poniedziałek, 29 września 2014

Wózkersowa biurokracja


Hey ludziska!
Witajcie w tym nowym tygodniu ;) Jak zapewne zauważyliście, zaczęło się robić dosyć jesiennie. Nie zwracam Wam na to uwagi w negatywnym kontekście. Co prawda, lubię zieleń i ciepełko, ale za to w okresie jesienno-zimowym jestem najbardziej kreatywny :) i nie mam pojęcia, dlaczego tak jest. Może to taka reakcja obronna na warunki panujące na zewnątrz budynku? Dbam o to, żeby przynajmniej w mojej głowie było kolorowo ;) I to bez narkotyków! ;) A jak Wy sobie radzicie w tym okresie? 

Dziś podejmę temat biurokracji dotyczącej życia wózkersów. A konkretnie, dofinansowań niezbędnego sprzętu - w tym przypadku będzie to wózek inwalidzki, bo bez niego ani rusz (dosłownie;) ). Jak to bywa z urzędowymi sprawami, nie wszystko jest tak proste, jak mogłoby się wydawać i załatwianie takich spraw może czasem zaboleć ;) 
Ktoś zapyta: skoro to takie problematyczne, to czy w ogóle warto się o to przepychać z urzędami?
Cóż, warto, a powiedziałbym, że jest to nawet konieczność, ponieważ większość sprzętu dla niepełnosprawnych jest koszmarnie droga i jeśli chce się kupić coś niezawodnego, coś co posłuży co najmniej kilka lat, ciężko to sfinansować (przeciętny budżet) z własnej kieszeni. Można oczywiście coś pospawać na własną rękę - nawet lubię złomiarski klimat rodem z filmu MadMax, ale jakoś nie ufam swoim zdolnościom inżynieryjnym ;D Niebagatelna cena wynika z tego, że grono odbiorców ze względu na swoją specyfikę jest dosyć wąskie a na pewno węższe od takiego przykładowo segmentu rowerowego. Drugą sprawą jest to, że wózkers nie ma wyjścia i wózek kupić musi - bo nie ma innego sposobu na poruszanie się, chyba że na pośladkach ;) Doliczmy do tego spore marże dla dystrybutorów i tak oto kwota końcowa może przyprawić nas o zawał serca ;)

Do napisania tej notki zainspirowałem się sam - akurat staram się o dodatkowe środki finansowe na nową maszynę ;) Sprzęt, z którego korzystam obecnie ma ponad 6 lat, wydaje z siebie rożne dziwne dźwięki i nie wszystko w nim działa tak, jak powinno. A nie chciałbym gdzieś po drodze zgubić moich cennych czterech kółek. Wbrew pozorom, ta obawa nie jest wcale bezpodstawna - w tym roku już zdarzyło mi się utracić jedno z nich ;) Byłem na imprezie u dobrej przyjaciółki. W trakcie zabawy przejechałem kilka metrów za potrzebą, wracam do stolika i czuję że coś jest nie tak, bo wózek przechyla się na lewo a koło bezczelnie ucieka spode mnie (Wheelchair, you are drunk! Go home!) xD Na szczęście ekipa opanowała sytuację, a niesforne koło zostało prowizorycznie ześrubowane; potem zamówiłem nowe koło i -odpukać- na razie wszystko działa ;)

Zanim przejdę do moich przygód z wózkersową biurokracją parę słów o tym, jakie instytucje są w stanie wspomóc finansowo niepełnosprawnego w sprzętowej potrzebie.
Państwowe instytucje są tu trzy: niesławny NFZ (Narodowy Fundusz Zdrowia) oraz PCPR (Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie) i MOPS (Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej). W NFZ o dofinansowanie na zakup wózka osoby dorosłe mogą ubiegać się raz na 4 lata, a dzieci w wieku 3-18 raz na 3 lata. PCPR i MOPS są równorzędne, ponieważ w jednym lub drugim można starać się o to samo dofinansowanie. A mogą się o nie ubiegać osoby, które mają problem z wpłaceniem udziału własnego lub potrzebują sprzętu, którego cena przekracza kwotę refundacji NFZ. W praktyce wygląda to tak, że PCPR dopłaca do 150% kwoty dofinansowania z NFZ-u, np. uzyskując 1700 zł (z NFZ-u) + 150% dofinansowania NFZ-u z PCPR-u, czyli 2550 zł możemy uzyskać łącznie 4250 zł dofinansowania.
Istnieją także instytucje pozarządowe, tzw. OPP (Organizacje Pożytku Publicznego), do których należą fundacje i stowarzyszenia. O pomoc finansową w zakupie wózka można się w nich starać, o ile instytucje te mają takie zadania zawarte w swoim statucie gdyż jest on fundamentalnym dokumentem, na podstawie którego OPP działają. 
Oczywiście, zawsze można pominąć to co napisałem powyżej i spróbować pod kościołem na rumuńską pandę “Pan da, Pan da” xD/ Abelard Giza

