poniedziałek, 27 października 2014

Terenowy

Źródło: http://www.adventure-journal.com/


Hey ludziska!

W ubiegłym tygodniu jesień już pokazała swoje pazurki ;) Pogoda, przynajmniej u mnie, była niczym wyjęta prosto z miasteczka Sillient Hill (dosyć mrocznie). Na krótką metę fajna sprawa, ponieważ można poczuć klimat powieści grozy, które zresztą bardzo lubię ;) Mam nadzieję, że i Wy znaleźliście w tym jesiennym ziąbie jakieś pozytywy ;)

Poruszałem już tematy przeszkód architektonicznych i urbanistycznych, które mogą uniemożliwić bądź utrudnić normalne funkcjonowanie wózkersów i innych osób niepełnosprawnych w życiu codziennym oraz społecznym. Lecz, oprócz nich, istnieją również przeszkody związane z ukształtowaniem terenu, tzw. terenowe. Mieszkając w małej wiosce otoczonej łąkami i lasem bardzo lubię przebywać blisko natury i pobyt np. wśród drzew sprawia mi niesamowitą przyjemność. Posiadam też dosyć przyzwoity czterokołowy elektryczny skuterek dla osób niepełnosprawnych, którym mogę się poruszać po wybranych ścieżkach. Ale zawsze coś ciągnie mnie do tego, abym zboczył z wyznaczonej ścieżki; bardzo możliwe, że to ta moja buntownicza i przekorna natura ;) Chciałoby się zobaczyć co kryje następny zagajnik, odkryć jakieś fajne miejsce, dotrzeć tam gdzie wzrok nas poniesie (żądny przygód jestem wydało się). Niestety, wspomniany skuterek nie nadaje się do tego typu rzeczy ponieważ to nie samochód terenowy (choć i ten miewa problemy) i może się wywrócić, zakopać i tym podobne historie moich wy-padków ;) Nie oznacza to jednak, że pokonywanie przeszkód terenowych jest niemożliwe, nawet dla kogoś z zanikiem mięśni. Nie raz już wspominałem, że w kwestii niwelowania trudności na które natykają się wózkersi, spore nadzieje pokładam w technologii. No i oto chyba specjalnie dla takich jak ja, pewna austriacka firma skonstruowała bardzo zmyślny elektryczny pojazd poruszający się na gąsienicach :D Ale co będę dużo pisał, zobaczcie sami ;)


Jest moc, jest dizajn :D Jest też mankament. Niestety: cena dla kogoś, kto nie posiada w kieszeni na taki cel 80 000 zł, jest nie do przeskoczenia. Za tyle to można kupić już całkiem fajny i, przede wszystkim, nowy samochód ;) Jak zobaczyłem, ile kosztuje to cacko, szczęka mi opadła na ziemię, ale w sumie, czego ja się spodziewałem? ;) Oczywiście, można zrobić coś podobnego dużo mniejszym kosztem z pomocą znajomych i przyjaciół inżynierów, aczkolwiek trzeba pamiętać, że odpowiednie podzespoły swoje kosztują. Może kiedyś uda mi się zgromadzić odpowiednie środki na zrealizowanie tego planu; jeśli tak, na pewno przeczytacie o tym, jak zdobywam niedostępne dla mnie knieje :D Na razie pozostaje mi odwiedzanie takich miejsc na youtubie np. na kanałach survivalowców ;) Co zrobić, w spełnianiu marzeń jest potrzebna także cierpliwość, więc lepiej się w nią uzbrójmy ;)
Taki pojazd przydałby się również w porze roku, której bardzo nie lubię, a mianowicie zimą. I nie lubię jej nie dlatego, że przeszkadza mi zimowy krajobraz czy siarczysty mróz. Irytuje mnie, jak ciężko jest brnąć przez śnieg i usypane z niego zaspy na wózku inwalidzkim. W dodatku, śnieżek przymarza do kół, a do tych z kolei ręce, ogólnie jest słabo ;) A na takich gąsienicach jedzie się przed siebie niczym czołg, rozganiając śnieg na cztery wiatry ;) Taki pojazd powinien nadawać się również na ośnieżone stoki, w końcu skuter śnieżny również posiada gąsienice. 
Zapomniałbym jeszcze o tym, jakim problemem dla wózkersa potrafi być piasek, którego mój skuter również nie lubi (szczególnie, kiedy ten jest zbyt głęboki). A takie gąsienice pozwoliłyby iść w wyścigi z mewami na plaży, bądź na spacer wzdłuż linii brzegowej o zachodzie słońca z kimś miłym :D Pustynię Błędowską też chętnie bym odwiedził :)
Na pewno znalazłbym jeszcze wiele zastosowań dla przedstawionego tu austriackiego sprzętu, ale myślę że dałem Wam pogląd na możliwości, które otwiera ;) Gdyby ktoś z Was chciał mi taki zafundować, nie krępujcie się, chętnie posłużę do testów xD

