poniedziałek, 6 października 2014

Koncertowo



Hey ludziska! 

Mam nadzieję, że miło spędziliście miniony weekend :) Ja miałem spędzić go w szkole na zajęciach ale, dzięki zmianie planu zajęć, mogłem oddać się nieco leniuchowaniu ;) Tak, dobrze przeczytaliście, CrazyWill wraca do szkoły xD Uznałem, że skoro tyle czasu spędzam przy komputerze a moja praca i zainteresowania są z nim ściśle związane, to dodatkowa wiedza technika informatyka na pewno mi się przyda. A że mam czas w weekendy, to czemu nie? Nigdy bym nie przypuszczał, że po studiach udam się jeszcze do jakiejś szkoły, ale widocznie nawet moje podejście zmienia się z wiekiem ;)

Z okazji tego leniuchowania, wzięło mnie na wspominki. Cofnijmy się zatem nieco w czasie: do weekendu tydzień temu, a dokładnie do soboty, 27 września. W tym dniu poniekąd spełniło się moje małe marzenie - wybrałem się do krakowskiego klubu Studio na koncert zespołu IN FLAMES. Jest to jeden z moich ulubionych zespołów metalowych, a tego rodzaju muzyka odgrywa ważną rolę w moim życiu, więc było to dla mnie nie lada wydarzenie ;)

Kraków jest miastem, które naprawdę lubię, choć ostatnio pewna osoba zasugerowała mi, że to dlatego, iż nie byłem jeszcze we Wrocławiu i założę się, że znajdą się osoby, którym przypadnie do gustu taka teza ;D Jakiś specjalny klimat tego miasta sprawia, że zawsze czuję się tam bardzo dobrze. 
Ale, od moich osobistych odczuć względem Krakowa, ważniejsze jest chyba spojrzenie na miasto z perspektywy wózkersa, którą tak usilnie staram się pokazywać na CrazyWill-owym blogu ;) W takim razie, jak wyglądają tamtejsze warunki jeśli chodzi o poruszanie się na wózku inwalidzkim? Odpowiem, że są raczej sprzyjające. Nie natknąłem się na krawężniki o wysokości muru chińskiego :D Transport publiczny też jest raczej przyjazny dla wózkersów. Inaczej, niestety, mają się sprawy z budynkami.
Kraków pełen jest starego budownictwa, które ciężko przystosować, zwłaszcza, że przepisy dla budynków powstałych przed rokiem 1995 były mniej rygorystyczne. Architektura i zagospodarowanie przestrzenne starych miast często słabo nadaje się do niektórych współczesnych potrzeb. Według obowiązujących przepisów budowlanych, dostosowywane muszą być jedynie nowo powstające budynki użyteczności publicznej. Przykładem takiego budynku może być McDonald’s przy krakowskim Rynku. W środku jest okej - wszędzie równo, jest toaleta dla niepełnosprawnych. Jednak, aby dostać się do środka trzeba pokonać pojedynczy, dosyć wysoki stopień. Na pewno dla niektórych wózkersów taka przeszkoda to drobnostka, ale nie dla wszystkich (w tym dla mnie), a na pewno nie dla wózków elektrycznych. Problem stopnia można by rozwiązać podjazdem, ale tutaj pojawia się kolejna przeszkoda, a mianowicie PRZEPISY. Podjazd nie może zająć zbyt dużej części chodnika, ze względu na bezpieczeństwo przechodniów. A w większości miast chodnika nie można poszerzyć, ponieważ wtedy zbyt wąska byłaby droga - odległość między budynkami jest za mała na takie modyfikacje. Lecz nawet tak patowa sytuacja nie jest zupełnie bez wyjścia: z pomocą przychodzi nam współczesna technologia. Dalej opierając się na przykładzie krakowskiego McDonald’s-a: za pomocą technologii można by sprawić, by szeroki próg znajdujący się przed drzwiami pełnił rolę ruchomej platformy. Po naciśnięciu przez wózkersa guzika, wsuwałby się w ziemię do poziomu chodnika, a po ponownym naciśnięciu guzika umieszczonego na murze, podnosiłby się o te kilka cm do poziomu posadzki w lokalu i voilà - gotowe :D
Niestety, technologia takiej transformacji architektonicznej jest dosyć innowacyjna, a co za tym idzie, nie jest tania. Na pewno wielu przedsiębiorców nie zdecydowałoby się na takie rozwiązanie nawet z jakimś dofinansowaniem. Pewnie są i przedsiębiorcy, którzy poradziliby sobie finansowo z takim przedsięwzięciem, ale po co narażać się na koszty, skoro mniej rygorystyczne przepisy można nagiąć… Czasem najbardziej potrzeba odrobiny chęci i inicjatywy. Niestety, chyba jeszcze trochę musi się zmienić mentalność w naszym kraju ;) 

