poniedziałek, 12 stycznia 2015

Wsiąść do pociągu byle jakiego

Źródło: http://www.tapeta-pociag-tory-lokomotywa.na-pulpit.com/


Hey ludziska!

Chyba w nagrodę za to, że zasiadłem do pisania kolejnej notki wyszło słońce, co mnie ogromnie cieszy - te smoliście gęste, szare i (o dziwo) deszczowe chmury strasznie ciążyły mi na powiekach, usypiając powoli.
Do pisania, oprócz przebłysku słońca, pobudziła mnie jeszcze jedna rzecz. Dzisiejszy temat miał być zupełnie inny, ale, choć nie robiłem tego dotąd na blogu, chciałem skomentować bieżące wydarzenia medialne. A stało się tak, ponieważ zobaczyłem i przeczytałem wczorajszy reportaż UWAGA! (TVN) na temat 12 letniej Zuzanny. Pewnie niektórzy z Was sprawę znają, a ci którzy chcieliby poznać, cały reportaż znajdą klikając >>>TUTAJ<<<.

Pozwolę sobie nakreślić nieco opisaną w reportażu sytuację. 12-letnia Zuzia, która urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym, wracała z ośrodka rehabilitacyjnego do domu razem ze swoją siostrą-bliźniaczką i babcią, która wychowuje dziewczynki. Zmuszone były wracać pociągiem, ponieważ samochód babci Zuzi był akurat w naprawie. Na dworcu okazało się, że skład kolejowy nie posiadał wagonu przystosowanego dla osób niepełnosprawnych. Do pociągu dziewczynce pomagało się dostać trzech rosłych mężczyzn; mniemam, że byli to pracownicy PKP InterCity. Do zwykłych wagonów z przedziałami wiedzie wejście z nieporęcznymi schodkami, a w środku, do poszczególnych przedziałów, wiedzie wąski korytarz. Panowie bez zbędnych (ich zdaniem) pytań, ochoczo zabrali się do wnoszenia, a babcia podążała za nimi. Wózek jednak utknął w korytarzu, tam gdzie zaczynają się przedziały. Panowie pchnęli wózek, próbując zmieścić go na siłę. Tym sposobem udało im się wózek zniszczyć, rysując mocno ciąg wózka oraz dotkliwie wyginając ośkę przedniego koła. Babcia dziewczynek liczyła w tej sprawie na pomoc konduktora, lecz ten, zobaczywszy babcię Zuzi w przedziale służbowym, podniósł głoś, że nie wolno w tym miejscu przebywać osobom nieupoważnionym. Następnie poinformował, że z przedziału zniknęła przesyłka o wartości 50 tys. zł i że kobieta zostanie o to oskarżona. Na koniec użył słów powszechnie uznawanych za niecenzuralne, nakazując opuszczenie służbowego przedziału. Zuzia na tyle przejęła się sytuacją w wagonie, szczególnie zachowaniem konduktora, że załamała się, uznając że nieprzyjemne wydarzenie jest winą jej i jej niepełnosprawności. Taki sposób myślenia to najgorsze co może być dla niepełnosprawnego, szczególnie dla 12 letniej dziewczynki, przez co szlag jasny mnie trafił i powstaje notka, którą właśnie czytacie. 

W całej tej historii jedno jest pewne: nie powinno do niej dojść. Jednak, spróbujmy to przykre wydarzenie rozłożyć na elementy i przeanalizować. 
Brak odpowiedniego wagonu jakoś szczególnie mnie nie dziwi. Co prawda istnieją takie wagony, ale na skalę całego kraju jest ich niewiele, dlatego są trochę jak wagony-widmo xD Nie chcę tu jednak powiedzieć “Czego ta kobieta chce! To przecież całkiem normalne!”. Ja również marzę o i chętnie powalczę o takie, nazwijmy to, bezpieczeństwo komunikacyjne, gdzie wózkers nie będzie musiał w ogóle się zastanawiać i martwić czy ten wagon podjedzie czy nie, tylko że będzie taki w każdym składzie. Do tego przydałyby się również przystosowane dworce ; ) Tu akurat jest postęp, bo usprawnienia pojawiają się sukcesywnie z każdym kolejnym remontem. Niestety jednak, szczególnie w mniejszych miastach jest jak jest i najlepiej pesymistycznie z góry zakładać, że coś może pójść nie tak. Zawsze też warto chociażby podzwonić, czy udać się do informacji, zdobyć parę informacji na temat pociągu, którym mamy zamiar podróżować.