Brak możliwości pokonywania przeszkód terenowych oczywiście nie upośledza jakoś specjalnie życia wózkersa w krajach i rejonach rozwiniętych urbanistycznie (bo już taka np. Syberia to całkiem inna bajka). W końcu nie jesteśmy zmuszani do pokonywania np. jakiejś przełęczy w Tybecie aby udać się do pracy czy szkoły ;) Ale jeśli komuś sprawia radość kontakt z naturą bądź klimaty off-roadowe, chce odwiedzić niedostępne dla siebie miejsca, to dlaczego nie dać sobie takiej możliwości? Założę się, że nie jestem jedynym wózkersem w Polsce, który ma taką a nie inną potrzebę wewnętrzną; aż taki wyjątkowy to nie jestem ;) Dlatego, uważam że powinniśmy wszyscy złączyć siły i wspólnie szukać rozwiązań umożliwiających w jakimś stopniu ujarzmienie przeszkód terenowych ;) Off-roaderzy z całego świata łączcie się! ;) Zawsze łatwiej i efektywniej jest dążyć z innymi do wspólnego celu. Może jest to rozwiązanie także na różne problemy również w innych dziedzinach życia? Nie chcąc wychodzić za bardzo poza wózkersowe tematy, z tą myślą zostawię Was samych ;) 

To już koniec dzisiejszej terenowej wyprawy przez śniegi, piaski i dzikie knieje. Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić Wam moją potrzebę hasania tam, gdzie zwykły wózek czy skuter sobie nie radzi. Ale myślę, że pasjonaci wypraw w góry czy też długich marszów w nieznane zrozumieją mnie doskonale :) Szalenie pozdrawiam! Do następnego! :)

Pamiętajcie! 
Nie straszne lasy i knieje, w gąsienicach są nadzieje!

poniedziałek, 20 października 2014

W obronie

Źródło: http://forums.spacebattles.com/

Hey ludziska!

Dobry odbiór ostatniego posta utwierdził mnie w przekonaniu, że podjąłem ważny temat. Pójdę więc za ciosem ;) Dzisiejszy świat jest pełen niebezpieczeństw, a jednym z powszechniejszych na pewno jest agresja wyrażana np. w różnego rodzaju napaściach. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, co w takiej sytuacji może zrobić wózkers? Jeśli nie, zapraszam do lektury posta.

Szczęśliwie, nigdy nie byłem bezpośrednim świadkiem czy uczestnikiem takiej napaści. Widziałem natomiast kilka filmików zamieszczonych w internecie (może ktoś też miał okazję widzieć) i na nich, z braku innych źródeł, oprę moje rozważania. Były to najczęściej nagrania z kamer przemysłowych kiedy to dochodziło do próby rabunku np. w sklepie. Okazuje się, że bardzo często w takiej sytuacji wózkers nie jest w ogóle brany pod uwagę jako potencjalne zagrożenie dla rabusia - bo niby co może zrobić, skoro nawet nie potrafi chodzić. Paradoksalnie, w tym momencie taka dyskryminacja działa nam na rękę ;) Złodziej, nic nie podejrzewając, obraca się tyłem... aż tu nagle zostaje mu założona dźwignia na kark i, obezwładniony, ląduje na ziemi nie mogąc uwolnić się od żelaznego uścisku posiadacza czterech kółek ;) Koniec pieśni, a mina złodzieja - bezcenna :D

Przykład opisanej sytuacji:


Jak widzicie, nawet wózkers jest w stanie stanąć w czyjejś czy swojej obronie i poradzić sobie wobec agresji, która może dotyczyć każdego z nas. Powstrzymanie złodzieja na pewno można zaliczyć do aktów heroizmu, niezależnie od tego czy ktoś jeździ na wózku czy też nie. Ilu ludzi podjęłoby się takiego ryzyka? Nawet kogoś młodego, silnego i wysportowanego może sparaliżować strach lub egoistycznie nie zareaguje w ogóle - dbając tylko i wyłącznie o własną skórę, znieczulając się na krzywdę innych. Dlatego uważam, że w tej sytuacji motywacja ma duże znaczenie: to od niej zależy, jak zaciekle o coś walczymy, niekoniecznie fizycznie ;) Zastanówmy się więc nad motywacją. Dlaczego na wpół metalowy xD wózkers zamienił się w szlachetnego rycerza? Przychodzi mi do głowy kilka możliwości.
Utrata tak ważnej rzeczy jak jak sprawność fizyczna pozwala, moim zdaniem, jeszcze mocniej docenić wartości, jakimi są ludzkie życie i zdrowie. Wartości te mogą stać się tak ważne, że w sytuacji zagrożenia ich obrona może być działaniem odruchowym, instynktownym. Podobnie sprawa może się mieć w przypadku ludzi, którzy wylądowali na wózku z własnej winy, z winy skrajnego braku wyobraźni, gdzie przy okazji uszczerbku na zdrowiu doznały również inne osoby. Nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie, w jakiej kondycji psychicznej musi się znajdować osoba, która siada na wózku, w dodatku mając świadomość, że przez nią ucierpieli niewinni ludzie. Jest to chyba przykład jednej z największych lekcji pokory, jakie może dać nam życie. Człowiek, który zdoła pozbierać się po takiej tragedii, prawie na pewno wyciągnie z tego wnioski, stając się lepszy, mądrzejszy i bardziej odpowiedzialny za siebie i innych. To właśnie ta odpowiedzialność i obietnica dana samemu sobie, że nikt w moim otoczeniu już nie będzie cierpiał, może prowadzić do aktów bohaterstwa. Trzeci powód, jaki przychodzi mi do głowy, często gdzieś tam przewija się w moich wypowiedziach. Mianowicie, może to być rodzaj próby, wynikający z potrzeby udowodnienia sobie, że mimo wszystko jestem w stanie zapewnić innym bezpieczeństwo, a wózek nie robi żadnej różnicy w tym, jakim jest się człowiekiem. W końcu każdy człowiek pragnie czuć się potrzebnym - to zdecydowanie podnosi życiowe morale ;)

Sam często zastanawiałem się co bym zrobił, gdyby ktoś mnie napadł i chciał np. okraść (bo chyba nie zgwałcić ;) ). Oczywiście, moja bujna wyobraźnia podsunęła mi cały wachlarz możliwości samoobrony. Pierwszy na myśl przyszedł mi film Obcy - 8. pasażer "Nostromo", gdzie jeden z bohaterów poruszający się na czterech kółkach poskładał strzelbę z elementów wózka inwalidzkiego :D Inne moje pomysły to paralizator, mała, ukryta kusza czy dmuchawka z strzałkami zamoczonymi w silnej neurotoksynie pochodzącej z małych, słodkich tropikalnych żabek :D A w razie wojny - cekaem zamontowany do wózka xD 
Ale już bez tych wszystkich żartów: w takim, a nie innym stanie fizycznym w jakim się znajduję, zostałoby mi chyba tylko wołanie “HELP HELP ZŁODZIEJ!”, licząc na pomoc innych. Gdybym próbował salwować się ucieczką, to poruszając się w moim żółwim tempie, dla dopełnienia komicznego efektu mógłbym chyba tylko krzyczeć “nie złapiesz mnie!” ;) W ostateczności oddałbym wszystkie fanty, telefon na pewno nie jest wart mojego zdrowia i życia.
Nie należy jednak zapominać o jeszcze jednej opcji. Siła mięśni czy wszelkiego rodzaju broń to przecież nie jedyny sposób na obronę i wyjście z trudnej sytuacji. Zawsze można podejść do sprawy jak policyjny negocjator. Psychologia i manipulacja może być dużo bardziej skuteczna niż pięść, a dobra gadka nieraz potrafi wybawić z tarapatów. Słowo “manipulacja” nie brzmi dobrze, ale kiedy używa się jej do obrony, a nie do naginania świata do własnego widzimisię czy działania na krzywdę innych, to nie widzę w tym nic złego ;) Jak to mówią, tonący i brzytwy się złapie, byle pozostać na powierzchni. W każdym umyśle, nawet psychopaty, można znaleźć lukę, którą można wykorzystać na własną korzyść. Już sama próba zrozumienia napastnika może bardzo pomóc. Zachowując opanowanie, opowiadając o sobie, okazując chęć współpracy możemy zmienić nastawienie bandziora - staniemy się w jakiś sposób związani z nim, a nie okrada się przyjaciela, czyż nie? Drugiego człowieka można podejść na tysiąc różnych sposobów, sztuką jest wybrać odpowiedni - tutaj już, niestety, trzeba zdać się na swój instynkt. 
Mimo, że mam poczucie, że prawdopodobnie wyszedłbym obronną ręką z takiego spotkania, wolę nie próbować i dmuchać na zimne, unikając szemranych ciemnych uliczek i podejrzanego towarzystwa. Ironią byłoby tyle walczyć ze swoją nieuleczalną chorobą, a skończyć wykrwawiając się na zimnym asfalcie ;) Warto zdawać sobie sprawę ze swoich atutów fizycznych i umysłowych, ale lepiej nie kusić losu ;)

