poniedziałek, 27 października 2014

Terenowy

Źródło: http://www.adventure-journal.com/


Hey ludziska!

W ubiegłym tygodniu jesień już pokazała swoje pazurki ;) Pogoda, przynajmniej u mnie, była niczym wyjęta prosto z miasteczka Sillient Hill (dosyć mrocznie). Na krótką metę fajna sprawa, ponieważ można poczuć klimat powieści grozy, które zresztą bardzo lubię ;) Mam nadzieję, że i Wy znaleźliście w tym jesiennym ziąbie jakieś pozytywy ;)

Poruszałem już tematy przeszkód architektonicznych i urbanistycznych, które mogą uniemożliwić bądź utrudnić normalne funkcjonowanie wózkersów i innych osób niepełnosprawnych w życiu codziennym oraz społecznym. Lecz, oprócz nich, istnieją również przeszkody związane z ukształtowaniem terenu, tzw. terenowe. Mieszkając w małej wiosce otoczonej łąkami i lasem bardzo lubię przebywać blisko natury i pobyt np. wśród drzew sprawia mi niesamowitą przyjemność. Posiadam też dosyć przyzwoity czterokołowy elektryczny skuterek dla osób niepełnosprawnych, którym mogę się poruszać po wybranych ścieżkach. Ale zawsze coś ciągnie mnie do tego, abym zboczył z wyznaczonej ścieżki; bardzo możliwe, że to ta moja buntownicza i przekorna natura ;) Chciałoby się zobaczyć co kryje następny zagajnik, odkryć jakieś fajne miejsce, dotrzeć tam gdzie wzrok nas poniesie (żądny przygód jestem wydało się). Niestety, wspomniany skuterek nie nadaje się do tego typu rzeczy ponieważ to nie samochód terenowy (choć i ten miewa problemy) i może się wywrócić, zakopać i tym podobne historie moich wy-padków ;) Nie oznacza to jednak, że pokonywanie przeszkód terenowych jest niemożliwe, nawet dla kogoś z zanikiem mięśni. Nie raz już wspominałem, że w kwestii niwelowania trudności na które natykają się wózkersi, spore nadzieje pokładam w technologii. No i oto chyba specjalnie dla takich jak ja, pewna austriacka firma skonstruowała bardzo zmyślny elektryczny pojazd poruszający się na gąsienicach :D Ale co będę dużo pisał, zobaczcie sami ;)


Jest moc, jest dizajn :D Jest też mankament. Niestety: cena dla kogoś, kto nie posiada w kieszeni na taki cel 80 000 zł, jest nie do przeskoczenia. Za tyle to można kupić już całkiem fajny i, przede wszystkim, nowy samochód ;) Jak zobaczyłem, ile kosztuje to cacko, szczęka mi opadła na ziemię, ale w sumie, czego ja się spodziewałem? ;) Oczywiście, można zrobić coś podobnego dużo mniejszym kosztem z pomocą znajomych i przyjaciół inżynierów, aczkolwiek trzeba pamiętać, że odpowiednie podzespoły swoje kosztują. Może kiedyś uda mi się zgromadzić odpowiednie środki na zrealizowanie tego planu; jeśli tak, na pewno przeczytacie o tym, jak zdobywam niedostępne dla mnie knieje :D Na razie pozostaje mi odwiedzanie takich miejsc na youtubie np. na kanałach survivalowców ;) Co zrobić, w spełnianiu marzeń jest potrzebna także cierpliwość, więc lepiej się w nią uzbrójmy ;)
Taki pojazd przydałby się również w porze roku, której bardzo nie lubię, a mianowicie zimą. I nie lubię jej nie dlatego, że przeszkadza mi zimowy krajobraz czy siarczysty mróz. Irytuje mnie, jak ciężko jest brnąć przez śnieg i usypane z niego zaspy na wózku inwalidzkim. W dodatku, śnieżek przymarza do kół, a do tych z kolei ręce, ogólnie jest słabo ;) A na takich gąsienicach jedzie się przed siebie niczym czołg, rozganiając śnieg na cztery wiatry ;) Taki pojazd powinien nadawać się również na ośnieżone stoki, w końcu skuter śnieżny również posiada gąsienice. 
Zapomniałbym jeszcze o tym, jakim problemem dla wózkersa potrafi być piasek, którego mój skuter również nie lubi (szczególnie, kiedy ten jest zbyt głęboki). A takie gąsienice pozwoliłyby iść w wyścigi z mewami na plaży, bądź na spacer wzdłuż linii brzegowej o zachodzie słońca z kimś miłym :D Pustynię Błędowską też chętnie bym odwiedził :)
Na pewno znalazłbym jeszcze wiele zastosowań dla przedstawionego tu austriackiego sprzętu, ale myślę że dałem Wam pogląd na możliwości, które otwiera ;) Gdyby ktoś z Was chciał mi taki zafundować, nie krępujcie się, chętnie posłużę do testów xD

Brak możliwości pokonywania przeszkód terenowych oczywiście nie upośledza jakoś specjalnie życia wózkersa w krajach i rejonach rozwiniętych urbanistycznie (bo już taka np. Syberia to całkiem inna bajka). W końcu nie jesteśmy zmuszani do pokonywania np. jakiejś przełęczy w Tybecie aby udać się do pracy czy szkoły ;) Ale jeśli komuś sprawia radość kontakt z naturą bądź klimaty off-roadowe, chce odwiedzić niedostępne dla siebie miejsca, to dlaczego nie dać sobie takiej możliwości? Założę się, że nie jestem jedynym wózkersem w Polsce, który ma taką a nie inną potrzebę wewnętrzną; aż taki wyjątkowy to nie jestem ;) Dlatego, uważam że powinniśmy wszyscy złączyć siły i wspólnie szukać rozwiązań umożliwiających w jakimś stopniu ujarzmienie przeszkód terenowych ;) Off-roaderzy z całego świata łączcie się! ;) Zawsze łatwiej i efektywniej jest dążyć z innymi do wspólnego celu. Może jest to rozwiązanie także na różne problemy również w innych dziedzinach życia? Nie chcąc wychodzić za bardzo poza wózkersowe tematy, z tą myślą zostawię Was samych ;) 

To już koniec dzisiejszej terenowej wyprawy przez śniegi, piaski i dzikie knieje. Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić Wam moją potrzebę hasania tam, gdzie zwykły wózek czy skuter sobie nie radzi. Ale myślę, że pasjonaci wypraw w góry czy też długich marszów w nieznane zrozumieją mnie doskonale :) Szalenie pozdrawiam! Do następnego! :)

Pamiętajcie! 
Nie straszne lasy i knieje, w gąsienicach są nadzieje!

4 komentarze:

  1. Genialny sprzęt! Trzeba mieć nadzieję, że kiedyś się upowszechni i potanieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę ale zawsze warto mieć nadzieję ;)

      Usuń
  2. Łooooł, ale czad :D Życzę Ci takiego prezentu pod choinkę :D
    Swoją drogą, jedynym wózkiem z jakim do tej pory miałam do czynienia jest ten dziecięcy, dzięki czemu domyślam się, co przeżywasz w zimę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby nie wyleciał mikołajowi z sań ;) Spadające 300 kg z dużej wysokości nie jest czymś bezpiecznym :D

      Usuń