No to teraz ta zabawniejsza ;) część, czyli moje ostatnie perypetie z uzyskaniem pomocy finansowej od naszego ukochanego Państwa ;)
W pierwszej kolejności, po uzyskaniu skierowania, dziarskim “krokiem” xD wybrałem się do doktorka specjalisty wypisać wniosek o dofinansowanie z NFZu. Już tu, jak to często w życiu bywa, nie wszystko idzie po naszej myśli ;) Lekarz źle wypełnił dokument - wypisał go na wózek dla osoby z niedowładem kończyn dolnych. A ja, ze względu na ogólny zanik mięśni, jestem czterokończynowcem, co uprawnia mnie do uzyskania nieco większej kwoty dofinansowania. I tutaj, zgodnie z poglądem, że uczenie się na cudzych błędach mniej boli ;) doradzam dowiedzieć się, jakiego rodzaju dofinansowanie należy się przy konkretnej jednostce chorobowej. Informację tego typu najlepiej uzyskać od firmy, w której chcemy zakupić sprzęt, ponieważ to oni zwykle są dużo bardziej doświadczeni i zorientowani od lekarzy xD 
Dalej okazało się, że w PCPR zabrakło środków, ponoć jednak nie posiadają oni gęsi znoszącej złote jaja (też się zdziwiłem;) ). A stało się tak ponieważ jednostką, która znacznie zasila PCPR jeśli chodzi o wspomaganie niepełnosprawnych jest PFRON (Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych), który swoje środki finansowe przekazuje w transzach na dany okres. Koniec końców, prędzej czy później pieniążki się wyczerpują i człowiek jest zmuszony czekać aż pieniążki pojawią się ponownie lub aż zostaną wygospodarowane w danej jednostce administracyjnej (miasto/powiat). Stąd kolejna moja rada: zanim zwrócimy się o pomoc do NFZ-u, warto dowiedzieć się w jednostce PCPR-u lub MOPS-u pod który podlegamy, czy takowe środki są aktualnie dostępne, a jeśli nie, to kiedy najlepiej składać wnioski.
W obliczu takich porażek postanowiłem anulować i tak już źle wypełniony wniosek do NFZ-u i wyczekać, aż pojawią się środki w PCPR. Co do anulowania owego dokumentu, tutaj jak dla mnie jest pewien fenomen: nawet, jeśli minie okres ważności wniosku, to i tak trzeba jechać go anulować do najbliższej siedziby NFZ. Jest to dosyć absurdalne; chyba powinien istnieć system, w którym wniosek wraz ze wszystkimi danymi jest zarejestrowany i jeśli termin minie, to wniosek zostanie w takim systemie zablokowany, co uniemożliwi jego realizację. I kto wie, może taki system faktycznie istnieje, ale u nas ciągle jeszcze trzeba pofatygować się do urzędu. To taki sposób na wymuszenie aktywności fizycznej u obywateli, jak sądzę :D 

Jakiś czas temu dostałem informację, że PCPR wygospodarował środki na dofinansowanie wózka inwalidzkiego, więc ponownie ruszyłem tę machinę procedur. O ile z powiatową instytucją nie było problemu, to w wniosku NFZ znowu został wykryty błąd (nie wspominając już o kolejkach w oddziale...), a mianowicie brakowało jednego słowa: “niedowład”; no szlag! To ja nie wiem, od czego oni mają symbole schorzeń? Okazuje się, że dla picu... Oczywiście, poszło do poprawy. Tutaj chyba trzeba być bardzo drobiazgowym i mieć wykute na blachę jak prawidłowo powinien być wypisany taki wniosek ;)
Na szczęście już jestem na końcówce tych działań i niemal czuję, jak będę się woził na nowych kółkach ;) Jeszcze tylko czekam na decyzję z PCPR-u, jak będzie pozytywna to składam zamówienie. I nic więcej, tylko czekać na przekazanie środków przez jednostkę i realizację zamówienia ;) Będę palił gumę ;D