To już koniec tego tematu w klimacie kryminału :D Groźne międzyludzkie sytuacje dotyczą wszystkich, bez względu na sprawność, ale mam nadzieję, że udało mi się pokazać że również wózkers potrafi wyjść z takiej opresji, czy to używając swoich mięśni czy też perswazji słownej ;) Mam też nadzieję, że nie przestraszyłem żadnego wózkersa na tyle, żeby bał się wychodzić z domu ;) Tak naprawdę, żeby być absolutnie bezpiecznym chyba musielibyśmy nie wychodzić z łóżka xD Są tylko dwie opcje: albo podejmujesz wyzwania i żyjesz, albo umierasz ze strachu do końca życia. Pierwsza opcja wydaje się dużo bardziej ciekawa i kusząca ;)
To na tyle ludziska! Dzięki za uwagę i do następnego ;) A tymczasem - Cztery koła, wiara w siebie, spójrz przed siebie!

Pamiętaj!
Gdy ktoś chce uderzyć Cię w twarz
to do obrony prawo masz xD

poniedziałek, 13 października 2014

Zakaz wstępu



Hey ludziska!

Moi mili, zdarzało się, że jako wózkers bardzo często byłem dobrze odbierany w różnych miejscach, na imprezach, a ostatnio na koncercie IN FLAMES.  Różnie się to objawiało: ktoś mi mówił, że darzy mnie szacunkiem, że mnie podziwia, ktoś przybijał “piątkę”, podawał dłoń ;) W takich sytuacjach zwykle czuję się nieco dziwne, bo uważam, że nie robię nic nadzwyczajnego - ja tylko po prostu chcę i staram się żyć normalnie. Niemniej, zawsze było to bardzo miłe i budujące doświadczenie. Ale, tak jak odwrotnością ciepła jest zimno, tak i można dosyć boleśnie nadziać się na negatywne słowa i zachowania w stosunku do osób niepełnosprawnych. I właśnie o tym dość przykrym temacie chciałbym dzisiaj trochę popisać.

Był taki okres w moim życiu, kiedy spędzałem sporo czasu przesiadując na czacie. Wynikało to z potrzeby poznawania nowych ludzi bez konieczności angażowania w to osób trzecich. Przypominam, że komputer i internet to ważne okno na świat dla osób niepełnosprawnych. Do dziś zresztą utrzymuję kontakt z niektórymi poznanymi tam osobami (pozdrawiam!). Ale nie wszyscy rozmówcy są równie sympatyczni. Była taka dziewczyna, czarny charakter; potrafiła mocno krytykować ludzi za drobnostki, w dodatku z niemałą agresją słowną. W końcu i ja znalazłem się na jej widelcu, choć nie miałem pojęcia, dlaczego tak się stało. Jak to ja, w końcu doprowadziłem do konfrontacji i doszło między nami do rozmowy, ponieważ chciałem się dowiedzieć, co ja jej, cholibka, złego zrobiłem? Jak myślicie, co się okazało?
Otóż, w skrócie: dowiedziałem się, że jestem “niepełnosprawnym darmozjadem żyjącym na garnuszku państwa”. Przyznam, trochę mnie zatkało, ale nie odpowiedziałem na ten wybuch agresją. Cóż, samo określenie “życie na garnuszku państwa” jest dosyć zabawne, biorąc pod uwagę wysokość renty socjalnej, będącą raczej odwrotnością dobrobytu xD Nadmieniłem, że trzeba jednak dać z siebie trochę więcej w życiu, choćby po to, żeby człowieka stać było na różne drobne przyjemności ;) Poza tym, nakreśliłem rozmówczyni nieco moje ambicje: że sama egzystencja to zdecydowanie za mało jak dla mnie, w końcu nie jestem niepełnosprawny z wyboru i dla własnej wygody. Nigdy nie powiedziałbym czegoś w stylu: jestem na wózku, a teraz wszyscy macie mi robić dobrze, bo mi się należy… xD W życiu!
Po konfrontacji, kontakt z tą czatowiczką stał się dużo bardziej przyjazny. Wniosek nasuwa się jeden: z ludźmi, którzy nie mają pojęcia o pewnych sprawach lub oceniają innych zbyt pochopnie należy rozmawiać, a nie reagować taką samą agresją lub pójść płakać, bo ktoś mówi takie, a nie inne rzeczy na nasz temat. Jeśli sam niepełnosprawny nie wyprowadzi “napastnika” z błędu, to nic się nie zmieni i osoba ta będzie myślała, że ma rację - co na pewno nie pomoże w integracji społecznej. Dlatego apeluję do wózkersów i innych osób z niepełnosprawnością: w kulturalny sposób, ale nie dajcie sobie w kaszę dmuchać :D

