poniedziałek, 16 lutego 2015

Słownik nie w pełni sprawny

Źródło: http://imgarcade.com/


Hey ludziska! 

W ubiegłym tygodniu zaliczyłem małą nieobecność ale nie martwcie się, jak widać, już jestem z powrotem ;) Niestety nie pochwalę się Wam, że mój blog został blogiem roku bo utknąłem na II etapie, ale może kiedyś, kto to wie? :) Dzisiaj zajmę się naszym rodzimym językiem, a właściwie pewnymi epitetami określającymi osoby w różny sposób niepełnosprawne, za którymi bynajmniej nie przepadam. Zaczynajmy ;)

Zapewne wiecie, że liczne słowa obecnie powszechnie uważane za obelżywe pochodzą od słów zupełnie neutralnych znaczeniowo, a negatywne znaczenie zyskały dopiero później. Podobnie jest ze słowami, którymi na porządku dziennym określano, bądź czasem dalej określa się, osoby niepełnosprawne lub stopień ich niepełnosprawności. Pierwszym takim słowem, które zainspirowało mnie do poruszenia tego tematu, jest:

“kaleka” 
1. «człowiek dotknięty kalectwem» 2. «o kimś niezręcznym lub niezaradnym»
(kaleki 1. «dotknięty kalectwem» 2. «niedoskonały» 3. «uszkodzony»)

Fakt, że tym słowem w moim życiu zostałem określony tylko kilkakrotnie, ale za każdym razem nie czułem się z tym dobrze. Już pomijam, że nie jestem osobą dotkniętą kalectwem («niedorozwój, brak lub nieodwracalne uszkodzenie narządu albo części ciała i związane z tym ograniczenie sprawności fizycznej»), ale nawet gdybym nie miał ręki, nogi albo jeszcze czegoś innego, nie chciałbym być tak nazywany. Moim zdaniem słowo te jest bardzo negatywnie nacechowane m.in. dlatego, że określa jednocześnie w sposób mało przyjacielski osobę niezdarną, niedojdę. Poza tym “kaleka” albo “ty kaleko” brzmi jak zarzut, a to przecież bardzo często nie wina danego człowieka, że stał się niepełnosprawny i nie ma powodów, aby mu to wypominać. Taka postawa na pewno nikomu nie ułatwi życia, a może sprawić, że taka osoba da sobie mówić że jest niezdarną kaleką, która nic w życiu nie zdziała. Z pewnością są i tacy, którzy nie akceptują niepełnosprawnych, uznając ich za jednostki kompletnie nieproduktywne i nie zasługujące na nic lepszego, jak właśnie na miano kaleki. Ale takie zachowanie nie przyczyni się do poprawy sytuacji, wręcz przeciwnie. Jedynie konstruktywna krytyka może pomóc w rozwiązania problemu. Jeśli więc chcesz, aby osoby niepełnosprawne były produktywne i jak najmniej obciążały społeczeństwo, to pomóż im uwierzyć w to, że są takimi samymi osobami jak ja, ty, my; osobami, które mogą -i powinny!- żyć możliwie normalnie.
Kolejne słowo, za którym również nie przepadam, choć nie razi mnie już tak mocno to:

"inwalida"
«człowiek, który utracił całkowicie lub częściowo zdolność do pracy» 

Niby określenie to jakoś specjalnie nie uraża, ale po co go używać? Zastanawiam się też nad definicją “inwalidy” - czym w dzisiejszych czasach jest niezdolność do pracy biorąc pod uwagę dostępne obecnie narzędzia? Jeśli te fizyczne zawody odpadają, pozostaje wiele zawodów, które da się wykonywać zza biurka, czy zdalnie, przy pomocy komputera. Pomijając osoby, które w ogóle nie mają władzy nad swoim ciałem, uważam, że niezdolność osób niepełnosprawnych do pracy zależy tylko i wyłącznie od tego, w jaki sposób na to popatrzymy. Jak często powtarzam: jeśli się chce, to zawsze można znaleźć rozwiązanie. 
Na koniec mała parada słów, których wprost nienawidzę:

"debil"
1. pogard. «o człowieku ograniczonym, głupim»
2. daw. «osoba upośledzona umysłowo»

"imbecyl"
1. pogard. «o człowieku głupim»
2. «osoba dotknięta niedorozwojem umysłowym średniego stopnia»

"kretyn"
1. pogard. «człowiek ograniczony, tępy»
2. «człowiek dotknięty kretynizmem»(«wrodzona choroba powodująca niedorozwój umysłowy i fizyczny»)

"matoł"
1. obraźl. «o kimś bardzo nieinteligentnym lub niezdolnym»
2. zob. kretyn w zn. 2

Pierwsze trzy z nich stanowiły dawniej medyczne określenia stopnia upośledzenia intelektualnego (na poziomie rozwoju, odpowiednio: 12-, 9- i 6-latka), jednak ostatecznie wycofano się z nich. O dziwo, po ich przeniknięciu do języka potocznego, zachowały swoje znaczenie (tylko, nie wiedzieć czemu, w odwrotnej kolejności skali). Nie wyobrażam sobie jednak powiedzieć człowiekowi z autyzmem “ty imbecylu”. Równie dobrze rodzic nieporadnego niemowlaka, który przecież nie chodzi, nie mówi, płacze, robi pod siebie i chce jeść mógłby powiedzieć “znowu się sfajdałeś, ty debilu”. A jednak, jaki normalny i kochający rodzic nazwie tak swoje dziecko? Chyba nawet nie trzeba odpowiadać na to pytanie. Poprzez podkreślenie głupoty, określenia te zyskały wyjątkowo obraźliwy, krzywdzący wydźwięk. 