Kolejny element to zachowanie pracowników. I tutaj nie bardzo jest co analizować, bo niezaprzeczalnie ich zachowanie było kompletnie nieprofesjonalne, a konduktora co najmniej naganne. Rozumiem, że był to przedział tylko dla osób upoważnionych i że to zapewne kierownik pociągu odpowiada za przesyłki konduktorskie, tutaj miał słuszność, ale to nie znaczy że można pominąć kulturę osobistą, czy choćby podstawowy szacunek dla drugiego człowieka. Swoją drogą, nie pierwszy raz spotykam się z tym, że konduktor chce kogoś postraszyć zaginioną paczką o dużej wartości ;) Pracownicy na pewno powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności a PKP ICC powinno jak najszybciej zacząć szkolić swoich pracowników w dziedzinie pomocy osobom niepełnosprawnych. Chętnie podejmę się tego zadania osobiście xD Szanowne PKP, apeluję: na początek dajcie im poczytać choćby mojego posta o kierowaniu wózkersem ;)

Może to co powiem teraz uznacie za dosyć kontrowersyjne, ale uważam że babcia Zuzi też nie jest tu bez winy. Chciałbym ją usprawiedliwić wiekiem, ale akurat ta Pani trzyma się całkiem nieźle. Być może uważała, że skoro płaci za usługę transportu publicznego, powinna mieć w niej wszystko zapewnione, a pracownicy powinni być odpowiednio wyszkoleni. Tyle, że ta sytuacja od początku komplikuje się przez brak wspominanego już, przystosowanego wagonu. Ja osobiście (choć to może przez moje bogate wózkersowe doświadczenie), żeby zapewnić bezpieczeństwo - przede wszystkim to psychiczne - Zuzi, trzy razy sprawdziłbym ten wagon: np. czy szerokość korytarza jest odpowiednia i sam od siebie udzieliłbym szczegółowych instrukcji tym panom. Już taki jestem, że nie ufam ludziom bez odpowiedniego stażu w prowadzeniu, wnoszeniu itd. wózka i zawsze się do tego otwarcie przyznaję xD Warto również pamiętać, że babcia podążała za pracownikami i widziała, że wózek utknął. Biorąc pod uwagę, że korytarz był węższy od wózka aż o 6 cm, i zapewne to nie jest sekunda przepchnąć taki wózek, zdecydowanie miała czas na to, by jakoś zareagować mówiąc “stop! panowie, do tyłu i wyjmijcie koła”. Albo nie rozumiem, dlaczego Zuzia nie mogła tego kawałka przejść podpierając się o babcię, na reportażu widać, że - z pomocą bo z pomocą, ale już powolutku jest w stanie chodzić. Walczyłem trochę ze sobą żeby nie oceniać babci zbyt surowo, ale no nie potrafię. Przecież to właśnie my, dorośli, powinniśmy chronić dzieci i zapewniać im jak największe bezpieczeństwo.