Mimo chęci osoby niepełnosprawnej do normalnego funkcjonowania i życia społecznego, zdarza się, że największą przeszkodą staje się nie architektura czy ograniczenia fizyczne, a drugi człowiek. Człowiek, którego charakteryzują uprzedzenia, pragnienie dyskryminacji i, powiem dosyć ostro: ograniczenie umysłowe. Pobieżna analiza prasy dostarcza przeglądu takich sytuacji:

Mrzeżyno: grupka niepełnosprawnej młodzieży wyproszona z potańcówki ponieważ “zajmowali za dużo miejsca i nie kupowali alkoholu”. Z tego co widziałem w artykule, potańcówka mieściła się w namiocie sporych rozmiarów. Pomijając jakieś festiwale czy inne większe imprezy, nigdy nie widziałem namiotowej knajpy zapełnionej tak bardzo, żeby nie dało się nawet palca wcisnąć. A obowiązek spożywania alkoholu już w ogóle mnie bawi xD Wiadomo dla entuzjastów alkoholu taki obowiązek to raj, ale nie wszystkim to służy ;) Wyproszenie z lokalu klienta, który niczego nie zamawia, może jeszcze być jakoś usprawiedliwione. W końcu przedsiębiorca płaci miastu za to, że może rozbić w tym miejscu namiot, płaci licencje za puszczaną muzykę, opłaca dj-a. To zrozumiałe, że chce pokryć te koszty i zarobić. Piszę o tym, bo chcę być obiektywny, a wiadomo, jak media potrafią manipulować treścią. Ale jeśli sytuacja była opisana rzetelnie, to takie potraktowanie drugiego człowieka jest po prostu skandaliczne.

Lublin: pomimo posiadanej wejściówki, wyproszono kulejącą przez swoją niepełnosprawność dziewczynę z dyskoteki. Powód, dla którego została wyproszona wyjaśnił się, kiedy tego samego wieczoru mężczyzna na wózku inwalidzkim przyjechał po swoją żonę i również nie został wpuszczony, nawet na chwilę.

Opisane powyżej sytuacje czytam jako: osób z widoczną niepełnosprawnością nie wpuszczamy. Dlaczego? Bo straszymy innych? Bo młoda, zdrowa, uśmiechnięta młodzież z idealnymi ciałami nie może się bawić z kimś takim? Bo czują się lepsi? Brak wyobraźni to straszna choroba, straszniejsza od zaniku mięśni… Jak dla mnie, życie chwilą i egoizm to dwie zupełnie różne rzeczy. Każdego z nas może dotknąć niepełnosprawność lub prędzej czy później będzie musiał zająć się np. na starość schorowanymi rodzicami czy może babcią, dziadkiem i załamie się ten idealny świat, zbudowany na grząskim gruncie. Nie wątpię, że są osoby którym udało się w szczęśliwym złudzeniu dotrwać do końca swoich dni, ale większość wie, że zabawa nie trwa wiecznie, a idealne ciało czy zajebisty melanż to nie gwarancja szczęścia. Absolutnie nie chciałbym tu wrzucać ludzi chodzących na dyskoteki do jednego worka. Wszędzie znajdą się takie a nie inne grupy ludzi i chyba nie da się nic na to poradzić, można być jedynie gotowym na taką sytuację i przyjąć ją na klatę.

