poniedziałek, 1 grudnia 2014

CrazyWill-owe osobowości - Sue Austin



Hey ludziska! :D

W pierwszej kolejności chciałem szalenie podziękować wszystkim, którzy podpisali petycję załączoną do ostatniej notki ;) Każdy pojedynczy wpis jest na wagę złota!
Po pozytywnym odbiorze ostatniego posta “Nadzieja w pigułce” doszedłem do wniosku, że może powinienem zostać dilerem takich pigułek - niewątpliwie przydałyby się wielu osobom. Ale i taka pigułka nadziei może nieść ze sobą negatywne skutki uboczne - w tym przypadku jednym z nich może być ostry syndrom rozczarowania, dlatego przed użyciem warto skonsultować się z własnym rozsądkiem ;) Trochę zaczynam płynąć w temacie, a dzisiaj nie o tym ;) Zapraszam Was zatem na kolejną notkę z serii Crazy Will-owych osobowości ;)

Do tej pory opowiedziałem Wam o dwóch kompletnych, lecz bardzo pozytywnych, wariatach xD Dlatego nadeszła pora na trochę artystycznej wrażliwości pewnej Angielki ;) Ta wózkersowa artystka wykorzystuje wózek inwalidzki na nieoczekiwane sposoby, a jej ulubioną formą wyrazu są multimedia, performance oraz instalacje artystyczne. Poznajcie Sue Austin! 

Źródło: http://www.tedmed.com/
Powodem, dla którego Sue przesiadła się na wózek jest SM (stwardnienie rozsiane). Choroba nieszczęśliwie i gwałtownie dopadła Sue we wrześniu 1994 roku. Jej świat mocno się załamał, a słabość mięśniowa oraz częściowa utrata słuchu i wzroku odcisnęły potężne piętno na jej umyśle, do tego stopnia, że Sue musiała zadbać o swoje zdrowie psychiczne poddając się długoterminowej terapii u specjalisty. Bardzo szybko zapragnęła wrócić do pracy, ale stan jej zdrowia na to nie pozwalał. Mogła jedynie bezradnie obserwować, jak choroba zabiera jej fizyczną wolność, bez nadziei na jakąkolwiek poprawę. 
Wszystko to zmieniło się mniej więcej rok później, kiedy Sue, na jakimś pokazie demonstracyjnym sprzętu dla osób niepełnosprawnych, miała okazję wypróbować wózek elektryczny. Jak go dosiadła, już nie chciała z niego zejść :D Pierwszy raz od dawna znów mogła poczuć powiew powietrza na policzkach. Rozpędzone cztery koła wreszcie zwróciły jej choć część utraconego poczucia wolności i swobody. Niestety, odzyskane w ten sposób poczucie pewności siebie zostało zburzone przez to, jak postrzegali ją inni ludzie: w kontaktach z nimi Sue wyczuwała strach, ogromny dystans, litość. Wyobcowana i odrzucona społecznie, mimo wszystko starała się odnaleźć w tej ekstremalnej sytuacji. W tym momencie wreszcie zaczyna się droga Sue w stronę artyzmu. Nigdy wcześniej nie widziała siebie w roli artystki, ale widziała, jak wykorzystywano sztukę w terapiach zajęciowych i zdała sobie sprawę, że to właśnie sztuka może nadać nowy sens i cel jej życiu. To właśnie sztuka może stać się lekiem na psychiczne rany, które zadała jej choroba oraz sposobem na wyrażenie samej siebie. Zaczęła od malowania na szkle, a pochwały, z jakimi spotykały się jej prace, motywowały ją do dalszych działań. Wkrótce Sue zaczęła robić różne kursy sztuki, a ostatecznie, z pomocą wolontariuszy, udało się jej zdobyć tytuł licencjata sztuki. Jako licencjonowana artystka rozpoczęła wprowadzanie w życie swoich wizji artystycznych, wykorzystujących wózek inwalidzki i niepełnosprawność dla zmniejszenia dystansu między niepełnosprawnymi a społeczeństwem. Jej prace od początku były bardzo surrealistyczne i realizowane w formie zdjęć. Jednym z pierwszych zdjęć, które zostało docenione i wyróżnione nagrodą na International Disability Arts Open 2008 jest “Portal”. 