Wiem, że czepiam się dzisiaj STRASZNIE ale denerwuje mnie, w jaki sposób został zrealizowany ten reportaż. Dla zwiększenia efektu został sztucznie napompowany i podkoloryzowany. Przykładowo: wózek za 15 tys. zł? Oczywiście, jak nie raz wspominałem, tego typu sprzęt jest drogi, ale 15 tys. zł to przesada. Dobry, aluminiowy wózek aktywny to koszt od 9 do max. może 12 tys zł. Następna rzecz to stwierdzenie, że koszt naprawy wyniesie niewiele mniej niż nowy wózek. Tutaj po prostu nie wytrzymałem ze śmiechu. Mogę zaoferować pomoc mojego brata, który napraw może dokonać za czteropak dobrego piwka, a rachunek za uszkodzone części, który nie powinien przekroczyć 2000 zł, podeślemy do PKP ICC. Szacowany czas naprawy: około tygodnia. A jeśli ceny nie są przekolorowane, to należy zacząć unikać tego dystrybutora wózków inwalidzkich, bo to jakiś wyjątkowy zdzierca. 

Wydarzenie warte było naświetlenia i napiętnowana, przede wszystkim po to, aby zwrócić uwagę na to, że coś tak trywialnego jak wejście do pociągu może wózkersa przyprawić o niemały ból głowy i jak wiele trzeba brać pod uwagę wyruszając gdzieś z osobą niepełnosprawną. Może też dzięki temu w przyszłości ktoś uniknie poczucia, że jest tylko kłopotem dla innych, jak ta dziewczynka, ale media nie powinny dodatkowo nakręcać ludzi. Opiniotwórczym zadaniem mediów powinno być przedstawienie wszystkich faktów (choć może w TVN opowiada za to inny program...?), tak aby odbiorcy mogli sami ocenić konkretne wydarzenie. Byłem kilka razy w telewizji i trochę wiem, jak to jest z mediami. Gdy przeprowadzają z tobą wywiad jest fajnie i wszystko ma sens, a jak poskładają materiał, to wychodzi nieco inny, narzucony przez nich, kontekst. Dlatego nie ufam mediom i nie chcę, aby przedstawiały osoby niepełnosprawne w sposób, powiedziałbym, nie do końca szczery i prawdziwy, żerując na współczuciu wywoływanym u widza. Dlatego, jeśli będę napotykał reportaże o niepełnosprawnych “na sterydach”, będę je tu opisywał i komentował. Przesada nie jest dobra w żadną stronę. 
Podsumowując: miło, jeśli możemy liczyć na czyjąś pomoc i na pewno są osoby, które chętnie pomogą i podejdą do sprawy w sposób mądry i odpowiedzialny. Ale mimo wszystko, jak było widać na podstawie przedstawionego przypadku, warto być przygotowanym na różne sytuacje, bo nikt lepiej od nas samych nie zadba o nasze bezpieczeństwo. Niestety, sprawdza się powiedzenie “umiesz liczyć - licz na siebie”.

No, wygadałem się ;) Oczywiście, to jest tylko i wyłącznie moje zdanie i moje spojrzenie na sytuację - możecie się z nim zgadzać, lub też nie. Ja zawsze jestem chętny do dyskusji ;) Czekam na Wasze komentarze w tej sprawie. Trzymajcie się ciepło! Do następnego, bez odbioru :)

1 komentarz:

  1. Jak czytam o takim wydarzeniu to na usta cisną mi się wyrazy,które damie w moim wieku z pewnością nie przystoją!
    ....!!!!..!!!!.......!!!!!! itd. Muszę jednak przyznać,że Twój komentarz dał mi do myślenia. Trudno odmówić Ci racji. Na usprawiedliwienie babci mogę powiedzieć,że nie ona jedna w stresujących sytuacjach zachowuje się irracjonalnie. Ja niestety też tak miewam, choć mój dorastający Wojtek potrafi już matkę skutecznie spacyfikować. Myślę,że Zuzia też kiedyś przejmie stery i sama będzie potrafiła utemperować takich nadgorliwców.Co do mediów zgadzam się w 100%!!! Z niecierpliwością czekam na kolejny post:)

    OdpowiedzUsuń