Tutaj możecie zobaczyć przykład takiej transformacji:

Trochę się rozpisałem o barierach architektonicznych, przejdźmy do samego koncertu :D Wspominałem już, jakie problemy wiążą się dla mnie z każdą większą wyprawą. Dlatego, oprócz oczywistej ekscytacji ;) mojej wyprawie na koncert towarzyszyło parę obaw. Nie martwiłem się podróżą czy samym miastem tylko klubem, w którym miałem być po raz pierwszy w życiu (oby nie ostatni xD). Nie wiedziałem jakie warunki tam panują: czy będzie dużo schodów, czy będzie jakieś bezpieczne miejsce, żeby nikt mnie nie zadeptał, no i jak wygląda sytuacja z toaletami. Mówiłem sobie “byle przeżyć, byle przeżyć” xD Ostatecznie okazało się, że nie jest najgorzej. Przy wejściu do klubu Studio jest podjazd, w środku miły ochroniarz doradził mi zająć miejsce na balkonie, który biegł przez całą tylną ścianę pomieszczenia. A że byliśmy większą ekipą, chłopaki bez większych problemów wciągnęli mnie po schodach na ten balkon, ustawiłem się naprzeciw sceny i było pięknie :D Jedynym problemem były nieszczęsne toalety, które były chyba najniżej usytuowanym punktem budynku. Musiałem stłumić w sobie pewne potrzeby ;) bo przecież nie mogłem zmarnować wysiłków swoich, wysiłków moich przyjaciół i tak dobrego miejsca do wysłuchania i zobaczenia całego koncertu przez byle fizjologię xD 
Koncert gwiazdy wieczoru poprzedził występ dwóch zespołów supportujących. Zapamiętałem nazwę tylko jednego z nich: While She Sleeps, ponieważ najbardziej dali czadu a w tym co robią widać było energię i pasję. Rzucali się w publiczność (na tzw. falę), a wokalista nawet skoczył z półpiętra schodów, które prowadziły na wspomniany przeze mnie balkon. Oczywiście, został szczęśliwie złapany i nie musiałem mu pożyczać moich czterech kółek ;) Po tym wyczynie wpadłem na pomysł alternatywnego zejścia po koncercie: zlikwidujemy barierkę, zwołamy tych wszystkich ludzi pod balkon i rzucę się na falę ;D No, choć obawiam się, że z moim wózkiem mógłbym kogoś wbić w ziemię niczym gwóźdź w deskę i wystawałaby tylko główka xD
W końcu, w blasku imponujących efektów świetlnych, przyszedł czas na danie główne: IN FLAMES! Trochę się obawiałem, dowiedziawszy się że Polska to pierwszy punkt na ich trasie koncertowej promującej nowy album, ponieważ nie grali koncertu od niemalże roku. Ale wygląda na to, że to jak z jazdą na rowerze - tego się nie zapomina ;) Wraz z pierwszym rifem gitarowym wlała się we mnie duża dawka pozytywnej energii, to była ta chwila, chwila, na którą tak długo czekałem. Przez cały koncert ruszałem się w rytm muzyki, nawet gdy już odczuwałem zmęczenie i byłem cholernie zgrzany, ale nie mogłem sobie odpuścić, bo była moc! Czy wstydzę się swoich niezdarnych pląsów? Nie, nie wstydzę się, dosłownie nie obchodzi mnie to, czy ktoś będzie mnie pod tym względem oceniał. Taki a nie inny mój los, nie zmienię go, mogę jedynie jak najlepiej wykorzystać to, co mam w tej chwili ;) Koncert był naprawdę świetny, nie pamiętam kiedy bawiłem się tak dobrze w taki sposób :) Zdecydowanie, IN FLAMES należy do zespołów, które bardzo dobrze wypadają na żywo.
Po wszystkim, gdy zjeżdżaliśmy po schodach okazało się, że nie byłem jedynym wózkersem na koncercie: na półpiętrze spotkaliśmy czerwonowłosą dziewczynę na wózku elektrycznym (z półpiętra też było widać scenę). Wózki elektryczne lekkie nie są ale, widać, dało się ;) Myślę, że na tego typu imprezach zawsze znajdzie się sporo gotowych do pomocy osób. 
Na dużych obiektach, takich jak np. duże stadiony czy katowicki Spodek, zwykle jest wyznaczona jakaś strefa dla osób niepełnosprawnych. Jednak, wózkersów którzy chcą się udać do jakiegoś mniejszego klubu na koncert zachęcam do przełamania obaw, bo zwykle znajdzie się jakieś wyjście z opresji ;) Zawsze można zdobyć kontakt, zadzwonić i dopytać się co i jak, jakoś się zorganizować. Ja tym razem, nieco lekkomyślnie, po prostu udałem się na koncert xD Nie chciałem się zniechęcać jakimiś przeszkodami - musiałem tam być i koniec, kropka ;) Ostatecznie, moim zawołaniem jest przecież Let’s Rock! Never Give-up! ;) No i ostatecznie nie było tragedii, której się trochę obawiałem w drodze na koncert, a w głowie zostały mi wyłącznie dobre wspomnienia. Jak to mówi Hannibal z Drużyny A “Lubię, kiedy wszystko idzie zgodnie z planem” :D 