Źródło: http://www.trishwheatley.co.uk/
Jest to kadr, na którym Sue Austin, w letniej, przewiewnej sukience i w rozpuszczonych włosach, siedzi na czerwonym wózku inwalidzkim na… dnie basenu. Oczywiście, ile umysłów, tyle może być interpretacji tego dzieła; ja dostrzegam w tym kadrze wolność, lato pachnące trawą, lekkość ciała. Sue spodobało się pod wodą i można powiedzieć, że zadomowiła się tam na stałe ;) Choć wielu nie dowierzało, że to się może udać, rozpoczęła kursy nurkowania. Dzisiaj Sue z uśmiechem i satysfakcją wspomina te trudności: “Ja nie dam rady? To patrz!” xD Skoro udało się zrobić ten krok, dlaczego by nie spróbować połączyć wózka inwalidzkiego ze sprzętem do nurkowania, elektrycznymi wirnikami i statecznikiem? Szalone? Zważcie na to, kto i gdzie Wam o niej opowiada xD I tak oto w 2012 roku Sue mogła sobie pozwolić na poruszanie się i swobodę ruchów pod powierzchnią wody. Dzięki temu mogły powstać kolejne surrealistyczne ujęcia, tym razem dużo bardziej dynamiczne (nie wspominając już o wspaniałych sceneriach) w formie krótkiego filmu ;) Zresztą, zobaczcie sami:

  Tworząc spektakl - Część 1 - W poszukiwaniu wolności

Sue oczywiście ma na swoim koncie sporo prac i osiągnięć, ale postanowiłem się ograniczyć do tych, które były najbardziej wyraziste i zwróciły uwagę świata. W tej chwili wszystkie projekty Sue (i nie tylko) skupia jej organizacja non-profit pod nazwą Freewheeling (>>>Facebook<<<). Ma ona na celu wspieranie projektów artystycznych mających m.in. zwracać uwagę środowisk akademickich na badania nad różnymi schorzeniami oraz pomoc w promowaniu niepełnosprawnych artystów we współczesnej kulturze.

Od Aarona czy Andy’ego, Sue Austin różni nie tylko płeć ;) Choroba spadła na nią niczym grom z jasnego nieba, przygniotła ją i załamała i ja wcale się temu nie dziwię. Jednak mimo przeciwieństw losu, próbowała w tym wszystkim odnaleźć siebie, podnieść się “z kolan” i ostatecznie udało jej się. Sztuka, która stała się jej powołaniem ma w sobie bardzo ważny przekaz i cel, bo Sue uwierzyła, że sztuka może być lekarstwem nie tylko dla niej samej, ale także dla innych. Mówiąc, że nie robi tak ekstremalnych rzeczy jak osobowości, które już poznaliście, zbluźniłbym. W końcu, zamiana wózka w mini-łódź podwodną to nie byle co ;) Teraz, jak na angielską damę przystało, Sue może znów poruszać się z wielką finezją oraz gracją - w wodzie ;)

Źródło: http://www.telegraph.co.uk/
Sue Austin to bardzo CrazyWill-owa osobowość, z wielką wrażliwością na otaczający ją świat, empatią oraz pociągiem do przygód - jak na razie w stylu Atlantydów, ale zobaczymy, czym nas jeszcze zaskoczy. Ja tam czekam z niecierpliwością i Was również zachęcam do śledzenia działalności Sue.

Jak widzicie, niestety doszło do małego poślizgu czasowego w mojej publikacji, no ale czasem tak bywa ;) Przynajmniej może choć raz nie będę kojarzony z ciężkimi poniedziałkami ;) Kto wie, może nawet z tego powodu na stałe przerzucę się np. na wtorki? ;D A tymczasem dzięki za poczytanie, do zobaczenia w przyszłym tygodniu - wyglądajcie mnie na horyzoncie. Trzymajcie się, ludziska!

Cztery koła, wiara w siebie, spójrz przed siebie!

Strona na temat Sue Austin >>>TUTAJ<<<

2 komentarze:

  1. I co mi będzie teraz słodziło poniedziałki?:)
    Wiem, że temat wdzięczny, oby takich jak najwięcej, ale... piszesz coraz lepiej i lżej, po prostu dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś Mega! Lukłam i już zostaję!

    OdpowiedzUsuń