Olsztyn: wózkersowej dziewczynie zabroniono zabawy na parkiecie, ponieważ rzekomo miałaby się jej stać krzywda w tłumie tańczących osób. Dla mnie jest to dosyć niedorzeczne: po pierwsze, była to dorosła kobieta, a po drugie, doświadczenie wózkersa pozwala mu ocenić czy dana sytuacja jest bezpieczna dla niego i dla otoczenia. Do stu piorunów, upośledzenie fizyczne nie wpływa na intelekt, a wózek nie robi z człowieka małego dziecka, które nie jest w stanie podejmować decyzji i brać za siebie odpowiedzialności! Idąc tym tropem, sporo lokali mogłoby nie wpuszczać niepełnosprawnych z powodu niebezpieczeństwa stwarzanego przez np. zbyt dużą ilość schodów, ale to tak samo, jak nie wsiadać do samochodu, bo można mieć wypadek. Jako ludzie i obywatele RP mamy niepodważalne prawo do wolności decydowania o sobie, czyż nie? Gdyby mnie spotkała taka sytuacja, poczułbym się potraktowany bardzo przedmiotowo i na pewno nie odpuściłbym bez walki ;)

Czytając o tego typu sytuacjach, ogarnia mnie piekielna złość. Nikt nie będzie niepełnosprawnych, w tym i mnie, CrazyWilla, wrzucał do kategorii podludzi. Każdy z nas ma swoją wartość i powinien o tym pamiętać. I cokolwiek będą mówić na Wasz temat, Wy przecież wiecie swoje, a to jest, moim zdaniem, najważniejsze ;)
Pomimo, że sytuacje opisane w dzisiejszej notce mogły być trochę straszne i zniechęcające, wózkersi, nie obawiajcie się! Zanim człowiek wybierze się do tropikalnej dżungli, musi najpierw dowiedzieć się na co powinien uważać, żeby przetrwać w razie zaistnienia trudnych warunków. I tak samo tutaj. Czasem może być ciężko, ale nie warto się zrażać i zamykać w swojej skorupce przez ludzi, którym słabo wychodzi myślenie, a w lustrze widzą tylko siebie. Tak naprawdę, taki ktoś jest bardziej niepełnosprawny od Ciebie xD A jeśli chodzi o różne przykre słowa - świadczą one wyłącznie o znieważającym, a nie o znieważanym. Z własnego doświadczenia wiem, że chcąc sprawić nam przykrość, taka osoba zwykle jakimś stopniu opiera się o cechy swojego własnego niechlubnego charakteru. Trochę żal - w końcu musi się takiej osobie ciężko żyć w społeczeństwie będąc takim człowiekiem, no ale na to już nic nie poradzimy. Cóż, jak się wdepnie w błoto, to czyści się buty i idzie się dalej xD

I tym akcentem chciałbym zakończyć dzisiejszą notkę. Nie dajcie się, ludziska! Pozdrowienia i do następnego :)

Pamiętaj!
Gdy głupimi się przejmujesz,
właśnie zdrowie swe rujnujesz
:P

poniedziałek, 6 października 2014

Koncertowo



Hey ludziska! 

Mam nadzieję, że miło spędziliście miniony weekend :) Ja miałem spędzić go w szkole na zajęciach ale, dzięki zmianie planu zajęć, mogłem oddać się nieco leniuchowaniu ;) Tak, dobrze przeczytaliście, CrazyWill wraca do szkoły xD Uznałem, że skoro tyle czasu spędzam przy komputerze a moja praca i zainteresowania są z nim ściśle związane, to dodatkowa wiedza technika informatyka na pewno mi się przyda. A że mam czas w weekendy, to czemu nie? Nigdy bym nie przypuszczał, że po studiach udam się jeszcze do jakiejś szkoły, ale widocznie nawet moje podejście zmienia się z wiekiem ;)

Z okazji tego leniuchowania, wzięło mnie na wspominki. Cofnijmy się zatem nieco w czasie: do weekendu tydzień temu, a dokładnie do soboty, 27 września. W tym dniu poniekąd spełniło się moje małe marzenie - wybrałem się do krakowskiego klubu Studio na koncert zespołu IN FLAMES. Jest to jeden z moich ulubionych zespołów metalowych, a tego rodzaju muzyka odgrywa ważną rolę w moim życiu, więc było to dla mnie nie lada wydarzenie ;)