Słowa te pochodzą z czasów, kiedy sprawy osób niepełnosprawnych nie były uregulowane w taki sposób jak dziś. Inne było też podejście ludzi do tego typu spraw, nie bawiono się specjalnie w konwenanse. Dlatego, jeśli dziś w przestrzeni publicznej spotykamy się jeszcze z powyższymi określeniami, to głównie z ust osób starszych, które znają ich znaczenie z dawnych czasów i nie przyswoili (bądź nie chcieli przyswoić) sobie zmiany ich wydźwięku. Przykład z życia publicznego: swego czasu pan Krowin-Mikke niezbyt fajnie napisał o niepełnosprawnych na swoim blogu, później w tej sprawie znalazł się w programie Tomasza Lisa na żywo i tam, przed kamerami, zupełnie bez skrupułów, nazywał ludzi upośledzonych intelektualnie “debilami”. Jego wyraz twarzy wskazywał na to, że jest przekonany, że używanie takich słów jest zupełnie normalne i powszechne. Nie będę się zagłębiał w tamtą debatę, bo to już trochę stara sprawa i były do niej sprostowania, a atmosfera się w końcu trochę oczyściła i nie chciałbym tego niepotrzebnie roztrząsać. Jedno jest pewne: jeśli chce się być politykiem na poziomie międzynarodowym, warto dowiedzieć się co wypada, a co nie. Tutaj, niestety, został zaprezentowany raczej brak profesjonalizmu oraz ignorancja.

No, to jak właściwie powinno się zwracać do takiej osoby niepełnosprawnej? Hmm, jestem po prostu Łukasz i to wystarczy ;) Jeśli masz problem z zagadaniem, generalnie postaraj się nie używać słów, które tu dziś wymieniłem, a rozmowa zapewne pójdzie gładko ;) Jak w kontaktach z każdymi innymi ludźmi, tak samo i rozmawiając z niepełnosprawnym warto dwa razy pomyśleć, czasem ugryźć się w język, nim kogoś urazimy. Warto również zwracać uwagę innym, nawet tym starszej daty (z szacunkiem oczywiście), jeśli słyszymy, że używają obraźliwego języka. Nawet jeśli pominąć wszystkie moje argumenty, to trudno zaprzeczyć że w języku polskim posiadamy mnóstwo innych, w dodatku pięknych, słów - więc dlaczego by nie zacząć ich używać? :)

Pamiętajcie!
Odpowiednich słów używacie, lepszy kontakt z ludźmi macie ;)

3 komentarze:

  1. Jak na złość usunął mi się cały komentarz... no cóż, pisze raz jeszcze.
    Osoby, używające tych określeń powinny w swoim cv w rubryce "o sobie" wpisac właśnie te określenia.
    Niepełnosprawność to często rzecz za którą w żadnym, nawet najmniejszym stopniu, ani my sami, ani nasi rodzice nie ponosimy odpowiedzialności.
    Mówisz, że żadna kochająca matka nie nazwie swojego dziecka debilem, czy inbecylem, a wyobraź sobie, że matki na placu zabaw śmiały się i kpiły z dziecka z zespołem downa.
    Między sobą i swoimi dziećmi wymieniały słowa w stylu "dałn, debil, kaleka czy o zgrozo błąd Boga"... słuchałam tego kątem ucha, ale nie byłam na tyle odważna by zwrócić im uwagę.
    Niektóre delikatniejsze mówiły do swoich dzieci " nie baw się z tą dziewczynką, jeszcze się zarazić"... a ja? Ja z uśmiechem patrzyłam jak Oliwia choć o wiele mniejsza pokazuje dziewczynce huśtawkę, kręci się z nią na karuzeli, a na koniec wpadają do piasku i kopią dziurę (bo tylko tyle moja roczna O. potrafiła). Rodzice tej dziewczynki w pełni sprawni, inteligentni mieli łzy w oczach widząc jak spokojne jest moje podejście, ale... w końcu dziecko to dziecko i serce to serce, a to, że ktoś jest inny nie znaczy, że nie czuje...

    ps.: wybacz, że piszę po chińsku, ale mała znów jest chora i nie dosypiam ;) / Mistinguett

    OdpowiedzUsuń
  2. Spoko mój chiński jest całkiem nie zły damy radę :D Ważne jest to o czym piszesz. Niestety są takie szare masy ludzi z ograniczonym pojmowaniem świata pod względem logicznym jak i emocjonalnym. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić w jaki sposób działają ich umysły. A zarażać to niestety oni zarażają następne pokolenia swoim sposobem rozumowania. Ale mimo wszystko uśmiecham się w duchu widząc przed oczyma wyobraźni wzruszenie rodziców chorego dziecka z placu zabaw i wiedząc że na świecie są tacy rodzice jak Mistinquett. I jestem pewien że Twoja ukochana Oliwka wyrośnie na piękną i mądrą kobietę:) Dzięki wielkie że zechciałaś podzielić się z nami tą pouczającą historią :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do inwektyw jakimi raczone są osoby w różny sposób niepełnosprawne to faktycznie czasami ręce opadają. Mnie tym bardziej, bo częściej jakoś spotykam się z używaniem ich przez osoby z lekko przechodzonym peselem ( podobnie jak mój).Oczywiście, zdarzają się i odmóżdżeni ( sorry, ale tego nie da się inaczej nazwać!) młodzi, tylko pytanie, kto ich odmóżdżył?...U mnie jakoś wyjątkowo mało tolerancji w tym temacie, w końcu jestem dumną matka INNEGO!

    OdpowiedzUsuń