Przy tej okazji chciałbym serdecznie podziękować mojej Mamie i Bratu, bo to właśnie oni załatwiają za mnie wiele spraw i stoją w kolejkach. Do różnych instytucji tak czy siak muszę jechać z kimś, bo sam sobie nie poradzę, więc jeśli coś nie wymaga mojej bezpośredniej obecności to szkoda czasu i energii na wsadzanie i wyrzucanie mnie z samochodu. W efekcie, w ogonkach wystają za mnie moi niezawodni stacze kolejkowi, jak w PRL ;) Raz jeszcze: dziękuję Wam bardzo! :)

Jak widzicie, miałem trochę problemów przy tej wózkersowej biurokracji. Choć może zabrzmi to dosyć dziwnie w kontekście tego co o tym napisałem, ale mimo wszystko jestem zwolennikiem biurokracji. Uważam, że bez niej w dzisiejszym postępowym świecie, gdzie występuje tak wiele zależności i żyje naprawdę dużo ludzi, bylibyśmy zgubieni. Nikt by nad niczym nie panował, nastąpiłby kompletny chaos oraz anarchia, a taki stan rzeczy na pewno nie sprzyja bezpieczeństwu obywateli planety Ziemia ;) Nie jestem natomiast zwolennikiem biurokracji przesadnej i nieprzemyślanej, która tylko zżera nasze nerwy, czas oraz zasoby. To przez nią zdarzają się sytuacje, kiedy po prostu można zwariować, na Teutatesa! ;) Jak w filmie animowanym “12 prac Asterixa”, gdzie jedna z prac polegała na zdobyciu zaświadczenia A-38 w “Domu, który czyni szalonym” czyli w urzędzie ;) Nasi bohaterowie, odsyłani od okienka do okienka napotykają bardzo dziwne zachowania urzędników, co doprowadza ich do częściowego obłędu ;) Wydaje mi się, że wizja ukazana w filmie bywa bliska prawdy, nie sądzicie? ;) 

To chyba już wszystko jeśli chodzi o moje ostatnie doświadczenie związane z wózkersową biurokracją. Jak widzicie, zdobycie dofinansowania na wózek to nie taka prosta sprawa, szczególnie kiedy robi się to raz na kilka lat i zdąży zapomnieć, jakie po drodze czyhają pułapki ;) Warto jednak podjąć tego typu działania, choć trzeba się nachodzić i wymaga to trochę wysiłku od nas samych. Ale przecież w końcu nie ma nic za darmo, chyba, że po twarzy ;) Nie mamy wiele do stracenia, a możemy ułatwić sobie życie bez konieczności żebrania na ulicy ;)
Na koniec mam dla Was hasło, które mój brat przyniósł z NFZ-u: “Czesiek, pomożesz temu panu? Bo już trzeci dzień po wózek chodzi.” xD Ta da dam tssss!
Do następnego ludziska! Trzymajcie się ciepło :)

Pamiętajcie!

Jak się w cierpliwości trwa, to się ma!

5 komentarzy:

  1. Nic nam innego nie zostaje, jak cierpliwość w tych sprawach... szkoda, że życie na takich działaniach trzeba trwonić, no ale widocznie tak musi być... Mam nadzieję, że nowy wózek wynagrodzi Ci kłopoty biurokratyczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć że wózek inwalidzki może wynagrodzić cokolwiek :D Ale przynajmniej już nie będę się martwić że się rozleci gdzieś po drodze. ;)

      Usuń
    2. O tym myślałam, żeby mniej się martwić, choć przez chwilę o coś znów;) No, ale racja głupio brzmi - że wózek wynagrodzi... Wybacz...

      Usuń
  2. Ja jestem staczem mojego syna. PEFRON, Chory Fundusz, MOPS- znamy, znamy, nie kochamy. Choć po przeczytaniu Twojego tekstu może zacznę być bardziej tolerancyjna dla biurokracji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto być tolerancyjnym dla biurokracji ale w obliczu wielu bezsensownych przepisów nie jest to takie proste ;)

      Usuń