Na koniec chciałbym podziękować moim Przyjaciołom za to, że mogłem te świetne chwile przeżyć razem z nimi oraz za to, że dzięki nim napotkane przeszkody były łatwiejsze do pokonania. Wielkie dzięki, moi mili! :D

I tym akcentem będę już kończył, ogromnie się cieszę, że mogłem podzielić się z Wami tym jakże ważnym wydarzeniem w moim życiu. Nabrałem ochoty na więcej koncertów, jak to się mówi: “apetyt rośnie w miarę jedzenia”, więc pewnie nie będzie to ostatnia notka w koncertowych klimatach ;) Do następnego, trzymajcie się, ludziska! Let’s Rock, Never Give-up! Wziuuuuuuuum xD

Pamiętajcie!
Koncert to bardzo fajna sprawa, 
każdemu wybrać się wypada ;)


A na koniec kawałek prosto z koncertu nagrany przez jednego z fanów:

In Flames - Trigger

7 komentarzy:

  1. Na razie doczytałam do Mc i wziął mnie bulwers, więc się wypowiem, a potem przeczytam dalej :D
    Ludzie, czy wyśta powariowali z jaraniem się tym filmikiem? Może to i jest rozwiązanie, ale kosmicznie drogie i niepraktyczne. Szczególnie, że są inne opcje. Skoro mamy JEDEN stopień i zakaz podjazdu na chodniku, czy nie wystarczyłby kawał blachy szynami zwanej? :> W Paryżu to się sprawdzało. We wszystkich znanych mi miejscach - to się sprawdzało. Nie pchajmy technologii tam gdzie jest zbędna, bo z doświadczenia wózkersa wiem, że to właśnie nowoczesne technologiczne rozwiązania psują się najszybciej.
    :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale czad!!! Zazdroszczę koncertu, lubię bardzo :) Metal w niemal każdej postaci jest mi bardzo bliski już od 21 lat (tak wiem starość nie radość).Życzę Ci aby wszystkie napotkane przeszkody okazały się do pokonania :) I wielu,wielu wspaniałych,niezapomnianych koncertów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam starość od razu ;) Ale ogólnie rzecz biorąc może być radosna tylko trzeba umieć się bawić :D Takie życzenia na pewno się przydadzą wielkie dzięki :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Faktycznie była moc! Da się odczuć:) Super!!! Post tak przygotowany merytorycznie, że zapytam, czemu nie doktorat w te weekendy? No chyba, że będzie z informatyki - więc ok - po kolei:) Tzn. Świetnie, że się uczysz;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam doktorat od razu. Tytuł w życiu nie są najważniejsze a przynajmniej ja się tym nie jaram ;)

      Usuń
  4. Czadu w nauce jak na koncercie życzy INNA...BABCIA

    OdpowiedzUsuń