Kraków jest miastem, które naprawdę lubię, choć ostatnio pewna osoba zasugerowała mi, że to dlatego, iż nie byłem jeszcze we Wrocławiu i założę się, że znajdą się osoby, którym przypadnie do gustu taka teza ;D Jakiś specjalny klimat tego miasta sprawia, że zawsze czuję się tam bardzo dobrze. 
Ale, od moich osobistych odczuć względem Krakowa, ważniejsze jest chyba spojrzenie na miasto z perspektywy wózkersa, którą tak usilnie staram się pokazywać na CrazyWill-owym blogu ;) W takim razie, jak wyglądają tamtejsze warunki jeśli chodzi o poruszanie się na wózku inwalidzkim? Odpowiem, że są raczej sprzyjające. Nie natknąłem się na krawężniki o wysokości muru chińskiego :D Transport publiczny też jest raczej przyjazny dla wózkersów. Inaczej, niestety, mają się sprawy z budynkami.
Kraków pełen jest starego budownictwa, które ciężko przystosować, zwłaszcza, że przepisy dla budynków powstałych przed rokiem 1995 były mniej rygorystyczne. Architektura i zagospodarowanie przestrzenne starych miast często słabo nadaje się do niektórych współczesnych potrzeb. Według obowiązujących przepisów budowlanych, dostosowywane muszą być jedynie nowo powstające budynki użyteczności publicznej. Przykładem takiego budynku może być McDonald’s przy krakowskim Rynku. W środku jest okej - wszędzie równo, jest toaleta dla niepełnosprawnych. Jednak, aby dostać się do środka trzeba pokonać pojedynczy, dosyć wysoki stopień. Na pewno dla niektórych wózkersów taka przeszkoda to drobnostka, ale nie dla wszystkich (w tym dla mnie), a na pewno nie dla wózków elektrycznych. Problem stopnia można by rozwiązać podjazdem, ale tutaj pojawia się kolejna przeszkoda, a mianowicie PRZEPISY. Podjazd nie może zająć zbyt dużej części chodnika, ze względu na bezpieczeństwo przechodniów. A w większości miast chodnika nie można poszerzyć, ponieważ wtedy zbyt wąska byłaby droga - odległość między budynkami jest za mała na takie modyfikacje. Lecz nawet tak patowa sytuacja nie jest zupełnie bez wyjścia: z pomocą przychodzi nam współczesna technologia. Dalej opierając się na przykładzie krakowskiego McDonald’s-a: za pomocą technologii można by sprawić, by szeroki próg znajdujący się przed drzwiami pełnił rolę ruchomej platformy. Po naciśnięciu przez wózkersa guzika, wsuwałby się w ziemię do poziomu chodnika, a po ponownym naciśnięciu guzika umieszczonego na murze, podnosiłby się o te kilka cm do poziomu posadzki w lokalu i voilà - gotowe :D
Niestety, technologia takiej transformacji architektonicznej jest dosyć innowacyjna, a co za tym idzie, nie jest tania. Na pewno wielu przedsiębiorców nie zdecydowałoby się na takie rozwiązanie nawet z jakimś dofinansowaniem. Pewnie są i przedsiębiorcy, którzy poradziliby sobie finansowo z takim przedsięwzięciem, ale po co narażać się na koszty, skoro mniej rygorystyczne przepisy można nagiąć… Czasem najbardziej potrzeba odrobiny chęci i inicjatywy. Niestety, chyba jeszcze trochę musi się zmienić mentalność w naszym kraju ;) 

Tutaj możecie zobaczyć przykład takiej transformacji:

Trochę się rozpisałem o barierach architektonicznych, przejdźmy do samego koncertu :D Wspominałem już, jakie problemy wiążą się dla mnie z każdą większą wyprawą. Dlatego, oprócz oczywistej ekscytacji ;) mojej wyprawie na koncert towarzyszyło parę obaw. Nie martwiłem się podróżą czy samym miastem tylko klubem, w którym miałem być po raz pierwszy w życiu (oby nie ostatni xD). Nie wiedziałem jakie warunki tam panują: czy będzie dużo schodów, czy będzie jakieś bezpieczne miejsce, żeby nikt mnie nie zadeptał, no i jak wygląda sytuacja z toaletami. Mówiłem sobie “byle przeżyć, byle przeżyć” xD Ostatecznie okazało się, że nie jest najgorzej. Przy wejściu do klubu Studio jest podjazd, w środku miły ochroniarz doradził mi zająć miejsce na balkonie, który biegł przez całą tylną ścianę pomieszczenia. A że byliśmy większą ekipą, chłopaki bez większych problemów wciągnęli mnie po schodach na ten balkon, ustawiłem się naprzeciw sceny i było pięknie :D Jedynym problemem były nieszczęsne toalety, które były chyba najniżej usytuowanym punktem budynku. Musiałem stłumić w sobie pewne potrzeby ;) bo przecież nie mogłem zmarnować wysiłków swoich, wysiłków moich przyjaciół i tak dobrego miejsca do wysłuchania i zobaczenia całego koncertu przez byle fizjologię xD 
Koncert gwiazdy wieczoru poprzedził występ dwóch zespołów supportujących. Zapamiętałem nazwę tylko jednego z nich: While She Sleeps, ponieważ najbardziej dali czadu a w tym co robią widać było energię i pasję. Rzucali się w publiczność (na tzw. falę), a wokalista nawet skoczył z półpiętra schodów, które prowadziły na wspomniany przeze mnie balkon. Oczywiście, został szczęśliwie złapany i nie musiałem mu pożyczać moich czterech kółek ;) Po tym wyczynie wpadłem na pomysł alternatywnego zejścia po koncercie: zlikwidujemy barierkę, zwołamy tych wszystkich ludzi pod balkon i rzucę się na falę ;D No, choć obawiam się, że z moim wózkiem mógłbym kogoś wbić w ziemię niczym gwóźdź w deskę i wystawałaby tylko główka xD
W końcu, w blasku imponujących efektów świetlnych, przyszedł czas na danie główne: IN FLAMES! Trochę się obawiałem, dowiedziawszy się że Polska to pierwszy punkt na ich trasie koncertowej promującej nowy album, ponieważ nie grali koncertu od niemalże roku. Ale wygląda na to, że to jak z jazdą na rowerze - tego się nie zapomina ;) Wraz z pierwszym rifem gitarowym wlała się we mnie duża dawka pozytywnej energii, to była ta chwila, chwila, na którą tak długo czekałem. Przez cały koncert ruszałem się w rytm muzyki, nawet gdy już odczuwałem zmęczenie i byłem cholernie zgrzany, ale nie mogłem sobie odpuścić, bo była moc! Czy wstydzę się swoich niezdarnych pląsów? Nie, nie wstydzę się, dosłownie nie obchodzi mnie to, czy ktoś będzie mnie pod tym względem oceniał. Taki a nie inny mój los, nie zmienię go, mogę jedynie jak najlepiej wykorzystać to, co mam w tej chwili ;) Koncert był naprawdę świetny, nie pamiętam kiedy bawiłem się tak dobrze w taki sposób :) Zdecydowanie, IN FLAMES należy do zespołów, które bardzo dobrze wypadają na żywo.
Po wszystkim, gdy zjeżdżaliśmy po schodach okazało się, że nie byłem jedynym wózkersem na koncercie: na półpiętrze spotkaliśmy czerwonowłosą dziewczynę na wózku elektrycznym (z półpiętra też było widać scenę). Wózki elektryczne lekkie nie są ale, widać, dało się ;) Myślę, że na tego typu imprezach zawsze znajdzie się sporo gotowych do pomocy osób. 
Na dużych obiektach, takich jak np. duże stadiony czy katowicki Spodek, zwykle jest wyznaczona jakaś strefa dla osób niepełnosprawnych. Jednak, wózkersów którzy chcą się udać do jakiegoś mniejszego klubu na koncert zachęcam do przełamania obaw, bo zwykle znajdzie się jakieś wyjście z opresji ;) Zawsze można zdobyć kontakt, zadzwonić i dopytać się co i jak, jakoś się zorganizować. Ja tym razem, nieco lekkomyślnie, po prostu udałem się na koncert xD Nie chciałem się zniechęcać jakimiś przeszkodami - musiałem tam być i koniec, kropka ;) Ostatecznie, moim zawołaniem jest przecież Let’s Rock! Never Give-up! ;) No i ostatecznie nie było tragedii, której się trochę obawiałem w drodze na koncert, a w głowie zostały mi wyłącznie dobre wspomnienia. Jak to mówi Hannibal z Drużyny A “Lubię, kiedy wszystko idzie zgodnie z planem” :D 

Na koniec chciałbym podziękować moim Przyjaciołom za to, że mogłem te świetne chwile przeżyć razem z nimi oraz za to, że dzięki nim napotkane przeszkody były łatwiejsze do pokonania. Wielkie dzięki, moi mili! :D

I tym akcentem będę już kończył, ogromnie się cieszę, że mogłem podzielić się z Wami tym jakże ważnym wydarzeniem w moim życiu. Nabrałem ochoty na więcej koncertów, jak to się mówi: “apetyt rośnie w miarę jedzenia”, więc pewnie nie będzie to ostatnia notka w koncertowych klimatach ;) Do następnego, trzymajcie się, ludziska! Let’s Rock, Never Give-up! Wziuuuuuuuum xD

Pamiętajcie!
Koncert to bardzo fajna sprawa, 
każdemu wybrać się wypada ;)


A na koniec kawałek prosto z koncertu nagrany przez jednego z fanów:

In Flames - Trigger