blokady na koła xD Zawsze można też wyjąć delikwentowi oba koła i postawić go na ziemi (tzw. świnks) i po kłopocie ;) 

Mam nadzieję, że zarysowałem Wam perypetie mieszkaniowe z perspektywy czterech kółek ;) W tekście jest tylko moje zdanie na temat osiedla Oaza, a ciekawi mnie Wasze, jak uważacie: raj, czy getto? To tyle jeśli chodzi o dzisiejszą notkę mam nadzieje że wniosła ona coś w Wasz pogląd na temat wózkersów ;) Bardzo się cieszę, że odwiedzacie zaciętego w swoim pisaniu CrazyWilla, moje drzwi są zawsze otwarte :) Nie dajcie się, tydzień przetrwajcie! Pozdrawiam, trzymajcie się ludziska! :D 

Pamiętajcie! 

“Wolnoć, Tomku, w swoim domku”
- Aleksander Fredro, Paweł i Gaweł



5 komentarzy:

  1. Getto nie getto, nie widzę tego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę mam mętlik w głowie, co do tego osiedla... Ale wiem coś na temat mieszkania w bloku i bycia na wózku - mam siostrę. Pierwsze piętro, wprowadzanie, noszenie wózka, znoszenie. Już niedługo to się zmieni. I oby każdy na wózku miał swobodę i dostęp do wszystkiego, nie ważne gdzie i jak, to byłoby dobrze. Jak chce się człowiek izolować, to będzie - czy sprawny, czy na wózku.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zgadzam się, racja, że jak ktoś będzie chciał się izolować, to będzie bez względu na swoją sprawność i jest to indywidualna sprawa. Ale też bywają takie przypadki, że ludzi mimo swoich indywidualnych poglądów zachowują się zupełnie inaczej w grupie szczególnie jak znajdzie się osoba o zdolnościach przywódczych, która potrafi skutecznie sprzedać swoje poglądy większej ilości osób ;) Nie mówię, że musi tak być z tym izolowaniem się w przypadku takich osiedli jak Oaza, aczkolwiek wysuwam hipotezę, że może się tak stać. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Studiuję Gospodarkę Przestrzenną/Urbanistykę i strasznie interesuje mnie temat barier architektonicznych w miejskiej przestrzeni. Kiedyś tego nie zauważałam, miałam myślenie, że osoba niepełnosprawna to tylko ta poruszająca się na wózku lub niewidoma,posługująca się białą laską. Wiem, głupie myślenie, ale tak było. Oczy otworzyło mi ćwiczenie, w którym musieliśmy wyjść w miasto i wczuć się w sytuację osób niepełnosprawnych. Z każdym możliwym rodzajem niepełnosprawności. W jedną stronę musieliśmy iść pieszo, drogę powrotną natomiast pokonać komunikacją miejską. To ćwiczenie zmieniło/rozszerzyło moje myślenie. Otworzyło mi oczy na problemy inny osób. Od tego czasu staram się walczyć z barierami architektonicznymi. I nie tylko stałe bariery są tutaj problemem. Problem stanowią także kierowcy, którzy parkują jak chcą, zastawiają całe chodniki. Niestety myślenie "tych, którzy decydują" często rozczarowuje. Nic się nie da zrobić/ za dużo kosztuje/przecież to niewielki odsetek mieszkańców,itp. Przykre, ale się nie poddam! W przyszłości chce zmieniać miasta na otwarte na potrzeby mieszkańców. WSZYSTKICH mieszkańców.:)

    http://geocachingpomojemu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak bardzo często o konkretnych sprawach trzeba się przekonać na własnej skórze w tedy człowiek zaczyna rozumieć zaistniały problem. Ogólnie bardzo mnie buduje, to że są takie osoby jak Ty Jolu, które chcą robić coś fajnego dla wspólnego dobra, dobra WSZYSTKICH :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń